ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach wrzesień 2021 nr 282

Pro Medico • wrzesień 2021 10 i wstrzymania planowych przyjęć. U nas anestezjologów było zbyt mało, a chorych zbyt dużo, by mogli mieć wolne. Jedy- nym sposobem na nieprzyjście do pracy był dodatni wynik testu. Współczuliśmy zespołom anestezjologicznym dr Danuty Gierek i prof. Ewy Kucewicz z naszego GCM i wielu innym, które wzięły na siebie ogromny ciężar leczenia chorych w stanie krytycznym z SARS. Ciągle było za mało miejsc dla pacjentów z COVID. Rokowanie chorych było, mimo wszystkich wysiłków, bardzo złe. Okazało się, że respirator wprzypadkuCOVIDmoże być leczeniempaliatywnym. Zmiany, które dokonują się w płucach, nie przypominają innych chorób. I często są nieodwracalne. Szybko utworzono pododdziały covido- we z izolatkami i sprzętem do wentylacji nieinwazyjnej i inwazyjnej, gdzie dzielnie walczyli kardiolodzy, interniści, chirurdzy i bardzo potrzebni pulmonolodzy. Aneste- zjolodzy wspomagali ich, jak mogli. Bo nie jest dobrympomysłem leczenie sprzętem, którego się nie zna. Wymusiła to wyjątko- wa pandemiczna sytuacja. RESUSCYTACJA Jednym z zagadnień, którymi zajęliśmy się po wybuchu pandemii, była resuscytacja chorych z COVID i podejrzanych o COVID. Wraz z dr. Januszem Michalakiem opra- cowaliśmy instrukcję, która miała zwiększyć bezpieczeństwo ratujących i skuteczność resuscytacji chorych zakażonych. Instruk- cja w postaci tabel była publikowana na FB resuscytacja.plus, a następnie na stronach internetowych Okręgowej Izby Lekarskiej. Dopiero po kilku miesiącach od początku pandemii ukazały się oficjalne wytyczne ERC/AHA dotyczące RKO chorych zakażo- nych. Szybko mieliśmy kilkadziesiąt tysięcy odsłon naszych „wytycznych RKO w erze COVID”. Miałem wielką satysfakcję, gdy dowiedziałem się przypadkiem, że informa- cje opracowane przez śląskich anestezjolo- gów pomogły koledze interniście w reani- macji choregow izolatcewKrakowie. Dzisiaj już wiemy, że skuteczna resuscytacja chore- go w zaawansowanym stadium zakażenia jest bardzo trudna, a czasem niemożliwa. Dlatego tak ważne w pandemii jest wcze- śniejsze decydowanie, na podstawie cało- kształtu obrazu klinicznego, kogo da się uratować, a kogo nie i stosowanie zasad bezpieczeństwa, szczególnie przy intu- bacji, która jest tzw. „wysokoaerozolową” procedurą. Na początku pandemii każdy chory był podejrzany. Obecnie szybko wiemy, kto jest zakażony i to bardzo uła- twia nam zadanie. RESPIRATOR Cała Polska dzięki mediom poznała słowo RESPIRATOR. Kojarzyło się ono z nieuda- nymi zakupami, ale i ratunkiem oraz – cza- sem złudną – nadzieją dla chorych. My, anestezjolodzy, staliśmy się cenni. Byli- śmy mile widzianymi gośćmi na wszyst- kich oddziałach, które czasami, wbrew ich woli, zaopatrzono w respiratory do mechanicznego wspomagania odde- chu. Staliśmy się ekspertami od stresz- czania podstaw wentylacji. Musieliśmy pomagać i konsultować, bo nie da się dobrze poznać niuansów leczenia wen- tylacją na godzinnym kursie. Lekarze innych specjalności poznali także prona- cję, NIV – wentylację nieinwazyjną i High Flow – tlenoterapię wysokoprzepływo- wą. Myślę, że nabyte w trakcie pandemii umiejętności i sprzęt zwiększą możliwo- ści terapeutyczne u chorych niewydol- nych oddechowo. Dzielnym koleżankom i kolegom nieane- stezjologom nie pomagała różnorodność sprzętu. Liczba zdobytych respiratorów różnych typów, które trafiały na oddziały, zdumiewała. Od bardzo dobrych respira- torów uznanej firmy, jakie nasz dyrektor zdobył cudem w dwa dni (!) by urucho- mić szpital tymczasowy w Pyrzowicach, po zagadkowe egzemplarze „z darów”, które były bardziej kłopotem i zagroże- niem dla chorych niż wsparciem. ECMO Zajęliśmy się jeszcze jednym aspektem pandemii: leczeniem w izolatce chorych, u których nawet stuprocentowy tlen nie pomaga. Stosowaliśmy ECMO, czyli pozaustrojową oksygenację. Tam bezpo- średnio mogliśmy zobaczyć, jak 40-letni, wysportowany mężczyzna, nieobciążony niczym poza SARS-19, walczy o każdy gram tlenu. Pojedyncze sukcesy ECMO w Polsce nagłaśniały media, dając nadzie- ję rodzinom i chorym na to, że ta mało dostępna, inwazyjna, angażująca znacz- ną liczbę personelu i agresywna meto- da leczenia pomoże choremu z COVID. Nauczyliśmy się, że do ECMO i pacjent i personel musi mieć dużo cierpliwości. I że jest to bardzo trudna droga pod górę. Myślę, że przyspieszony przymusowy kurs ECMO, który wymusiła pandemia, bardzo dużo nas nauczył. PYRZOWICE I na koniec: Pyrzowice – szpital tymcza- sowy. Jestem bardzo dumny, że mogłem choć w małym zakresie brać udział w tym doświadczeniu pokoleniowym – jak ktoś nazwał szumnie ten naprędce postawiony zestaw kontenerów z tlenem, który prze- rodził się szybko w doskonale zorganizo- wany szpital. Podziwiam anestezjologów dr Monikę Nowicką i doc. Tomka Daro- chę , którzy podjęli się organizacji OAIT oraz dr. Szymona Skoczyńskiego , pul- monologa – dyrektora, którzy biegali „jak poparzeni”, by ogarnąć początkowy chaos i stworzyć w trzy dni(!) wydolny system. Szpital, gdzie ważne było nie to, czy jesteś profesorem, czy rezydentem (i tak wszyscy byli na ty), ale literka L, jak lekarz na kom- binezonie. Mogłeś spotkać Ż – żołnierza, S – studenta, R – ratownika i wspaniałe, niezwykłe i zgłaszające się tam na ochot- nika P – pielęgniarki. Ludzie byli z wielu ośrodków i różnych specjalności, od kar- diochirurga, po endokrynologa, Byłem tam sporadycznie, ale nie zapomnę rado- ści, gdy na dyżurze, po miesiącu przerwy, zamiast 150 osób, w hangarze spotykałem 30 chorych. Pamiętam też 12 chorych na 10-łóżkowym odcinku respiratoro- wym. Taka była potrzeba, że łóżka trzeba było dostawiać na korytarzu. Różne tech- niki, to różne ośrodki, a więc wymiana doświadczeń. Ale mam też obraz chorego z NIV, którego podłączaliśmy do respirato- ra na wszelki wypadek. A potem stan cho- rego już tylko się pogarszał. Wiele osób tam pracujących mówiło o złym jedzeniu, odwodnieniu, zmęczeniu, ale teraz dekla- rują, że chętnie wrócą, jeśli będzie taka potrzeba. A potrzeba może być. Ostatnie trzy fale to był bardzo trudny czas. Sprawdzian systemu. Czy go zdali- śmy? Myślę, że my, jako szpital, tak. I wiele innych placówek też dało radę. Przebu- dowane liczne oddziały, coraz większe doświadczenie, liczne procedury, lepszy sprzęt, większe bezpieczeństwo A cało- ściowo, jako Polska, jako „służba zdrowia” i MZ?Wystarczy spojrzeć na śmiertelność... To było jak wojna. Niestety, straty były na podobnym, jak na wojnie, poziomie. Cała Polska dzięki mediom poznała słowo RESPI- RATOR. Kojarzyło się ono z nieudanymi zakupami, ale i ratunkiem oraz – czasem złudną – nadzieją dla chorych. My, anestezjolodzy staliśmy się cenni.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5