ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach wrzesień 2022 nr 292
Pro Medico • wrzesień 2022 22 Lekarz od czarnej roboty Okres międzywojenny, postrzegany przez nas oczyma tych ludzi, którym wówczas się powodziło, to lata szalonego życia wypełnionego balami, polowaniami i paradami wojskowymi. Wszak zasada, że naród pije szampana ustami swoich przy- wódców nie narodziła się w PRL-u. Jednak dla większości ówcześnie żyjących wcale nie był to tak beztroski czas. Katarzyna B. Fulbiszewska koordynatorOśrodka DokumentacjiHistorycznejŚIL POTYCZKI Z HISTORIĄ Społeczeństwo borykało się z różnymi problemami: ogromnym bezrobociem, biedą i głodem, a do tego populację dziesiątkowały epidemie duru brzuszne- go, tyfusu czy gruźlicy. System zdrowot- ny miał charakter mocno rozproszony (przedsięwzięcia rządowe, prywatne praktyki, Kasy Chorych, samorządowe szpitale i ośrodki zdrowia, a także pomoc stowarzyszeń i fundacji prywatnych). Pomimo wielkich ambicji rządzących, był na tyle nieudolny, że wiele osób nie mia- ło do niego dostępu. Wschodnie rejony Polski były siedliskiem chorób zakaźnych, których rozprzestrzenianie stawało się powoli klęską społeczną i wymagało kon- solidacji wysiłków do walki z nimi całego społeczeństwa: od władz państwowych i samorządowych, poprzez wojsko, aż do inteligencji pracującej. DRAMAT NA PROWINCJI W latach 1921-1939 liczba lekarzy w Pol- sce wzrosła z ok. 5,5 tys. do 13 tys. Nadal jednak mówiło się o deficycie. Większość z nich pracowała w dużych miastach, co dawało możliwości awansu, rozwo- ju czy lepsze możliwości zarobkowania. Natomiast na prowincji rozgrywał się naj- większy dramat, gdyż lekarze niechętnie godzili się na pracę w charakterze „wiej- skiego lekarza”. Latami zaniedbana wieś borykała się z fatalnymi warunkami mieszkaniowymi i materialnymi oraz niskim poziomem kultury sanitarno-higienicznej. W takiej sytuacji opieka lekarska ograniczała się do pomocy w nagłych wypadkach, opie- ki nad matką z dzieckiem, walki z cho- robami zakaźnymi i tzw. społecznymi, czyli gruźlicą i chorobami wenerycznymi (ze względu na masowe występowanie). Wg szacunków, w 1931 r. na jednego lekarza przypadało przeciętnie 9624 mieszkańców wsi (w 1938 r. liczba wzro- sła do 21414 mieszkańców). Wg „Małego rocznika statystycznego z 1939 r.” na wsi, gdzie mieszkało 2/3 ludności, pracowało 1466 lekarzy. Nie dziwi więc, że wobec braku wykwalifikowanych kadr, dostępu do fachowego leczenia i drogich leków, a także w wyniku niskiego poziomu oświaty, ludność wiejska nie odczuwała potrzeby korzystania z typowej pomocy lekarskiej. Szczególnie narażone na brak opieki były kobiety w ciąży. Większość mężczyzn jedyny kontakt z lekarzem miała przy okazji badań komisji poboro- wych. W czasie choroby mieszkańcy wsi korzystali za to chętnie z rad znachorów i tzw.„babek”, którzy na ogół zawsze prze- bywali w pobliżu i generalnie wpisali się w koloryt prowincjonalnego życia. W 1938 r. w Polsce na 35 mln ludności było niemal 700 szpitali z ok. 85 tysiąca- mi łóżek. W jeszcze gorszej sytuacji były wiejskie ośrodki zdrowia. Do 1936 r. zbu- dowano ich 482, ale nie były to placów- ki lecznictwa otwartego (ich głównym celem była opieka nad matką z dzieckiem i chorymi na choroby społeczne oraz higiena dzieci w wieku szkolnym). BOHATER CZY ZESŁANIEC? Zatrudnienie na wsi nie gwarantowało żadnych godziwych warunków byto- wych, czyli mieszkania. Lekarz pracu- jący na wsi pozbawiony był zaplecza medycznego: specjalistów, odpowiedniej infrastruktury i sprzętu. Nie bez powo- du mówiło się, że lekarz wiejski musi polegać na słuchawkach, termometrze i dobrej woli. Bardzo często zdarzało się, że jego podstawowymi i jedynymi narzę- dziami były te, które przywiózł ze sobą. Mikroskop czy inne sprzęty laboratoryjne pozostawały w sferze marzeń. Przy pensji w wysokości 150-250 zł tego typu zakup nie wchodził w rachubę. Jeżeli lekarz miał szczęście, znajdował zatrudnienie w gminnym ośrodku zdrowia i mógł dorabiać prywatnie. Jednak bieda na wsi powodowała, że na tę formę pomocy decydowano się w ostatniej chwili, czę- sto już zbyt późno, a płacono mu głównie „w naturze” – warzywami, masłem, mle- kiem, jajkami czy zwierzętami. Kłopotem był brak ubezpieczeń. Ubez- pieczenie zdrowotne obejmowało tyl- ko pracowników najemnych. Realnie zapewniało opiekę medyczną robotni- kom w miastach, wieś pozostawała poza systemem. Dodatkowym problemem były duże odległości do najbliższych placówek medycznych i brak jakiejkolwiek komu- nikacji, w dużej mierze lekarz mógł liczyć na przejazd furmanką do pacjenta. Zda- W latach 1921-1939 liczba lekarzy w Polsce wzrosła z ok. 5,5 tys. do 13 tys. Nadal jednak mówiło się o deficycie. Na prowincji rozgrywał się największy dramat, gdyż lekarze niechętnie godzili się na pracę w charakterze„wiejskiego lekarza”.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5