ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach lipiec/wrzesień 2020 nr 272

19 Pro Medico • wrzesień 2020 „Sprawa molestowanych studentów Śląskiego Uniwersytetu Medyczne- gotrafiładoprokuraturyrejonowejKatowice–Północ.Śledztwoprawdo- podobniezostaniewszczęte–informujezastępcaProkuratoraRejonowe- go, AnnaMusiorska.” – RadioTok fm. „Przemoc psychiczna, mobbing, dwuznaczne propozycje za lepszą oce- nę w indeksie, molestowanie na wyjazdach integracyjnych — studenci Śląskiego Uniwersytetu Medycznego przerywają milczenie i mówią o patologicznych sytuacjach, którychdoświadczyli.” – Radio RMF. „Rzecznik Praw Obywatelskich podjął sprawę przemocy werbalnej i fizycznej oraz zachowań seksistowskich, a takżemolestowania, ze stro- nyniektórychpracownikówŚląskiegoUniwersytetuMedycznego” – por- tal Rzecznika PrawObywatelskich: „Studenci byli wyśmiewani i wyszydzani z powodu swej niepełno- sprawności. Niektórzy prowadzący uniemożliwiali studentom speł- nianie potrzeb fizjologicznych w trakcie wielogodzinnych bloków zajęciowych. Cześć prowadzących miała stosować także przemoc fizyczną, szarpiąc i uderzając studentów podczas zajęć. Opisane zachowania tworzyły atmosferę zastraszenia. Dlatego studenci oba- wiali się zgłaszać nieprawidłowości i starali się unikać konfrontacji z prowadzącymi. Niektórzy ukrywali się przed nimi w toaletach czy brudownikach. Część musiała korzystać z pomocy psychologa i psy- chiatry. Niektórzy zrezygnowali ze studiów, inni zmienili uczelnię.” *** Uwielbiam Bieszczady i żurek. Jedno i drugie w obfitości znajduję wWetlinie. W dawnych czasach była tam pewna jadłodajnia, z której czuć było nie tylkomajerankiem.Wniej towłaśnie zrozumiałemmyśl Oscara Wilde – „Każda władza degraduje człowieka.” Otóż, oprócz boskiego żuru, mieli tam przyziemnego Mariana. Człowiekowi temu uczyniono sporą krzywdę, powierzając mu władzę, która, choć odpryskiem była wszelkiego rodzaju władz, to jednak bez wątpienia władzą była. Otrzymał on bowiem od kierownika jadłodajni pieczę nad klu- czem od WC (jedynego w okolicy). Od tej chwili Marian decydował o dostępności tego przybytku, a my, turyści, staliśmy się od niego sil- nie zależni. Rządził nami coraz brutalniej, wprzekonaniuo swejmocy, jednak jego kres okazał się tak szybki, jak i smutny – nadeszła era toy- toyów, które pozbawiły go nomen omen, tronu... Marian nie podniósł się po tej zawodowej porażce i dołączył do grona nałogowych płatni- ków akcyzy za wyrobymonopolowe. Przykład ten dowiódł mi, że dzierżenie, nawet minimalnej, władzy, może jednostki podatne predysponować do degradacji moralnej i ujawniania cech psychopatycznych. Jeśli sięgnę pamięcią wstecz, to podobnych postaw doświadczy- łem częściej w procesie edukacji niż w innych okolicznościach. Całkiem sporo moich nauczycieli dowiodło słuszności wniosków stanfordzkiego eksperymentu więziennego profesora Zimbardo, podczas którego wykazano, że „ludzie zdrowi psychicznie w spe- cyficznych warunkach mogą z powodzeniem wcielać się w role oprawców”. Być może nauczyciele ci wybrali swój zawód kierując się zasadą, head huntera z powieści Terry Pratcheta, który sugero- wał:„Mam wrażenie, że nie posiada pan żadnej pożytecznej umie- jętności ani talentu. Czy myślał pan, żeby się zająć nauczaniem?” Studia, prócz treningu pamięci świeżej (rzadziej trwałej), powinny jednak kształtować elity. „Zmieniać osoby w osobowości”. Żeby jed- nak kogoś kształtować, trzeba być ukształtowanym i tu pojawia się ambaras. Z dużymzadziwieniemobserwowałem, że uczelnie bywają pełne osób wielkiego kalibru oraz, że tak powiem... podkalibrowych. Sam doświadczyłem spotkań z jednymi i drugimi. Zafascynowany słuchałem profesorów Zbigniewa Hermana czy Jeremiego Czaplic- kiego, dojrzewałem zawodowo na Oddziale Farmakologii Klinicznej wśród wspaniałych Kolegów, z zapartym tchem zgłębiałem tajniki biologii komórek nowotworowych w czasie spotkań z profesorem Włodzimierzem Korohodą z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ludzie ci szanowali studentów, byli mistrzami. Będąc osobowościami, mogli być sobą, a jak wiadomo nie od dziś, „w życiu chodzi o to, żeby być sobą, ale abymóc być sobą to trzeba być kimś...” Przyszłomi też spotkać innych nauczycieli.Wobec ich postawmusia- łemzgłosić„veto”. Robiłemto z otwartą przyłbicą i zawsze po zdanych egzaminach. Mój głos okazał się chyba słuszny, bo żadna z tamtych osób już wSUMnie pracuje. Miałemprzeświadczenie, że były to relik- ty dawnych epok, które niczymdinozaury znikną z krajobrazu. Doniesienia prasowe świadczą jednak, że mogłem być w błędzie. Moja AlmaMatermusi się sprawie przyjrzeć. Nie każdy, nawet najbar- dziej znamienity znawcaprzedmiotu, możebyć nauczycielemakade- mickim. Jest to zadanie dla wybranych. Rodzaj władzy (nad zalicze- niem przedmiotu), jest przede wszystkim rodzajem służby i wyzwa- niem. Kto tego nie rozumie, nie może być dopuszczony do kontaktu z młodzieżą akademicką. Student medycyny kształtowany w atmosferze poniżenia i pogardy, może, o ile nie otrzyma przeciwnych wzorców, takie postawy prze- nieść do gabinetu lekarskiego. Potem pojawią się sądy koleżeńskie i głosy pełne oburzenia„jak lekarz mógł się tak zachować?”. A może zbieramy co zasialiśmy? Być może droga do Itaki jest waż- niejsza niż sam cel? Postawy moralne, wzorce zachowań i nauka sza- cunku do drugiego człowieka pozostaną na dużo dłużej w naszych studentach, niż – dajmy na to – znajomość budowy aparatu ssącego kleszcza. Rafał Sołtysek FELIETON Dinozaury żyją wśród nas Fot. Chroma Stock

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5