ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach wrzesień 2018 nr 252
Pro Medico • wrzesień 2018 16 G – Pewnie nie bez kozery media nazywa- ne są „czwartą władzą”, mając obecnie ogromny wpływ na nastroje społeczne i decyzje ustawodawcze. Mam jednak świadomość, że mogą być też obszarem ogromnych nadużyć interpretacyjnych i manipulacji. Mam wrażenie, że w obec- nych czasach fakty stając się medialne, zaczynają żyć „własnym życiem” i ich autor, czy uczestnik zdarzeń, ma coraz mniejszy wpływ na ich dalszą interpre- tację. Nie mam pewności, czy gdybym podjęła dzisiaj w mediach temat agresji względem lekarzy, zostałby on wyko- rzystany zgodnie z moimi intencjami... Pewnie dziś szukałabym innych moż- liwości wpływu, jako bardziej skutecz- nych. Stawiałabym na edukację. Zarów- no edukację społeczną w szkołach, jak i szkolenie lekarzy w zakresie reagowania w sytuacjach kryzysowych. Na techniki komunikacji bez przemocy („Nonvio- lent Comunication”). Z drugiej strony agresja jest pochodną braku szacunku do drugiego człowieka. Proszę zauważyć, jak w ciągu dwóch ostatnich lat zostały obniżone standardy wzajemnego sza- cunku w debacie publicznej, jak wiele jest w niej agresji, antagonizowania grup społecznych względem siebie. Czy jest to dobry moment na rzetelne i systemo- we budowanie wizerunku lekarza opar- tego na zaufaniu i otwartości? Uważam, że zawsze warto to robić, ale obawiam się, że jest to w chwili obecnej syzyfowa praca. – Hejt internetowy to też agresja… Jak ocenia Pani postawę i działania dr. Dawida Ciemięgi? Trochę mi Panią przypomina: z odwagi, z uporu, że „chcę mówić o tym głośno!” i „nie odpuszczę”! – Nie jestem facebookowiczką i pewnie nie mam pełnego oglądu w sprawach hej- tu internetowego. Ale cieszę się, że istnieją osoby odważne, jak dr Dawid Ciemię- ga, próbujące walczyć nie tylko o swoje dobre imię, ale i o godność naszego zawo- du. Trzymam mocno kciuki za Doktora! Bo to ogromna ilość energii, stresu i wła- snego życia, które w to wkłada. – Czy żałuje Pani czasu i energii poświęconych wtedy na walkę o bez- pieczeństwo lekarza? – Nie, absolutnie nie. Byłam przekona- na o słuszności swoich działań i robiłam wszystko, co mogłam, aby wyrazić swój sprzeciw względem beznadziei tamtej sytuacji i znieczulenia służb powołanych do ochrony naszego bezpieczeństwa. Robiłam to w zgodzie ze sobą. – Od tamtego czasu wiele zrobiono (izby lekarskie!) w walce o status funk- cjonariusza publicznego dla lekarzy, zmieniło się też nastawienie policji Godzina 22.00, Sala Intensywnego Nad- zoru Kardiologicznego. Pacjent po angio- plastyce naczyń wieńcowych wyjmuje z szafki stojącej koło łóżka nóż, odcina kable kardiomonitora, do którego jest podłączony, wstaje i uderza trzonkiem noża jedną z pielęgniarek, a potem wymachując ostrzem grozi drugiej. Kobietom udaje się wycofać na korytarz. Napastnik barykaduje drzwi. W Sali INK pozostaje z trzema leżącymi, ciężko chorymi pacjentkami. Jedną z nich zaczyna potrząsać, nadal w rękach trzyma nóż, krzyczy: – Dlaczego tylko leżysz, a nie pomagasz? Do akcji wkracza przywołany przez pie- lęgniarki lekarz dyżurny, który ze wzglę- du na bezpośrednie zagrożenie życia pacjentek postanawia dostać się na salę. Udaje mu się. Ale po sforsowaniu drzwi jest w stanie powiedzieć tylko: – Panie Z..., co pan robi? I w tym momencie ostrze noża uderza w jego klatkę piersiową. Nóż prawdopo- dobnie trafia na guzik od fartucha – mały metalowy zatrzask, po nim ześlizguje się i sprzeciw opinii publicznej wobec takich zdarzeń. – Z jednej strony to doceniam. Cie- szę się, że policja zmienia nastawienie do interwencji w szpitalach, że świado- mość społeczna problemu jest większa. Z drugiej strony – minęło 10 lat, a walka o rozszerzenie prawnej ochrony lekarzy właściwej funkcjonariuszom publicznym nadal trwa. Czy nie za długo? Pojawiają się również głosy podnoszące kontro- wersje wokół samego statusu funkcjona- riusza publicznego. Na szali stawiana jest lekarska prywatność i inny zakres odpo- wiedzialności karnej. A na dodatek, mam wrażenie, że obecnie jesteśmy nawet na gorszej pozycji, gdyż, mimo luto- wych porozumień rządu z rezydentami, nie ma woli ustawodawczej i politycznej do tego, aby każdy lekarz był odpowied- nio chroniony. Rozmawiamy o problemie agresji i potrzebie zapewnienia lekarzom poczucia bezpieczeństwa w sytuacji ogromnej niepewności i niestabilności systemu sprawiedliwości w naszym kraju. W momencie demontażu przez rządzą- cych podstawowych instytucji, mających zapewnić bezpieczeństwo każdemu oby- watelowi, nie tylko lekarzom. W moim odczuciu musimy spojrzeć na obecny stan również w takim szerszym kon- tekście. Stąd mój mało optymistyczny nastrój... oprac. Grażyna Ogrodowska Powinieneś tam leżeć w kałuży krwi! na mostek. Lekarz wycofuje się na kory- tarz, gdzie pod ścianą stoi wózek z bie- lizną pościelową i – schowany za tą pro- wizoryczną zasłoną – ponownie wchodzi na salę. Napastnik dziwi się, gdy go widzi i krzyczy: – Ty już powinieneś tam leżeć, w kałuży krwi! Minuty do przyjazdu policji ciągną się w nieskończoność. Na salę dociera ochro- na, która wraz z lekarzem do przyjazdu policji próbuje utrzymać napastnika z dala od innych pacjentów. Mężczyzna demoluje w tym czasie salę, rzuca defibrylatorem, aparatem do EKG i centralą kardiomonitorów, wylicza, kto zginie pierwszy, pokazując na sobie, jakie ciosy będzie zdawał kolejno każdemu z pracowników oddziału. Wreszcie 15 funkcjonariuszy pacyfikuje mężczyznę za pomocą pałek policyjnych. Ta dramatyczna scena rozegrała się kilka miesięcy temu w jednym z katowickich szpitali. To dr Jacek Zimoch pełnił wtedy dyżur. Pobudzeni, wulgarni, agresywni, roszczenio- wi, pod wpływem alkoholu – tacy pacjenci zdarzają się podczas każdego dyżuru. Wielu z nich uważa, że powinni zostać przyjęci, zbadani przez lekarza i wyleczeni w ciągu paru minut.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5