ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach wrzesień 2024 nr 312
Pro Medico wrzesień 2024 27 z nowoczesnymi metodami anestezji. Dzię- ki dr. Antesowi kontakty ze szwedzkimi ane- stezjologami zaowocowały po wojnie. KOSZTYWROGIEMPACJENTA W międzywojniu, w Polsce, nadal stoso- wane było znieczulenie metodą otwartą eterem lub chloroformem z użyciem XIX- wiecznej maski Schimmelbuscha. Ten stan rzeczy wynikał głównie z kosztów. Pod- tlenek azotu importowano głównie z Nie- miec i Szwecji, dlatego znieczulenie nim kosztowało ok. 25 zł. W tym samym czasie za butelkę eteru płacono 2 zł (koszt narkozy ponosił pacjent). Sytuacja stała się trochę lepsza w 1928 r., kiedy to produkcją gazów anestetycznych zajęły się zakłady chemicz- ne w Grodzisku Mazowieckim, Łańcucie i Warszawie (eter). Nadal jednak trzeba było importować chloroform. Aparaty do znieczulenia stosowano na nie- wielką skalę i mogły sobie na to pozwolić bogate placówki. W 1938 r. szwedzka firma Stille prezentowała w Polsce aparat typu Aga, który został zakupiony m.in. do Szpita- laMiejskiegowKatowicach za niebagatelną cenę 5000 zł. Wpołożnictwie dużą popular- nością cieszyły się sedatory, złożone z butli z podtlenkiemazotu, worka oddechowego, regulatora przepływu i maski twarzowej. Pomimo dość dużego kosztu – 2500 zł, Katowice mogły się poszczycić dwoma: w Szpitalu Miejskim na oddziale gineko- logicznym i w prywatnej Klinice Ginekolo- gicznej dr. KazimierzaWędlikowskiego przy ul.Wita Stwosza 6. WOJENNY PARADOKS Machina II wojny światowej zatrzyma- ła na kilka lat rozwój polskiej medycyny. Zamknięto Uniwersytety Medyczne, wielu wybitnych lekarzy poniosło śmierć w wyni- ku działań wojennych. Trudno w to uwie- rzyć, ale wojna była ogromnym przełomem w rozwoju polskiej anestezjologii. Dzięki zabiegom Polskich Sił Zbrojnych na Zacho- dzie i przychylności Brytyjczyków, w 1941 r. otwarto Polski Wydział Lekarski przy Uni- wersytecie w Edynburgu, na którym po raz pierwszy w historii naszej medycyny zaczę- to traktować anestezjologię jako osobny przedmiot. W tym czasie anestezja brytyjska stała na bardzo wysokim poziomie, a polscy stu- denci mieli możliwość odbywania praktyk wdoskonalewyposażonych szpitalach. Pod okiemtamtejszych lekarzy uczyli sięobsługi aparatów do znieczulania, a także stosowa- nia najnowocześniejszych technik narkozy. Każdy kto wracał po wojnie do kraju, już sobie nie wyobrażał pracy bez anestezjolo- ga. Wśród dobrze przeszkolonych w Anglii anestezjologów, którzy zdecydowali się na powrót do kraju, bez których nie było- by powojennej anestezjologii, byli m.in.: Wit Rzepecki, Kazimierz Dębicki, Stanisław Pokrzywnicki i Bolesław Rutkowski – nestor śląskiej anestezjologii. DZIEŁOPRZYPADKU Krótko po wojnie w Polsce nadal znieczula- no za pomocą wielce prymitywnej„kapanki eterowej”, a zapotrzebowanie na anestezję rosło. Amerykańska UNRRA dostarczała doszpitalilaryngoskopy,rurkiustno-gardło- we i intubacyjne oraz aparaty do znieczula- nia, ale fachowcówniebyło. Gdybynieprzy- padek, to Instytut Onkologii wGliwicachnie stałby sięw latach 50. wiodącymośrodkiem anestezjologicznym. Zatrudniony w nim, wspomniany już dr Bolesław Rutkowski znalazł w magazynie pudło podpisane „aparat do płukania jelit”. Jakieżmusiało być jego zdziwienie na widok zawartości. To był amerykański wojskowy aparat do znieczu- lania Heidbrink. Błędny opis na pudle wyni- kał głównie z tego, że opisujący nigdy nie widział takiego urządzenia! Aparat okazał się sprawny. Doskonale wyszkolony w Londynie dr Rutkowski w grudniu 1948 r. wykonał pierwsze znie- czulenie dotchawiczne, a Instytut na długo stał się miejscem szkoleń dla adeptów ślą- skiej anestezji. Oficjalnie anestezjologię w Polsce zareje- strowanow1952 r. Pierwszy na Śląsku egza- min specjalizacyjny I stopnia z anestezjolo- gii odbył się w Gliwicach w 1961 r., a jedy- nym, który do niego przystąpił był dr Zbi- gniew Suda. Dr Suda, który po egzaminie podjął pracę w Bytomiu stał się pierwszym prawdziwym anestezjologiem w tym mie- ście. Dwadzieścia osiem lat później Anna Dyaczyńska-Herman została pierwszym profesoremanestezjologii na Śląsku. POST SCRIPTUM Wybitny francuski XIX-wieczny chirurg, AlfredVelpeau, głosił zasadę, że„Nóż chirur- ga i ból są to pojęcia nierozerwalne (...) Nie- bolesna operacja to mrzonka, która nigdy nie zostanie urzeczywistniona”. Na szczęście wielcy lekarze czasem bywali omylni, a ich następcy nie pozostali obojętni na cierpie- nie pacjenta, czego efektem są współcze- sne, bezbolesne zabiegi operacyjne. Duży wkład w rozwój anestezjologii, oprócz lekarzy wojskowych zdobywających swoje doświadczenie na frontach, wnieśli również śląscymedycy. Pamiętajmy o tych wszystkich lekarzach, dzięki którym niebolesna operacja stała się faktem a nie mrzonką, nie tylko z okazji czekającego nas zabiegu. Zawsze warto doceniać umysły twórcze, które nie traktują zastanego świata, zasad, teorii, praw w nim obowiązujących jako dogmatów, których nie można zmienić. Prawdziwy naukowiec to człowiek wyróżniający się krytycznym spojrzeniem i analizą, które wiodą do spek- takularnych odkryć. Wypada życzyć wszystkim współczesnym ludziom nauki, aby nie tracili ducha, a być może będą odkrywcami czegoś tak wielkie- go jak znieczulenie. Zbiory Muzeum Historii Medycyny i Farmacji ŚIL: po lewej: Narkoseapparat Tiberius Drager- werk Lubeck (darczyńca dr Andrzej Kozłowski , H-T. CentrumMedyczne Tychy ); w tle: Olympus Optical CO prod. japońskiej (darczyńca: Justyna Romańczyk, prezes zarządu H-T. Centrum Medyczne Tychy); po prawej: XIX-wieczna maska Schimmelbuscha do „kapanki” eterowej lub chloroformowej. Fot. K. Dąbrowska
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5