ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach październik 2023 nr 303
Pro Medico październik 2023 8 – Myśli pan, że podobne nastroje sąw innych samorządach zawodowych? – Wierzę w to. Ale prawdą jest też, że samorządy muszą sobie odpowiedzieć na pytanie, po co istnieją. Taka działalność jak koncerty czy spotkania, to rzecz waż- na dla integracji środowiska, ale nie klu- czowa. Najważniejsze jest wypracowanie pozycji samorządówmiędzy decydentami a naszymi członkami. Bo to my musimy dbać o etos naszych zawodów. Wydaje mi się, że jeśli samorządy zrozumieją swo- ją rolę i będą odważnie szły w tę stronę, to ich członkowie docenią, że prestiż ich zawodów jest tworzony właśnie przez izby. Współczesnym okiem Ryzykowna elitarność dialogowa Joanna Andrzejewska Do pewnej refleksji skłoniły mnie przewijające się w tym numerze rozważania dotyczące natury elit. Że jakoby, będąc elitarnymi, posługują się wyłącznie metodami dyskursywnymi, ażeby cel swój osiągnąć, zwłaszczawobec władzy, która pojąwszy (w założeniu), o co elitom chodzi, tego celu miałaby być wykonawcą. Że jakoby na tymwłaśnie polega demokracja, a inny sposób realizowania swoich celów elitom nie przystoi. I tu przyszło mi do głowy zapytanie, czy demokracja jest dopóty, dopóki trwa dia- log? Czy jeśli dialog traci sens, tzn. jest kom- pletnie nieefektywny, kulą w płot, i głową muru nie przebijesz, to dalej mamy demo- krację? Czy jeśli naprzeciwko elity stoi osioł, poczciwy może, ale nierozumny i dialog, choćby najbardziej dostosowany do oślich uszu, udać się nie może – to dalej mamy demokrację? A jeśli zamiast osła stoi klaun, który na każde słowo potakuje z wyma- lowanym od ucha do ucha uśmiechem, a po miłej pogawędce robi dokładnie to, przed czympróbowaliśmy gopowstrzymać – to dalej jest demokracja? Wszak dialog jakiś jest! Elita grzecznie, jak na elitę przysta- ło, a osioł zarży tylko coś odniechcenia, jego i tak poważnie nikt nie bierze, bo bełkotu osła nie da się zrozumieć. A pajac po swoje- mu – czyli po cwaniacku, z nim wiadomo – trzeba uważać, a zwłaszcza puszczać mimo uszu każde słowo, bo to przecież same kłamstwa, wiadomo. I w takimoto nieciekawympołożeniu są eli- ty. Jak rozmawiać, kiedy rozmawiać nie ma z kim? Czy w warunkach braku speł- nienia podstawowej cechy demokracji – tj. partnera do dyskusji, elitę nadal wiążą eli- tarne zobowiązania? Brak partnera oznacza, że dialog odbyć się nie może, zatem gada- nie do kołka w desce jaki może przynieść efekt? Ano może, życie pokazało nieraz, że jak pajac usłyszał pod swoim adresem uwagę, czy choćby cień krytyki, za obrazę majesta- tu kazał ściąć rozmówcę. Ze strachu. Albo spalić Rzym, żeby kozła ofiarnego znaleźć i legalnie go wyciąć. Nasuwa się tu intuicyjnie kolejne pytanie. Co zatem w takiej pułapce, w takim bezna- dziejnym zakleszczeniu, mają począć elity? Gdy jedyne metody, jakie znają, stały się bezużyteczne? Gdy trzymanie się wartości, które określają ich elitarny status, skazują ich na teatr jednego aktora. Jakie środki wyrazu, komunikacji, walki impozostały? Nie znamodpowiedzi na to pytanie. To zna- czy – nie znam, niestety, optymistycznej odpowiedzi na to pytanie. Bo przeszłość pokazała, że niemoc, bezna- dzieja, upokorzenie, ratowały się humo- rem, dowcipem, kabaretem. Robieniem w konia cenzury. Żeby znaleźć wspólną nić porozumienia w narodzie, żeby podnieść na duchu, żeby śmiechem rozpacz rozpro- szyć. Choć na chwilę. Czy dzisiaj jednak jest komuś do śmiechu? Pośmiać się, owszem, można, nawet zadrwić i szyderczo obśmiać. Po inteligencku. Ale co potem? Cytując za jednym ze słowników, „elity mają często zasadniczy wpływ na władzę oraz na kształtowanie się postaw i idei w społeczeństwie”. Brzmi ładnie i dumnie. Jednak demontaż demokratycznych struk- tur na rzecz autorytaryzmu odbywa się na oczach i przy spuszczonych głowach elit. Kapitalizm, upadający pod naporem zmu- towanego socjalizmu i rozdawnictwa, przy uciesze suwerena, odbywa się przy jękach elit. Idee nowoczesności, rozwoju, huma- nizmu, ekologii i otwartości posprzątane zostały przez idee wykluczające i strącają- ce do piekieł. Wszystko mimo gromów elit, a nawet wrzasku ulicy. Upadek postępuje, przy krzyku elit. Tylko słuchacza brak... – W środowisku lekarskim absolwen- ci niektórych prywatnych kierunków medycznych oraz obcokrajowcy, choć- by z Ukrainy, też mogą przyczynić się do obniżenia prestiżu zawodu lekarza? – Zawsze będę stał na stanowisku dba- nia o prestiż, kwalifikacje zawodowe. Jest tendencja, żeby produkować leka- rzy masowo i temu zawsze będę mówił mocno „nie”. Nigdy nie zagłosuję za tym, żeby lekarz niemówiący po polsku, o nie- jasnym doświadczeniu zawodowym, był w Polsce uznany za lekarza. My, jako samorząd, sprawdzimy jego kwalifikacje i my będziemy gwarantować jego umie- jętności. Nie jesteśmy grupą ludzi gra- jących na siebie, ale bardzo racjonalnie kontrolujemy np. politykę zdrowotną czy realizację prawnych zasad w innych zawo- dach. Naprawdę chcemy być zawodami zaufania społecznego z akcentem na sło- wo zaufanie. Rozmawiali: Alicja vander Coghen i Piotr Biernat Całą rozmowę obejrzeć mona w videocaście na kanale YouTube pt. „Śilne Argumenty”, wysłuchać na Spotify i Apple Podcast oraz na stronie internetowej ŚIL. O roli elit – także w materiale poniżej: „Ryzy- kowna elitarność dialogowa”.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5