ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach lipiec/wrzesień 2020 nr 272
Pro Medico • wrzesień 2020 10 wierze i świadomie nie narazi życia ludz- kiego. „Sąd ma obowiązek podejścia do każdej poddanej pod jego rozpoznanie sprawy o odpowiedzialność lekarza z dużym stop- niemwyrozumiałości, a z szeroko otwartym horyzontem myślenia, przedewszystkiem zaś powinien dokładnie zbadać konkretne okoliczności, dotyczące danego wypadku i osoby sprawcy, by rozstrzygnąć pytanie, jakiej staranności i uwagi należało wyma- gać od lekarza w konkretnych warunkach w jakich znalazł się sprawca, i czy zabieg został dokonany „lege artis” – pisał w 1933 roku prokurator Stanisław Czerwiński – (…) orzeczenie biegłych ma wysoce poważne znaczenie, a przeto, aczkolwiek opinja ich nie wiąże sądu i podlega swobodnej oce- nie sądu wyrokującego narówni z innemi dowodami sprawy, to jednak wywód sądu wtymprzedmiociemusi być zawszenauko- wo uzasadniony”(pisownia oryginalna). Katarzyna B. Fulbiszewska Strach lekarza Cóż pacjentowi po karze wymierzonej lekarzowi? Zazwyczaj nawiązuję do treści proponowa- nych przez redakcyjną koleżankę w felieto- nach umieszczanych na poprzedniej stro- nie. Nie inaczej będzie tym razem, bowiem zawarte tam cytowania z publikacji lat 30. w kontekście legislacyjnych aktualności brzmią jak oksymoroniczny chichot. Już wtedy zauważono, że zdrowie człowie- ka, jako największe dobro, należy chronić także przed nieostrożnością, więcwkontek- ście rozwoju medycyny i ewolucji zawodu lekarza kwestia odpowiedzialności lekarza stała się wysoce aktualna; przy czym jed- nocześnie stwierdzono, iż omylność lekarza jest przypisana do jego zawodu. Analizując temat z perspektywy niemal stulecia, nie można oprzeć się wrażeniu, iż z jakiegoś powodu usankcjonowano „jajo częściowo nieświeże”, a obecnie (r)ewolucja ustawodawcza, osiągnęła już szczyty para- doksu. Przy innej okazji opowiem Państwu o przesłankach odpowiedzialności karnej i cywilnej, jedno jest pewne – umyślność w przypadku błędu lekarskiego właściwie jest niespotykana, trudno bowiem założyć, że lekarz świadomie dopuszcza się zanie- dbania, mając na celu wyrządzenie pacjen- towi krzywdy. Potencjalna omylność, mogąca wywołać szkodę, jest zatem w zdecydowanej więk- szości nieumyślna i cowięcej – jak już oneg- daj zauważono – wpisana w zawód lekarza. Mamy zatem zestawienie swoiście dwubie- gunowe: z jednej strony zdrowie, podlega- jące bezwzględnej ochronie, nawet przed nieostrożnością lekarza, a z drugiej strony medyka, którego wprawdzie teoria prawa uwalnia od boskiego przymiotu nieomyl- ności, jednak przepisy prawa omylność ową penalizują. Czy wspomniani w tekście Katarzyny B. Ful- biszewskiej chirurdzy, spełniający marzenie żony inżyniera, popełnili błąd? Z opisu spra- wywynika, że nie; nie dysponowali bowiem wystarczającymi narzędziami diagnostycz- nymi, a gdyby każda kwalifikacja do zabie- gu odbywała się na podstawie sekcji zwłok, rozwój medycyny byłby raczej wątpliwy. Zasadnicze pytanie, które się narzuca, to jak chronić największe dobro, jakim jest zdro- wie, skoro omylność jest nieodłącznym ele- mentem procesu jego przywracania? Jest zapewne kilka rozwiązań, spośród których nasz ustawodawca wybrał silną represję, mającą zapewne spełnić także rolę prewen- cji. Ciekawe, że są kraje na świecie, gdzie penalizacja błędu medycznego w ogóle nie występuje, a wykazany błąd medyczny rekompensowany jest przez ubezpieczy- ciela. Bo cóż pacjentowi po karze wymie- rzonej lekarzowi? Satysfakcja? Poczucie sprawiedliwości? Czy ustawodawca zadał sobie pytanie, jaka jest dalsza perspektywa zaostrzenia odpowiedzialności karnej leka- rza? Bo ochrona pacjenta na pewno nie... Przeciwnie, ucierpi na tym właśnie pacjent, którego dotknie nieunikniona w tych warunkach prawnych defensywna posta- wa lekarza, zwłaszcza zabiegowca. Przy takim nastawieniu społeczeństwa i władzy eksperyment medyczny byłby niemożliwy do przeprowadzenia. Jak sobie wyobrazić pionierskie zabiegi, operacje inwazyjne – obarczone ryzykiem metody diagnostyczne? W te procedury wpisane jest przecież ryzyko nie tylko powi- kłań, ale także błędu, który skorygowany przy kolejnej procedurze, mógłby przynieść sukces terapeutyczny. Niektóre szpitale brały udział w programie rejestracji tzw. zdarzeń niepożądanych. Chodziło owymia- nę doświadczeń, szczegółowy opis wyko- nanych procedur z celowym ujawnieniem i analizą tych procedur, które rekomenduje się poprawić, zrobić lepiej. Bezcenne źródło wiedzy dla fachowców; kapitalna sprawa dla pacjenta, który nie musiał być już królikiem doświadczal- nym, bo jego lekarz wyciągnął wnioski z doświadczeń kolegi. I niestety, te same dokumenty stały się źródłem dowodowym dla Prokuratury, która zażądała ich wyda- nia... Nie pytam, czy to mądre, wychowaw- cze i prewencyjne... Nie pytam, kto na tym skorzysta. Pacjent na pewno straci. Nie ma gorszej pespektywy dla chorego, niż bojący się go dotknąć lekarz. JoannaAndrzejewska Radcaprawny ŚIL Biegli sądowi na procesie w 1933 r., od lewej: prof. Jan Olbrycht (specjalista medycyny sądo- wej, pionier badań grupy krwi do metody ustalania ojcostwa) i prof. Ludwik Hirszfeld (twórca polskiej szkoły immunologicznej oraz seroantropologii). FOTO: Narodowe Archiwum Cyfrowe.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5