Powstanie Warszawskie oczami „Pszczoły” i „Buka” - Śląska Izba Lekarska

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej  szczegółów w naszej Polityce prywatności i cookies.
  • BIP
Otwórz menu/Zamknij menu

W gronie członków Śląskiej Izby Lekarskiej jest dwoje lekarzy – uczestników Powstania Warszawskiego – dr Hanna Odorkiewicz-Sikocińska pseudonim „Pszczoła” i dr n. med. Mieczysław Buczkowski pseudonim „Buk”.

W 80. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego zapraszamy do wysłuchania Ich wspomnień.

Dr Hanna Odorkiewicz-Sikocińska miała zaledwie 13 lat, jak wybuchło Powstanie Warszawskie, w którym brała udział jako sanitariuszka. 

Zapraszamy do obejrzenia wywiadu na YouTube - https://youtu.be/-OMszRElzko?si=ctu0j52UIfJxeHU6


 

Gdy wybuchło Powstanie Warszawskie Mieczysław Buczkowski ps. „Buk”  miał 21 lat ,był studentem  tajnych kompletów z medycyny, pracował też w szpitalu .  Wybuch Powstania zastał go na Żoliborzu  w szpitalu przy klasztorze ss. Zmartwychwstanek przy ul. Krasińskiego, gdzie pełnił funkcje młodszego lekarza.

 W swojej opowieści tak wspomina jedne z najgorszych dni Powstania: „ …22, 23 sierpnia, dwa dni ataku. To był koszmar, bo rannych była olbrzymia ilość i w zasadzie szpital i wszystkie ekipy operacyjne pracowały wtedy czterdzieści osiem godzin. Non stop, nie odchodziliśmy od stołów operacyjnych. Kiedy jużeśmy się słaniali, nam siostry przez rękaw i przez koszulę wstrzykiwały kofeinę, żeby jakoś jeszcze działać, bo już nie było sił. Nogi zupełnie się uginały…

…Potem szpital się zapełnił w straszliwy sposób. To jeszcze, powiedzmy, było parę dni w miarę normalnej pracy. Rannych było coraz więcej, ale szpital w miarę działał. Ale przyszedł dzień gorszy. kiedy nastąpił nalot „szaf”, zapalających min, i samolotów na szpital. Czyli szpital był na celu i zaczęło się bombardowanie. Straty były olbrzymie. Wtedy zostałem ranny w głowę. Zaczęło nas w powietrzu rzucać, rzucało przez drzwi do piwnicy. Na mnie wylądowała sanitariuszka, chyba nazywała się Zubrzycka. W pewnym momencie tylko widziałem, że oko wisi jej na pęczku naczyniowym, bo odłamek zleciał, to tak nas tam zwałkowało Ja byłem cały zakrwawiony…”

Po wojnie  Mieczysław Bukowski kontynuował studia medyczne, ukończył specjalizację, obronił doktorat z chorób wewnętrznych, na Śląskiej Akademii Medycznej uzyskał  stopień adiunkta, został ordynatorem i dyrektorem szpitala. Był jedynym, wówczas, bezpartyjnym dyrektorem szpitala. Dziś ma 101 lat.

Udostępnij