ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach wrzesień 2024 nr 312
Pro Medico wrzesień 2024 20 Prof. dr hab. n. med. Jacek Gawrychowski Ostatnio poruszony zostałem informacją z czerwca tego roku, zamieszczoną na portalu Interii – pacjent zmarł tuż po wyjściu z izby przyjęć. Lekarka odpowie przed sądem. Z notatki tej wynika, że pełniąca dyżur lekarka nie wyszła do pacjenta z bólami w obrębie klatki piersiowej i nie zbadała go, a zlecenie badań odbyło się na drodze telefonicznej (w tym EKG). Następnie po uzyskaniu informacji (również telefonicznej) o wynikach badań, zleciła wypisanie chorego do domu (także bez zbadania chorego). Po opuszczeniu izby przyjęć chory przewrócił się i zmarł. Więc zło, czy głupota? Platon wskazałby tutaj na różnicę pomiędzy mądrością (wiedzą) a mniemaniem. O nauczaniu medycyny, myśleniu i zaniechaniu Widzę kolejne pokolenia studentów medycyny, a w konsekwencji także młodych lekarzy, dla których – i to stwierdzam z przykrością – coraz mniej liczy się spotkanie (bo to jest spotkanie) z chorym, rozmowa z nim (czyli wywiad), wreszcie prawidłowo (podkreślam prawidłowo) przeprowadzone badanie fizykalne. Z oczywistych zresztą powodów nie chcę tutaj wdawać się w polemikę, uznając prawną definicję błędu medycznego jako naruszenie przez lekarza wykonującego czynności lecznicze, obowiązującego w relacji do tej czynności zespołu reguł i zasad postępowania, których źródłem jest nauka i praktyka. A upraszczając, jest to odstępstwo od wzorca i zasad należy- tego postępowania z uwzględnieniem profesjonalnego charakteru działalności lekarza. Wypowiadając się wielokrotnie na temat błędu lekarskiego zawsze podkreślam, że problem ten winien być rozpatrywa- ny przede wszystkim w kategoriach ety- ki, a nie w oparciu o paragrafy kodeksu karnego. W mojej ocenie jednak jednym z zasadniczych wyjątków, wymagających zdecydowanie potępienia i penalizacji, winno być zachowanie lekarza polegają- ce na zaniechaniu (a brak przeprowadze- nia badania fizykalnego przez lekarza, u chorego zgłaszającego się do izby przy- jęć z powodu niepokojących go dolegli- wości, jest w praktyce nie do obrony!) w zakresie tak diagnostyki, jak i leczenia. I wydaje się, że z taką sytuacją (chociaż nie ma jeszcze w tej sprawie wyroku) mamy właśnie do czynienia i to bez względu na przyczynę zgonu. Istotą sprawy jest tu bowiem brak spełnienia podstawowego obowiązku lekarza w sto- sunku do zgłaszającego się do niego cho- rego – jakim jest wykonanie badania fizy- kalnego, zlecenie telefoniczne „w ciem- no” badań dodatkowych oraz ocena ich na podstawie przekazu osób trzecich (również telefonicznie). Na marginesie sprawy sekcja zwłok chorego wykazała pęknięcie rozwarstwionego tętniaka aor- ty wstępującej, co obarczone jest wyjąt- kowo wysoką śmiertelnością. Jak odnieść się więc do słów przysięgi Hipokratesa?: „Moje zarządzenia lecznicze wydawać będę ku korzyści chorego, wmia- rę swoich możliwości i zrozumienia. Chro- nić będę go przed tym co przyniosłoby mu szkodę i zgubę... ”. Pisząc o powyższym zdarzeniu, ku prze- strodze, widzę kolejne pokolenia studen- tów medycyny, a w konsekwencji także młodych lekarzy, dla których – i to stwier- dzam z przykrością – coraz mniej liczy się spotkanie (bo to jest spotkanie) z chorym, rozmowa z nim (czyli wywiad), wreszcie prawidłowo (podkreślam prawidłowo) przeprowadzone badanie fizykalne. Jest to zresztą powszechny trend, albowiem w nauczaniu medycyny coraz bardziej niestety skupiamy się – my nauczyciele i oni – studenci – na szczegółach, nierzad- ko niedających najmniejszych możliwo- ści holistycznego spojrzenia na chorego. Bo przecież najważniejsze jest mnemo- techniczne, ale za to poprawne napisanie testu na egzaminie. A wiedza na temat np. badania fizykalnego? objawów cho- robowych? – no… niekoniecznie. A to już tylko krok ku rezygnacji z myślenia – początkowo studenta, za chwilę – leka- rza, uzbrojonego przecież w oręż, które- go nie jest w stanie on wykorzystać albo z powodu braku umiejętności kojarzenia nabytych wiadomości, albo swojej nie- wiedzy. Chciałoby się tutaj na zakończenie stwierdzić za Leszkiem Kołakowskim, że lenistwo całkowite jak też praca odczu- wana zawsze jako nieszczęście i kara pozo- stawiłyby nas na zawsze i niezmiennie na poziomie prymitywnym . Ale co wtedy z grzechem ciekawości? Jeżeli przyjmie- my, że choroba jest „spowiedzią ciała”, to nauczając studentów i młodych leka- rzy sprawmy, aby nauczyli się bycia jego spowiednikami. Równolegle nauczajmy nowoczesnej medycyny opartej na naj- nowszych osiągnięciach biologii, fizyki, chemii i matematyki, tak aby nie cofać się do minionych czasów, kiedy lekarz ze swoją wiedzą nie stanowił o zwięk- szeniu szans na uzyskanie przez pacjenta korzyści w walce z chorobą. Nauczajmy więc po prostu myślenia tak, aby wykaz liczb i algorytmów nie zastępował lekar- skiego spojrzenia i dotyku.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5