ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach wrzesień 2024 nr 312

Pro Medico wrzesień 2024 8 W 2019 r. w USA już jedna trzecia pacjen- tów chorych na raka stosowała onkologię integracyjną. Większość badań wskazuje na poprawę objawów i jakości życia, w tym: bólu, nudności, wymiotów, lęku, uderzeń gorąca, bezsenności, neuropatii, suchości w ustach itd. Badania kliniczne dowiodły znacznych korzyści i działania te są obec- nie włączane do krajowych wytycznych National Comprehensive Cancer Network (NCCN) i Amerykańskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej (ASCO). Ważne jest więc, aby lekarze zalecali swoim pacjentom działania z tej dziedziny, trosz- cząc się też, by pacjenci stosowali je w spo- sób skuteczny i bezpieczny. Owszem, wymaga to wiedzy na ten temat. Poszerza się ona z każdym dniem, więc w dużych akademickich ośrodkach onkologicznych w USA zagadnienia medycyny integracyj- nej stają się coraz ważniejsze w kształce- niu lekarzy. Ci zaś, zaangażowani później w opiekę nad pacjentami chorymi na raka, dzięki nabytej wiedzy i otwartemu spojrze- niu na człowieka zwiększają znacznie efek- tywność leczenia, dostarczając satysfakcji pacjentom i sobie. Jak ważna jest onkologia integracyjna świadczy nowo powstałe cza- sopismo recenzowane –„Journal of Integra- tive Oncology” poświęcone promowaniu korzystnych wyników badań wśród osób chorych. Codziennie pojawiają się nowe dowody na skuteczność działań onkologii integra- cyjnej. Publikowane są coraz to nowsze badania naukowe na ten temat, a powody do szczególnej satysfakcji odnajduję już wrecenzowanychprzezemniepracachdok- torskich odwołujących się do tych badań. Straciliśmy już sporo czasu. Nie pora namozolne przekonywanie lekarzy do tego sposobu leczenia. Dowodów naukowych jest aż nadto. Teraz przyszedł czas, aby two- rzyć w Polsce ośrodki wykorzystujące moż- liwości onkologii integracyjnej dla dobra chorych i satysfakcji lekarzy. Jako lekarz, naukowiec i osoba, która przeżyła chorobę nowotworową, potwierdzam stanowczo, że szanse na sukces terapii onkologicznej zdecydowanie rosną w przypadku, gdy chory wesprze ją własną aktywnością. Cho- remu powiem: Nie bój się! Zaangażuj się i wspólnie ze swoim lekarzem wykorzystaj każdą szansę na zdrowienie! A lekarzowi? – To jest nowa, dobra droga medycyny. Kiedy ja dowiedziałam się o swoim raku od razu odwiedziłam panią psychoonkolog. Choć nie wiedziałam nawet, o co zapytać, ona wiedziała co ma powiedzieć. Ta wizyta pomogła mi, bo poczułam się bezpiecznie. Anna Wójtowicz Lekarzrodzinny Medycyna rodzinna tradycyjnie holistyczna i... integracyjna Nowocześnie brzmiące wyrażenie„medycyna integracyjna” najbardziej kojarzy mi się z medycyną rodzinną, która ze swej natury jest nacechowana holistycznym podejściem do chorego, całej rodziny, a nawet zdrowia publicznego. Z punktu widzenia lekarza rodzinnego Integralne podejście do problemów profi- laktyki i leczenia bywa dla mnie niedosięż- nym ideałem. Pamiętam jednak, że właśnie marzenie o większej wszechstronności warsztatu medycznego skłoniło mnie do podjęcia specjalizacji lekarza rodzin- nego. A było to tak. Kiedyś, będąc bardzo młodą lekarką, pracowałam jako asystent w klinice gastroenterologii. Wiele obowiąz- ków, w tym prowadzenie zajęć klinicznych dla niewiele młodszych ode mnie studen- tów, było dla mnie wyzwaniem. Na moim oddziale szpitalnym tak wiele się działo, że prawie nie miałam czasu na dydaktykę. Lubiłam jednak towarzystwo młodzieży medycznej, zwłaszcza, gdy była ona zainte- resowana tematyką zajęć. Widziałam jak wiele zagadnień, oczywi- stych w mojej klinice, było dla nich odkry- ciem. To budziło we mnie nadzieję, że już odbyłam pewną drogę, że mogę się z kole- gami dzielić praktyką i wiedzą. Pewnego razu studenci tak nabrali do mnie zaufania, że po zakończeniu zajęć zaczęli mi zada- wać pytania dotyczące swoich prywatnych dolegliwości. Przykładowo, ktoś z mło- dych ludzi miał kaszel, bez gorączki. Pytał, co na to poradzić? Niestety, nie umiałam wtedy jednoznacznie odpowiedzieć. Byłam codziennie oswajana z terapią znacznie poważniejszych stanów patologicznych, a takie banalne, codzienne schorzenia umy- kały mojej uwadze. Doświadczeni koledzy z kliniki też zbywali problemy moich stu- dentów, które im przekazywałam. Mieli na głowie zajęcia przy ciężko chorych i dużo pracy. Od tego czasu jednak jakoś niepokoiło mnie, że wobec zwykłych, codziennych pytań o zdrowie, pozostawałam bezradna, pracując i szkoląc się w wysokospecjali- stycznym ośrodku klinicznym. Było to dla mnie jakimś paradoksem. Dopiero przyj- mując chorych, już jako rezydentka, w akre- dytowanej Praktyce Lekarza Rodzinnego stopniowo poznawałam standardy postę- powania w szerokim spektrum codzien- nych, banalnych uciążliwości i schorzeń. Zwracały moją uwagę ogromne różnice między poszczególnymi ludźmi, co genero- wało specyficzne ich potrzeby w dziedzinie

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5