ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach lipiec/wrzesień 2020 nr 272
9 Pro Medico • wrzesień 2020 MOŻLIWOŚĆ PRZEWIDYWANIA Większość przedstawicieli palestry stała na stanowisku, że pomiędzy nieostroż- nością płynącą z niedbalstwa (przypad- kiem) a błędem w działaniu przebiega cienka linia – możliwość przewidywania. Jeżeli więc ktoś nie mógł przewidzieć, czy spełniając dany czyn dopuści się prze- stępstwa, to oczywiście nie może być karany. Dlatego też sędziowie mieli obo- wiązek ustalić w wyroku, czy zachodziła możliwość przewidywania, czy też nie. Ciekawą lekturą jest artykuł napisany przez Prokuratora Sądu Najwyższego Stanisława Czerwińskiego, opublikowa- ny w „Głosie Sądownictwa” – organie prasowym oddziałów Warszawskiego, Lubelskiego i Wileńskiego Zrzeszenia Sędziów i Prokuratorów RP w numerze 7/8, lipiec-sierpień 1933 r. Artykuł uka- zał się dokładnie rok po wprowadzeniu wspomnianego wyżej Rozporządzenia Prezydenta RP. Autor zauważa, że wraz z rozwojem medycyny i ewolucją zawo- du lekarza, konflikty na tle leczenia będą częstsze, a sama kwestia odpowiedzial- ności lekarza staje się „wysoce aktualna”. Skoro zdrowie jest największym dobrem człowieka, to należy je chronić również przed nieostrożnością. Przytacza w nim słowa dr. Karola Strosa, który twierdził, że „omylność jest przypisana do zawo- du lekarza”. Zwraca także uwagę na fakt, że czasami „klasyczna metoda operacji zalecana i uznana przez naukę chirurgii zawodzi na poszczególnym pacjencie”. NIESZCZĘŚLIWY PRZYPADEK Na przełomie lat 1934-1935 Warszawa żyła precedensową sprawą medyczną. Przed Sąd Okręgowy w Warszawie trafiła sprawa dwóch lekarzy: Feliksa R. i Dio- nizego H. o nieumyślne spowodowanie śmierci żony znanego inżyniera. Pani inżynierowa poddała się operacji pla- stycznej polegającej na zmniejszeniu obu Przedwojenne sądy, pomimo że dysponowały odpowiednimi narzędziami, niechętnie skazywały nieostrożnych lekarzy. Sędziowie i prokuratorzy mieli świadomość, że lekarz narażony jest na pomyłki popełnione w jak najlepszej wierze i świadomie nie narazi życia ludzkiego. piersi. Uprosiła znanego sobie chirurga, dr. H., by wykonał zabieg w mieszkaniu (gabinecie) dr. R. W trakcie operacji stan zdrowia pacjentki znacząco się pogorszył (inżynierowa „zbladła i mocno wymioto- wała”). Obecny przy zabiegu trzeci lekarz, dr K., sugerował przerwanie operacji, cze- go jednak nie uczyniono. Po kilku dniach pacjentka zmarła. Prokurator oskarżył lekarzy o karygodną lekkomyślność, ponieważ nie poinformo- wali inżynierowej i jej męża o ryzyku tej operacji. Jak się okazało, lekarzom brako- wało stosownej wiedzy i doświadczenia. Chirurg był tylko specjalistą od operacji nosa i gardła, dawno niepraktykującym w tym zakresie! Sekcja zwłok wykaza- ła, że inżynierowa miała „zwyrodnio- ne serce, sklerozę aorty, zwyrodnione naczynia chłonne, zwyrodniałą wątrobę zwyrodnione nadnercza”, które to wraz z nadwrażliwością na nowokainę spowo- dowały śmierć. Wykonana analiza moczu i badanie ciśnienia tych wad nie wykazały. Ekspertami w sprawie było czterech profesorów-chirurgów i jeden interni- sta. Dwóch biegłych było zdania, że sko- ro stan pacjentki nie dawał powodów do obaw, to jednak przy pierwszym alarmującym objawie powinni byli prze- rwać zabieg, że dawki znieczulające były za wysokie, a czas trwania operacji za dłu- gi. Trzech kolejnych dopatrzyło się „pew- nych pierwiastków niezgodnych z etyką lekarską”, co nie miało związku ze śmier- cią pacjentki. Biegły dowodził, że „oskar- żeni nie postępowali ani niedbale, ani lekkomyślnie. Dr H. ma ustawowe prawo operowania, dr R. – asystowania. Opero- wanie w prywatnych mieszkaniach nie jest prawnie zakazane, a czas operacji nie może być z góry określony”. Wg. art. 230 Kodeksu Karnego (nieumyślne spowodo- wanie śmierci) Doktorzy powinni zostać skazani na 5 lat więzienia. Jednak Sąd Okręgowy po czterech dniach procesu doszedł do wniosku, że nie ma dowodu na związek pomiędzy działaniem lekarzy a śmiercią pacjentki i wydał wyrok unie- winniający. Ukaranie lekarzy pozostawił w kompetencji sądu dyscyplinarnego Izby Lekarskiej. Sąd II instancji wyrok utrzymał w mocy. DUŻY STOPIEŃWYROZUMIAŁOŚCI Powyższy przykład, jak również wiele innych spraw sądowych z tego okresu, może świadczyć o tym, że sądy, pomimo, że dysponowały odpowiednimi narzę- dziami, niechętnie skazywały nieostroż- nych lekarzy. Sędziowie i prokuratorzy mieli świadomość, że lekarz narażony jest na pomyłki popełnione w jak najlepszej Biegli sądowi na procesie w 1933 r.; od lewej: prof. Marcin Zieliński (psychiatra i neurolog; zamordowany w Katyniu w 1940 r.), dr Stanisław Jankowski (inż. chemik) i prof. Jan Olbrycht (medycyna sądowa). FOTO: Narodowe Archiwum Cyfrowe.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5