ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach wrzesień 2021 nr 282
21 Pro Medico • wrzesień 2021 Katarzyna B. Fulbiszewska koordynatorOśrodka DokumentacjiHistorycznejŚIL Dama z ołowiu PROLOG Jolanta Wadowska-Król urodziła się w przededniu II wojny światowej w Kato- wicach, w bardzo patriotycznej, nauczy- cielskiej rodzinie. Jej ojciec – Piotr, był kie- rownikiem polskiej szkoły w Bielszowicach, a matka – Stanisława (d.d. Chwist), uczyła języka polskiego. Za poczucie obowiązku i umiłowanie ojczy- zny rodzina Wadowskich zapłaciła najwyż- szą cenę. Piotr wewrześniu1939 r. zgłosił się do wojska. Jolanta miała wtedy kilka tygo- dni. Ppor. Piotr Wadowski służył w legen- darnym 13. Wileńskim Batalionie Strzelców „Rysiów”. Z armią gen. Władysława Andersa przeszedł cały szlak bojowy: od Tobruku po Monte Cassino. Zmarł w marcu 1945 r. na skutek ran odniesionych w bitwie pod Faenza. Pozostały po nim dokumenty, listy, sepiowe fotografie, dwaKrzyżeWalecznych, Medal Wojska, Gwiazda za Wojnę, Gwiazda Italii, przyznany pośmiertnieTheWar Medal i skromny, biały krzyż na cmentarzu w Bolo- nii.Topoojcuodziedziczyła odwagę i odpo- wiedzialność. TRUDNE POCZĄTKI Kiedy Jolanta miała rok, jej mama na sku- tek porażenia piorunem częściowo straciła wzrok. Powypadku niemogła już pracować w szkole. Zatrudnienie znalazła w przed- szkolu. Dopiero po przeszczepie soczewek w latach 60. zaczęła dobrze widzieć. Życie nie było łatwe. Ze względu na bardzo trudną sytuację domową, mama Stanisła- wa zamieszkała z jedną ze swoich sióstr, a Jolanta z drugą. Kilkanaście razy zmieniała szkołę i miejsca pobytu. Już wtedy wiedzia- ła, żemoże liczyć tylko na siebie i musi szyb- ko się usamodzielnić. W 1956 r. zdała maturę w Liceum Ogólno- kształcącym w Siewierzu i wraz z grupą przyjaciół pojechała do Rokitnicy „zapisać się na studia”. Wtedy wpadła w przerażenie, że jej licealna wiedza to zamało, żeby poko- nać sześciu kandydatów w walce o indeks. Sama wspomina, że tak naprawdę dopiero od 12 maja zaczęła się uczyć dniami i noca- mi, aby 2 lipca zdać pozytywnie egzamin wstępny. Z grupy ośmiu siewierskich lice- alistów, indeksy Wydziału Lekarskiego Ślą- skiej Akademii Medycznej wZabrzu dostało trzech, w tym JolantaWadowska. PANI DOKTOR Jej wielkim marzeniem była chirurgia. Na stażu okazało się jednak, że oddział chi- rurgii jest nie dla niej.Wtedy pacjentówusy- piało się za pomocą eteru, którym kapało się na maskę. Opary eteru szybko działały na dr Wadowską, otumaniając ją i powo- dując senność. Interna jej nie interesowała, ginekologia także. I tak została na pediatrii, oczarowana atmosferą i ludźmi, od których mogła się dużo nauczyć. W1968 roku, już jako lekarz pediatra, rozpo- częła pracę w Poradni Rejonowej w Szopie- nicach i w Szpitalu w Będzinie (jako wolon- tariusz), później przeniosła się do Poradni wDąbrówceMałej. W1974 roku dr JolantaWadowska-Król była już szczęśliwą żoną imamądla Joanny, Prze- mysława i Justyny. Mąż – Zbigniew Król, był uczniem prof. Franciszka Kokota i adiunk- tem w Instytucie Chorób Wewnętrznych w Klinice Nefrologii. Wiodła spokojne i usta- bilizowane życie. Do czasu. KAROL Latem 1974 r. do gabinetu dr Wadowskiej- Król ponownie powrócił mały pacjent z nawracającą anemią. Mieszkał tuż koło Huty Metali Nieżelaznych w Szopienicach. Patrzyła na tego bladego, apatycznego, przeraźliwie smutnego dziewięciolatka – Karol był niewiele starszy od jej syna – i wie- działa, że coś jest nie tak. Niewiedziała tylko, co. Karol trafił znowu na badania do janow- skiego szpitala. Po jakimś czasie do przychodni w Dąbrów- ce przyjechała prof. Bożena Hager-Małecka. Niedawno wróciła z międzynarodowego sympozjum w Szwajcarii, na którym oma- wiano bardzo rzadki przypadek ołowicy u dzieci. Coś ją tknęło i kazała oznaczyć poziom ołowiu w moczu. Wynik badania przeraził je obie. Karol miał ołowicę. Następnego dnia w tajemnicy zostało prze- „Jest metal jeden, jak anioł mocny, a zły jak szatan; z jednym i drugim on zbratan, (…)” (Kornel Ujej- ski„Na drukarski jubileusz”). W tym poetyckim ujęciu ołowiu kryje się istotna zasada rządząca świa- tem: złu zawszemusi towarzyszyć dobro. Patrząc z perspektywy 47 lat nahistorię, któramiałamiejsce na Śląsku, dochodzimy doprzekonania, że poetamiał rację.To, cowydarzyło sięwczasachpropagan- dy sukcesu, kiedy „socjalistyczne dzieci robotników nie mogły masowo chorować, zatruwane przez przemysł”– uczy nas, że, bez względu na okoliczności, trzeba stawać po stronie słabszych i pokrzyw- dzonych i wydawać opinie zgodnie z nasząwiedzą i sumieniem, bezwzględu na konsekwencje. Fot. Wiki Kot
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5