ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach lipiec/wrzesień 2020 nr 272

Pro Medico • wrzesień 2020 18 wanie naszego zawodu po macoszemu. Po co jednak wszyscy składamy Przyrze- czenie Lekarskie, oparte na przysiędze Hipokratesa, ślubując pełne i bezwarun- kowe poświęcenie dla dobra chorego? – Etyczne zasady „dobrego lekarza” zostały sformułowane wiele lat temu. I wie pan profesor co młodzi o nich myślą... – Wiem wiem... śmieją się, że to niemoż- liwe do spełnienia i takie niemodne. A przecież to nic nadzwyczajnego. Cho- dzi tylko, aby nie być chciwym, nie prze- kładać własnego interesu nad pomoc choremu, umieć pokornie słuchać, być dobrym człowiekiem itd. Być może nie- które zapisy trzeba by unowocześnić ale czy dziś w ogóle ktoś o nich jeszcze pamięta i na serio się nimi przejmuje? – A czy lekarzowi potrzebna jest wraż- liwość wobec chorego? Byłem pewny, że tak, dopóki nie przeczytałem pań- skiej wypowiedzi, że był pan za bar- dzo wrażliwy, żeby zostać chirurgiem i leczyć ludzi. – Muszę przyznać się tu do tchórzostwa, że nie wybrałem medycyny klinicznej. Wciąż uważałem, że za mało wiem, żeby leczyć ludzi. Gdy mój wujek – wybitny chirurg – postawił mnie, studenta czwar- tego roku, przy stole operacyjnym to... uciekłem i już wiedziałem, że zabiegowa medycyna nie jest dla mnie. Poświęciłem się medycynie poznawczej, anatomopa- tologii, diagnostyce, medycynie sądowej i też osiągnąłem w tych obszarach sukce- sy. Czy żałuję dziś tej decyzji? Może tak, bo postawiłem wielkie wyzwania wobec siebie nad to, co mogłem dać innym. Tą, może przesadną skromnością, nie pomo- głem wszystkim tym, którym mógłbym pomóc jako lekarz klinicysta. – Jako wieloletni sędzia lekarski jak oce- nia pan profesor obecne decyzje władz – zwłaszcza Ministerstwa Sprawiedliwo- ści, zmierzające do karania więzieniem za błędy lekarskie? – Bardzo źle. To karygodne i oceniam takie decyzje jako odwet, nawet polityczny. Lekarz, żeby skutecznie leczyć, musi mieć pewny obszar swobody działania, choćby na granicy ryzyka, a nie tylko drżeć przed sankcjami prokuratora. To, co teraz się dzie- je, to wyraźny sygnał świadczący o nieuf- ności do naszego środowiska. Niczemu dobremu to nie służy. Może także dlatego nie chciałbym dziś być młodym lekarzem, przed którym stoją trudne wybory. Pewnego razu dobrych kilka lat temu, kiedy jesz- cze pracowałem w przychodni, będącej niepu- blicznym ZOZ-em, badałem osoby dochodzące swoich praw przed sądami – z różnych przyczyn. W tym konkretnym przypadku pytanie brzmiało: „czy ubezpieczony jest nadal całkowicie lub choć- by częściowo niezdolny do pracy?”. Sprawa dotyczyła mężczyzny lat około 50, nie- pracującego już zawodowo, z kwalifikacjami na poziomie ukończonej szkoły podstawowej, wykonującego prace fizyczne. Od roku miał przyznane świadczenie z tytułu częściowej nie- zdolności do pracy w związku z nadciśnieniem. W zasadzie nie miał innych dolegliwości, ale palił około 20-30 papierosów dziennie (w wywiadzie „podpalał, ale się nie zaciągał głęboko”). Został zbadany przez lekarzy orzekających w ZUS, któ- rzy stwierdzili, że stan zdrowia tego człowieka nie uzasadnia orzekania o istnieniu choćby częścio- wej niezdolności do pracy. Jednak w zaświadcze- niu lekarskim lekarz pierwszego kontaktu zapisał rozpoznania: nadciśnienie i przewlekłe zapalenie oskrzeli, a więc po złożeniu odwołania Sąd skiero- wał sprawę do biegłego (czyli do mnie), nakazu- jąc udzielenie odpowiedzi na pytanie, czy może istnieć niezdolność do pracy nie tylko z powodu nadciśnienia, ale także w związku ze stanem ukła- du oddechowego. Zbadałem tego człowieka, a następnie wykona- łem badanie spirometryczne. Oczywiście nie był on zainteresowany uzyskaniem prawidłowego wyniku, a więc usiłował mnie po prostu oszuki- wać. Tym niemniej po n-tym razie udało mi się „przestraszyć” badanego, i wtedy wykonał prawi- dłowy natężony wydech. Wynik był prawidłowy. Natomiast badany po wykonaniu tego powiedział: „jakoś dziwnie się czuję, coś mnie tu gniecie” i pokazał na okoli- cę mostka. Poprosiłem pielęgniarkę o wykonanie EKG – moim oczom ukazała się fala Pardy’ego. Pacjent został położony na leżance i wezwaliśmy pogotowie, które przybyło bardzo szybko (w tym dniu była to trzecia wizyta w związku ze świeżym zawałem). W tym samym czasie w przychodni pojawiła się konkubina badanego. Obejrzała swo- jego „męża” leżącego na leżance z dokonanym przez nas zabezpieczeniem dojścia naczyniowego i zadała mi pytanie:„Co będzie z rentą mojego męża?”. Na co ja, niewiele myśląc, stwierdziłem:„mamdwie wiadomości – dobrą i złą. Którą najpierw?” Ona wybrała dobrą. Poinformowałem, że mąż dostanie nadal rentę i być może wyższą (z całkowitej niezdolności do pracy), a Ona westchnęła z widoczną radością. Po czym powiedziałem złą:„mąż ma zawał serca i może umrzeć”– na co pani z pełnym spokojem stwierdziła –„ale przynajmniej będą pieniądze...”, po czymdotarło do niej, co powiedzia- łem– i zemdlała. Została ocucona przez lekarza pogotowia, który na koniec przed zabra- niem zbadanego zapytał:„Do której państwo pracujecie, bo to już trzeci zawał, a ja pra- cuję do 19.00?”I w zasadzie to byłoby wszystko (krótko) w tym temacie. Dr n.med. Ryszard Szozda, biegły sądowy Dobra wiadomość i zła wiadomość Z PAMIĘTNIKA BIEGŁEGO SĄDOWEGO Fot. Chroma Stock

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5