Pro Medico
postscriptum
•
grudzień 2014/styczeń 2015
30
stomatologia
BĘDĄC STUDENTKĄ…
Kiedy jeszcze byłam studentką, wpadł mi w ręce tekst amerykań-
skiego ekonomisty, który zastanawiał się czy faktycznie stoma-
tolog to najbardziej intratna profesja w Stanach Zjednoczonych.
Jego konkluzja po finansowej analizie była dla mnie prawdziwym
zdziwieniem.... Otóż długoterminowe zbilansowanie wszystkich
nakładów inwestycyjnych i dochodów, stomatologa z Nowego
Yorku, zdystansowane zostało kilkukrotnie większymi korzyścia-
mi (i to nie tylko finansowymi)... właściciela myjni samochodowej
z Los Angeles... (!)
A jak wyglądała analiza?
,,BAJKA’’ O NOWOJORSKIM STOMATOLOGU
Bohaterowie to dwóch, ambitnych, inteligentnych, młodych
amerykańskich rówieśników. Jeden z nich zdecydował się na
przyjazd do Nowego Yorku, aby studiować stomatologię. Już na
wstępie zaciągnął kredyt w banku, aby opłacić koszt studiów.
Życie w metropolii wymagało od niego równoczesnej nauki
i zarobkowej pracy, by pokryć codzienne koszty życia. Nie były
one wcale niskie, ale i stawka była wysoka: dyplom prestiżowej
uczelni. W wieku około 25 lat mógł już rozpocząć pracę i... spła-
canie zaciągniętego w banku kredytu. Równocześnie rozpoczął
wcale nie tanią, podyplomową edukację. Po około 10 latach cięż-
kiej pracy oraz kontynuowania kształcenia, mógł się poszczycić
zdobyciem wysokich kwalifikacji zawodowych oraz spłaceniem
kredytu, który pozwalał na opłacenie czesnego. To otwierało mu
możliwość zaciągnięcia kolejnego kredytu, aby otworzyć swój
własny gabinet.
Kolejne dziesięciolecie, to dla naszego bohatera okres umacnia-
nia pozycji swojego własnego gabinetu na nowojorskim stoma-
tologicznym rynku. Mając prawie 45 lat ma on już świadomość
prestiżu, jakim szczyci się jego prywatna praktyka, ma też spła-
cony kredyt na uruchomienie swojego małego, ale luksusowego
i znaczącego na branżowym rynku biznesu. Wciąż pracuje fizycz-
nie po ponad 10 godzin dziennie. Koszt swoich wakacji na Bora
Bora lub Fiji oblicza, dodając opłatę w biurze podróży do utra-
conych dochodów podczas swojej nieobecności. Niestety, nikt
z jego zamożnych klientów nie odda się w ręce praktykujących
u niego młodych adeptów stomatologii. To tylko jego złote ręce
potrafią podciąć wędzidło wargi górnej za 1500 $... Nasz bohater,
każdego miesiąca po odliczeniu kosztów obowiązkowej reinwe-
stycji w gabinet, opłaceniu wysokiej klasy prawnika i księgowej,
pozwala sobie jednak wkrótce na kupno apartamentu itd. Wyda-
je się więc, że w pełnym tego słowa znaczeniu odcina przysłowio-
we kupony wcześniejszych kredytów i swojej pracy.
Wkrótce jednak jego księgowa bije na alarm, że zbliża się dowieku
(po pięćdziesiątce), kiedy konieczne jest podjęcie kroków zabez-
pieczających emeryturę... A ta wcale nie maluje się tak różowo...
Kilkadziesiąt lat (licząc od początku studiów) wytężonej, codzien-
nej, od rana do wieczora, pracy – tak intelektualnej, jak i fizycznej,
z dużym obciążeniem psychicznym, odpowiedzialnością za zdro-
wie i zadowolenie swoich wymagających, bo sporo płacących,
pacjentów, wywarły wcale nie bagatelny, negatywny wpływ na
całokształt jego zdrowia. Jego prywatna, ekskluzywna praktyka
dentystyczna opiera się przede wszystkim właśnie na jego umie-
jętnościach i doświadczeniu zawodowym, które w miarę upływu
lat przerastają fizycznie jego możliwości. Ograniczenie czasu po-
święconego na pracę skutkuje, niestety, mniejszymi dochodami,
przy takich samych stałych kosztach utrzymania firmy. To skłania
go do sprzedaży gabinetu po 60. roku życia i przeprowadzki poza
miasto do niewielkiego segmentu, gdzie regeneruje zdrowie. Nie
wiemy, jak długo będzie się cieszył statusem emeryta. Większą
jednak część jego zaoszczędzonych pieniędzy pochłoną wizyty
u różnorodnych specjalistów, leki, spotkania z rehabilitantami. To
dopiero też podczas emerytury, będzie miał faktycznie czas dla
najbliższych, a także na realizację swoich niektórych zaintereso-
wań, które wciąż były drugoplanowymi, po nauce i pracy...
SPEŁNIONY SEN O HOLLYWOOD
A jak potoczyły się losy rówieśnika naszego stomatologa? (...)
Jako dwudziestolatek przyjechał do Los Angeles z zaoszczędzo-
nym 1000 $. Na przedmieściach, ale tuż przy jednej z głównych,
dojazdowych dróg, nieopodal jednej ze stacji paliw, wynajął
zapuszczony garaż. Własnymi rękami naprawił dach, na tyłach
zorganizował sobie swoje cztery kąty, gdzie jadł, spał i śnił, bo
przecież tuż obok, na wyciągnięcie ręki, miał ,,Fabrykę Snów’’...
W garażu zorganizował 24-godzinną, ręczną myjnię samocho-
dową, w której umycie samochodu było tańsze niż na pobliskiej
stacji paliw o 1$...
Pomysł zaowocował i po pięciu latach zatrudniał już dwóch pra-
cowników. Rozpoczął budowę solidnych dwóch stanowisk pracy
i zaplecza, gdzie można było wykonać drobne prace napraw-
cze. Coraz częściej zastępował swoich pracowników podczas
ich urlopu lub choroby, a czas w ciągu dnia poświęcał raczej na
prowadzenie rachunków, naukę ekonomii i marketingu. W wielu
30 lat miał już kilka dobrze prosperujących punktów mycia sa-
mochodów, otwartych całodobowo na obrzeżach miasta i zgro-
madzone fundusze, które postanowił zainwestować. Prócz sieci
wypożyczalni samochodów, otworzył wraz ze wspólnikiem fir-
mę, która zajmowała się komercyjnymi krótkimi lotami małymi
awionetkami nad miastem oraz połączeniem szybkimi łodziami
motorowymi z pobliską wyspą celebrytów Cataliną. Firma się
rozrastała. Nasz bohater, w wieku 40 lat przeprowadził swoją ro-
dzinę do własnej willi. Jego nienormowany czas pracy pozwalał
na uczestniczenie w życiu swoich dzieci. Weekendy rozpoczynał
w piątkowe popołudnie, kiedy zabierał całą rodzinę na wycieczkę
własnym małym jachtem. Większość nagłych problemów w fir-
mie miał szansę rozwiązywać telefonicznie lub dzięki Interneto-
wi. (...) Zbliżając się do wieku emerytalnego wciąż był w świetnej
kondycji fizycznej, nie martwił się także o przyszłość firmy, która
przynosiła stabilne dochody.
Rówieśnik stomatologa nie musiał pozbywać się firmy będąc
w wieku emerytalnym. Mając nawet 70 lat, będąc wciąż w dobrej
formie, mógł podejmować decyzje i uczestniczyć w jej zarządza-
niu. W każdej też chwili mógł się wycofać z pracy i, zatrzymując
udziały, otrzymywać należną część rocznych zysków. Tak prowa-
dzenie firmy, jak i okres emerytury, łączył z powodzeniem z ko-
rzystaniem z życia, które brał pełnymi garściami, właściwie pra-
wie od samego początku pobytu w Mieście Aniołów…
Czy faktycznie opłaca się być stomatologiem? Z jakim bilansem możemy się li-
czyć u progu emerytury? Czy pasja wystarczy, aby wykonywać swój zawód?
Szczerbata kariera
,
czyli ekonomia w wydaniu stomatologa




