ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach wrzesień 2022 nr 292

23 Pro Medico • wrzesień 2022 Zbiory ODH ŚIL: torba lekarska z zawartością. Przedwojenny zestaw narzędzi chirurgicznych i zestaw leków m.in. przeciwbólowych, przeciw- gorączkowych i nasennych niemieckiej firmy „Merck & Boehringer & Knoll” jest pamiątką po dr. Witalisie Felicjanie Plewińskim (1912-1999) ps. „Kontakt”, lekarzu getta wieruszowskiego; od 1943 r. dowódcy AK w Wieruszowie i zarazem Szefie Służby Zdrowia Obwodu AK „Wieluń”. Darowizna pochodzi od jego syna Leszka Plewińskiego. rzało się, że medycy pracowali od świtu do... świtu. A jeżeli zaczynał się akurat dzień targowy? Wtedy zjeżdżali się wszy- scy z okolicy i przy okazji wstępowali do doktora. Wizyty domowe na pewno były ogrom- nym przeżyciem dla lekarza, bez względu na lata przepracowane w zawodzie. No bo jak odebrać skomplikowany poród, gdzie w jednej izbie, z małymi oknami, dymiącym piecem i klepiskiem zamiast podłogi, mieszka pięć osób, w tym jed- na chora na gruźlicę, a druga z ropiejącą raną na nodze? A zza ściany dobiega ryk krowy i chrząkanie prosiaków. O świetle elektrycznym i bieżącej wodzie można było tylko pomarzyć. Wizyta nierzadko kończyła się dla doktora walką z wszami. Chociaż gorszy niż insekty był zapach niemytych ciał. „ZDROWIE CHŁOPA TO ZDROWIE 4/5 PAŃSTWA, TO ZDROWIE ARMII” M.in. takich argumentów w obronie lekarzy używał w swoim przemówieniu na forum Senatu w lipcu 1938 r. – zna- ny z ciętego języka – prof. Mieczysław Michałowicz, prezes NIL i zarazem sena- tor, przy okazji dyskusji nad rządowym projektem ustawy o zmianie Rozporzą- dzenia Prezydenta RP z dnia 25 września 1932 r. o wykonywaniu praktyki lekar- skiej. Ustawa miała zreformować opiekę medyczną na wsi, a najskuteczniejszym narzędziem (wg rządu) miało być przy- musowe osiedlenie młodych lekarzy na prowincji, z czym nie do końca zga- dzały się Izby. „ (...) Są w błędzie wszyscy ci, którzy sądzą , że opieka zdrowotna nad wsią może być oparta li tylko na człowieku – mówił Profesor. – Opieka zdrowotna, jak każda czynność organizacyjna, musi być oparta o warsztat pracy. (...) Dobrą rzeczą jest lekarz na wsi, ale lekarz na wsi nie speł- ni swojego zadania bez oparcia o szpital, o ośrodek zdrowia, wreszcie o wykwalifiko- wany personel pomocniczy ”. Projekt zakładał, że każdy lekarz po ukoń- czeniu pełnych studiów i stażu miał odbyć w okresie najbliższych pięciu lat, dwuletnią praktykę lekarską na terenach wiejskich lub małych miast poniżej 5000 mieszkańców. Od obowiązku zwalniała go pięcioletnia czynna służba wojskowa w charakterze lekarza lub rozpoczęcie kariery naukowej. Projekt w niezmie- nionej formie 30 lipca 1938 r. przerodził się w Ustawę. 18 kwietnia 1939 r. weszło w życie Rozporządzenie Ministra Opieki Społecznej o obowiązkowymwykonywa- niu praktyki lekarskiej w gminach wiej- skich i w niektórych miastach. LEK NA CAŁE ZŁO Do końca istnienia II RP nie udało się zmniejszyć dysonansu w opiece medycz- nej na wsi i w miastach. Ówczesny premier Felicjan Sławoj-Składkowski (z zawodu lekarz!), pomimo całej swojej wielkiej indolencji w zarządzaniu pań- stwem, przyczynił się znacznie, przez przypadek, do postępu w upowszech- nianiu higieny. Do historii przeszła jego obsesja, zwieńczona nakazem stawiania toalet na każdej zabudowanej działce. Do ochrzczenia owych toalet mianem „sławojek” przyczynił się fakt, że w cza- sie swoich podróży służbowych Sławoj- Składkowski osobiście sprawdzał, czy prawo jest przestrzegane. Ostatnią ustawą zdrowotną podpisaną przez prezydenta Ignacego Mościckiego przed wybuchem II wojny światowej była Ustawa z dn. 15 czerwca 1939 r. o publicz- nej służbie zdrowia, słusznie wywalczona przez Izby Lekarskie. Niestety, nigdy się nie dowiemy, czy zapisy w niej zawarte miały być„lekiem na całe zło”.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5