31
Pro Medico
•
październik 2015
wspomnienia
Okładka archiwalnego numeru
„
Pro Medico", poświęconego 90-leciu
urodzin Profesora.
ciąg dalszy na str. 32
Do pracy w Klinice Gastroenterologii w Katowicach-Ligocie
zgłosiłem się we wrześniu 1981 roku. Klinika funkcjonowała już
od siedmiu lat i znajdowała się w najnowocześniejszym szpitalu
w Polsce, posiadającym dumną nazwę Centralnego Szpitala Kli-
nicznego. Nie czułem się zbyt pewnie, zgłaszając gotowość do
pracy w gabinecie prof. Kornela Gibińskiego, cieszącego się opi-
nią wielkiego internisty, pioniera polskiej gastroenterologii, hu-
manisty i nauczyciela wielu pokoleń lekarzy. Z pomocą przyszedł
mi młodzieńczy optymizm i przekonanie o swojej wyjątkowości.
Wtedy rzeczywiście sądziłem, że po kilku miesiącach solidnej na-
uki stanę się w dziedzinie gastroenterologii partnerem prof. Gi-
bińskiego. Jak dalece się myliłem, widzę to także dzisiaj, patrząc
z wyrozumiałością na młodych, ambitnych lekarzy poszukają-
cych najkrótszych dróg prowadzących do sukcesu zawodowego.
Aby rzucić światło na atmosferę wczesnych lat 80., przypomnę
osobom młodszym, że w tamtych czasach interna była rzeczywi-
stą królową nauk, chirurdzy stanowili arystokrację medyczną, in-
ternet nie istniał, administracja szpitalna była szczątkowa, lekarzy
nie oceniano z perspektywy dostarczanych szpitalowi punktów,
a wyjazd wakacyjny z namiotem do Bułgarii był szczytem możli-
wości. Czasem zastanawiam się, jak Profesor Gibiński, który ubo-
lewał nad dehumanizacją medycyny amerykańskiej, odnalazłby
się w dzisiejszej rzeczywistości.
Profesor Gibiński był moim przełożonym przez niespełna cztery
lata. Później nieraz miałem wrażenie, że ze szkodą dla siebie na-
sze drogi zawodowe zaledwie się musnęły. Wraz z lekarzami mo-
jego pokolenia jeszcze długo mieliśmy kontakt z Profesorem, któ-
ry po przejściu na emeryturę wykonywał w naszej Klinice badania
endoskopowe, przewodził uczelnianej Komisji Etycznej oraz
udzielał się w pracach Polskiej Akademii Nauk, niemniej nie miał
już bezpośredniego wpływu na nasz rozwój zawodowy. Chińskie
przysłowie mówi jednak, że rozmowa z mądrym człowiekiem
jest więcej warta niż miesiące studiowania książek. Potwierdzam
prawdziwość tego powiedzenia, o czym przekonały mnie także
późniejsze kontakty z profesorami francuskimi podczas mojego
stażu naukowego odbywanego we Francji. Profesor Gibiński na-
uczył mnie przede wszystkim krytycyzmu wobec obiegowych
opinii i prawd głoszonych przez tzw. większości. Profesor posia-
dał też cechy, które w obecnym, bardziej kolorowym świecie bar-
dzo trudne są do naśladownictwa, a które niektórzy bardzo chęt-
nie sobie przypisują. Były nimi kompletne podporządkowanie
się ludziom chorym, czysta bezinteresowność oraz gigantyczna
pracowitość, która nie przeszkadzała mu jednak w znajdowaniu
czasu na uprawianie malarstwa artystycznego i narciarstwa alpej-
skiego.
Profesor Gibiński żył i pracował w trudnych czasach ścierania się
europejskich totalitaryzmów. Mimo wielu przeciwności osiągnął
w środowisku medycznym i u przedstawicieli władz autentycz-
ny szacunek, a także zdobył uznanie świata medycznego na
zachodzie Europy, który był dla nas ziemią odległą i przez dłu-
gi czas nieznaną. Praca w Klinice kierowanej przez prof. Kornela
Gibińskiego była prawdziwym wyróżnieniem, co nieraz dawali
mi odczuć koledzy pracujący w innych miejscach. W tej Klinice
panowała prawdziwie naukowa atmosfera, a większość moich
dawnych kolegów z pracy osiągnęła wyżyny zawodowe. Muszę
przyznać, że w Klinice Profesora Gibińskiego podejmowano bar-
dzo ambitne zadania badawcze, które mogły stać się przepustką
do naukowego stażu w dobrym ośrodku zagranicznym, o czym
wszyscy wtedy marzyli. Nie mieliśmy niestety łatwego dostępu
do zagranicznych czasopism medycznych. Pisaliśmy listy do au-
torów prac z prośbą o ich udostępnienie, a w przypadku doręcze-
nia przesyłki, czytaliśmy artykuły z wypiekami na twarzy. Profesor
Gibiński był pierwszym recenzentem naszych artykułów. Trak-
tował tę pracę bardzo poważnie, przekazując krytyczne uwagi
w tak taktowny sposób, że można było je błędnie przyjąć jako
pochwałę.
Czasem przeznaczonym na naukę medycyny były wtorkowe
zebrania kliniczne, a zwłaszcza profesorskie wizyty. Do tych wi-
zyt przygotowywaliśmy się niezwykle starannie. Nie było mowy
o zaglądaniu do historii choroby w celu odświeżenia pamięci
o wyniku badania lub braku w teczce wyników zdjęć radiologicz-
nych. Prof. Kornel Gibiński wymagał znajomości wyników badań
laboratoryjnych. Nie interesowały Go opisy badań radiologicz-
nych, bo sam oceniał przy łóżku chorego klisze przedstawiające
badania kontrastowe jelita grubego i górnego odcinka przewo-
du pokarmowego. Często zaskakiwały mnie szczegóły, które do-
strzegał na tych zdjęciach. Wszyscy je wcześniej oglądaliśmy i nie
zauważaliśmy ewidentnych nieprawidłowości, które były na tyle
ważne, by nadawać nowe kierunki diagnostyczne. Należałem do
lekarzy przywiązujących dużą wagę do stawiania precyzyjnych
rozpoznań. Zdarzało się jednak, że prof. Gibiński hamował mnie
w tych zapędach. W tamtych czasach wiele badań miało charak-
ter inwazyjny i wiązało się z niebezpieczeństwami dla chorego.
Prof. Gibiński posiadał niedostępną wtedy dla mnie umiejętność
ważenia korzyści i zagrożeń, jakie niosły ze sobą te badania.
Profesor wykazywał się olbrzymim hartem ducha nie tylko
w okresie pełnej sprawności fizycznej, ale również w chorobie,
która przez ostatnie lata życia przykuła Go do łóżka. Do końca za-
chował pełną sprawność intelektualną, o czym przekonałem się
W setną rocznicę urodzin
O prof. Kornelu Gibińskim
z perspektywy początkującego lekarza




