Background Image
Table of Contents Table of Contents
Previous Page  34 / 40 Next Page
Information
Show Menu
Previous Page 34 / 40 Next Page
Page Background

Pro Medico

czerwiec/lipiec 2015

32

wspomnienia

Stajemy dziś wraz ze sztandarem Ślą-

skiej Izby Lekarskiej u boku śp. Profesora

Andrzeja Łępkowskiego, aby pożegnać

wybitnego Lekarza, dobrego i prawe-

go Człowieka, naszego Mistrza. Trudno

wypowiedzieć słowami to, co czujemy,

towarzysząc dzisiaj w ostatniej ziemskiej

drodze Osobie tak wielkiego formatu,

będącej dla nas niedościgłymwzorem do

naśladowania. Z pewnością spoglądając

dzisiaj na nas liczy na to, że nie będzie-

my mówili o Nim zbyt wiele, że będziemy

unikać przywoływania Jego doświad-

czeń, sukcesów czy porażek. Niezwykła

skromność połączona z elegancją zjed-

nywała Mu tak wielu sympatyków i przy-

jaciół, choć w trudnych chwilach naszej

polskiej historii te cechy nie zawsze były

przydatne czy też pomocne.

Wybitny nauczyciel i współtwórca śląskiej

szkoły otorynolaryngologii, pedagog,

wychowawca wielu pokoleń lekarzy. Miał

doskonały kontakt z uczniami, był dla nas

nieocenionym przewodnikiem nie tylko

po zawiłych ścieżkach medycyny, ale i ży-

cia. Pozwalał na rozwój zawodowy, ufał

swoim podopiecznym i gotowy był za-

wsze brać za nich odpowiedzialność, po-

magając w chwilach trudnych wyborów.

Był wzorem rzetelności lekarskiej, nie

zaniedbywał podstawowych kanonów

badania lekarskiego, co nas, coraz szyb-

ciej goniących za uciekającym czasem,

niekiedy dziwiło, a dziś wiemy, jak to de-

terminowało nasze późniejsze zawodo-

we losy.

Do Profesora zawsze można było przyjść

ze swoimi problemami, które dzięki cen-

nym i jakże trafnym radom Profesora,

łatwiej było nam pokonać i rozwiązać.

Umiejętność słuchania, ciepły i życzliwy

uśmiech, zainteresowanie naszymi po-

stępami w zdobywaniu wiedzy, a także

naszymi dalszymi losami zawodowy-

mi długo po ukończeniu nauki – takim

Go mamy w pamięci i takim pozostanie

w naszych sercach. Nie zaniedbywał

pracy naukowej, wiele czasu poświę-

cał audiologii i otochirurgii. Ale potrafił

znajdować czas na swoje pasje i zainte-

resowania pozazawodowe. Narty i tenis

należały do ulubionego sposobu prze-

żywania wolnych chwil. Promieniał, gdy

opowiadał o nowych trasach zjazdowych

czy nowinkach tenisowych. Lubił też gór-

skie wędrówki, w trakcie których m.in.

poznał prof. Tadeusza Ceypka, co jak

wspominał, zadecydowało o Jego dalszej

zawodowej drodze.

Śp. Prof. Andrzej Łępkowski

(1922-2015)

Po ludzku trudno jest nam zrozumieć, że

już dzisiaj musimy się żegnać, kiedy jesz-

cze tak niedawno rozmawialiśmy o życiu,

rodzinie, samorządzie lekarskim. Kiedy

brakowało już sił na codzienną aktywność,

swoich Uczniów czyWychowanków przyj-

mował ze szczególną radością.

O trudnych obliczach samotności wieku

dojrzałego nie mówił bowiem chętnie,

nieskory przecież do narzekań i utyski-

wania, ale wiem dobrze, jak to przeżywał.

W trakcie tych spotkań, jeszcze niedaw-

nych, obok wspomnianego przed chwilą

Profesora Tadeusza Ceypka, przywoływa-

liśmy równie często Osobę Profesora Wa-

cława Kuśnierczyka i innych wychowan-

ków Uniwersytetu Jana Kazimierza we

Lwowie, którzy odegrali wielką rolę nie

tylko w powstaniu w 1948 roku Śląskiej

Akademii Medycznej. Wiele mówiliśmy

także o czasach współczesnych, bieżących

wydarzeniach, zjawiskach zachodzących

w medycynie, jej dehumanizacji i wszech-

obecnej nowomowie, kaleczącej i wypa-

czającej relację chorego z lekarzem. Ale

nie brakowało także wspólnych refleksji

na temat istoty życia ludzkiego, czy od-

krywania tajemnic Wszechświata.

Dzisiaj z wielkim smutkiem i żalem że-

gnamy Nestora otorynolaryngologii, ho-

norowego Członka Polskiego Towarzy-

stwa Otorynolaryngologów – Chirurgów

Głowy i Szyi, wieloletniego specjalistę

wojewódzkiego w dziedzinie otolaryn-

gologii dla województw opolskiego i ka-

towickiego.

Profesor Łępkowski od czasu odrodzenia

izb lekarskich w Polsce w 1989 r. zawsze

z wielką życzliwością wspierał lekarską

samorządność. Działał aktywnie w pierw-

szej kadencji (1989-1993) śląskiego sa-

morządu lekarskiego. Był delegatem na

krajowe i okręgowe zjazdy lekarzy oraz

członkiemOkręgowego Sądu Lekarskiego

w Katowicach. Mam dziś przed oczyma,

gdy podczas pamiętnego I Okręgowego

Zjazdu, odbywającego się w niedalekim

zabrzańskim Domu Muzyki i Tańca w li-

stopadzie 1989 r. dodawał otuchy, cieszył

się razem z nami. Zgłoszenie wtedy przez

Profesora mojej osoby jako kandydata

do Okręgowej Rady Lekarskiej było i jest

dla mnie wielkim zaszczytem, ale także,

a może przede wszystkim, wielkim zobo-

wiązaniem.

W uznaniu wielkich zasług i wybitnych

osiągnięć w 2012 r. został uhonorowany

najwyższym wyróżnieniem Śląskiej Izby

Lekarskiej –Wawrzynem Lekarskim.

Pomimo wielu tragicznych życiowych

doświadczeń, zwłaszcza w okresie II Woj-

ny Światowej, jak i po jej zakończeniu,

był niestrudzonym orędownikiem za-

chowania wartości humanistycznych.

W 2009 roku opublikował książkę „Tak

było...”, w której zawarł swoje wspo-

mnienia z czasu, kiedy był więźniem KL

Auschwitz-Birkenau. Długo opierał się

namowom, by opisać piekło na ziemi,

któremu musiał stawić czoła, będąc za-

ledwie na progu dorosłego życia, gdzie

żywi poruszali się z nisko opuszczonymi

głowami. Opowiadał mi, że dopiero po-

byt w Oświęcimiu po wojnie,uświadomił

Mu, że z terenu obozu przy dobrej po-

godzie widać Tatry. Nie złamały Go także

prześladowania i represje Urzędu Bez-

pieczeństwa, jakich doznawał w latach

powojennych.

Pan Profesor był dla nas wzorem, wielkim

autorytetem moralnym i etycznym, który

żył i pracował zgodnie z maksymą:

„Sa-

lus aegroti suprema lex esto”

, a przy tym

był człowiekiem niezwykle pogodnym,

o ogromnym sercu i wielkiej życzliwości

dla ludzi. Niesłychana skromność Pro-

fesora powodowała, że wiele ważnych

faktów pozostawało niemalże tajemnicą,

lub będąc sekretem dla wtajemniczo-

nych, sekretem, który niektórzy z nas tu

obecnych noszą w swoich sercach. Tak

było z pomocą niesioną internowanym

w stanie wojennym, z przechowywaniem

dowodów na zbrodniczy atak ZOMO

podczas pacyfikacji KWK„Wujek” w grud-

niu 1981 roku.

Pomimo świadomości ludzkiego przemi-

jania, nie byliśmy przygotowani na Jego

stratę, najtrafniej oddają to słowa Ks.

Józefa Stanisława Tischnera: „W momen-

cie śmierci bliskiego, uderza człowieka

świadomość niczym niedającej się zapeł-

nić pustki”. Cały bogaty, pełen dokonań

życiorys Pana Profesora, daje nam świa-

dectwo smutnej prawdy – najtrudniej

rozstać się z tymi, którzy pozostawiają

po sobie niedościgniony wzór do naśla-

dowania.