Pro Medico
•
listopad 2015
28
wspomnienia
notatki z podrózy
Wychodziliśmy w góry o trzeciej trzydzie-
ści. Pobudka była o trzeciej nad ranem. Na
zewnątrz namiotu temperatura wynosiła
plus trzy stopnie, lecz odczucie, które nam
towarzyszyło, to minus pięć stopni Celsju-
sza. Nie najgorzej! O tej porze roku mogło
być zimniej. (...) Nasza trasa prowadziła dziś
pod wieże TORRES DEL PAINE w chilijskich
Andach. Byliśmy bowiem na wyjeździe
w Patagonii.
Początkowo szliśmy w ciemnościach, któ-
re rozświetlały nikłe światełka żarówek
naszych czołówek. Moja świeciła słabo,
w natłoku spraw przed wyjazdem, jakoś
nie sprawdziłam jej mocy. Szliśmy gęsiego,
krok za krokiem. W czasie marszu nie było
zimno, rozgrzaliśmy się podejściemwgórę.
Tam daleko czekał nas wschód słońca, któ-
ry na pomarańczowo miał oświetlić szczy-
ty wież, jeziorko u ich podnóża i okoliczne
góry. Początkowo droga prowadziła przez
las, potem otwartym terenem, nawet nie
wiało tak okropnie, jak tego doświadczyli-
śmy już na płaskowyżach Patagonii. Mostki
przerzucone nad potoczkami miały co trze-
ci szczebelek, ale nikt nie narzekał, nikt też
na szczęście nie skręcił nogi, o co w takiej
chwili nie trudno. Wszyscy wmilczeniu pię-
liśmy się ku górze, po ogromnych kamie-
niach, coraz stromiej i stromiej.
Zbliżała się godzina szósta. Poszarzało.
Wreszcie stanęliśmy nad brzegiem jezior-
ka, w punkcie widokowym MIRADOR LAS
TORRES, z widokiem na ściany TORRE SUR
(2950 m), TORRE CENTRAL (2800 m), TORRE
NORTE-MONZINO (2248 m), CERRO NIDO
DE CONDOR (2243 m), gdzie oczekiwali-
śmy świtu. Wiatr napędzał nowe chmury,
a pomarańczowe światło wschodzącego
słońca oświetlało tylko niektóre fragmen-
ty otaczających nas ścian. Wiedzieliśmy, że
ten niezwykły spektakl trwa tylko kilkana-
ście minut, dlatego tak ważne było znaleźć
sięwodpowiednimczasiewodpowiednim
miejscu. Mimo że wieże nie odsłoniły się
nam całkowicie, warto było to „przedsta-
wienie” zobaczyć. Przyroda ukazała nam
cudne widowisko: snujące się mgiełki filu-
ternie to odsłaniały, to zasłaniały pionowe
ściany, sterczące jakby w niebycie, zawie-
szone nad taflą wody.
Wracaliśmy w doskonałych humorach, bo
jednak pogoda nam sprzyjała, a mogło
być gorzej. Wracaliśmy głodni, to jedyne,
co nam doskwierało, gdyż wstawaliśmy
w nocy i na czczo pędziliśmy na wschód
słońca. W chilijskim schronisku CHILENO,
położonym nad rwącym potokiem w do-
linie ASCENCIO czekało na nas śniadanie.
To znaczy czekało na tych, którzy jeszcze
w Polsce przy rezerwacji miejsca w na-
miocie, zamówili je sobie. Pozostali mu-
sieli zadowolić się takim jedzeniem, jakie
sami sobie „przytargali” w plecaku z nizin.
Był to już czwarty pełny dzień wędrówki,
więc i jedzenie się jakoś dziwnie wcześniej
skończyło. Zresztą, plecaki na ten trekking
pakowaliśmy skromnie, by ważyły jak naj-
mniej. Chodzenie po górskim terenie ze śpi-
worem, choć puchowym, to i tak ważącym
ok. 1-1,2 kg, ubraniem na zmianę, kurtkami
przeciwwiatrową i przeciwdeszczową, rę-
kawicami, kijkami trekingowymi, kuchenką
do gotowania i tym podobnym wyposaże-
niem, dało się wszystkimwe znaki.
W Andach, w CORDILIERA DE LA CHILLE,
w parkach narodowych Chile problemem
nie są wysokości nad poziomemmorza, ani
„przepaściste” przejścia, lecz długie, wyno-
szące kilkanaście kilometrów trasy. Jedne-
go dnia wędrowaliśmy 16 km, innego aż 23.
Przejście drugiego dnia ze schroniska RE-
FUGIO PAINE GRANDE przy jeziorze PEHOE,
poprzez posterunek pracowników parku
narodowego CAMPAMENTO ITALIANO do
DOLINY FRANCUZÓW (Valle Frances) i dalej
do schroniska CUERNOS wynosiło właśnie
23 km. Trasy są tu widokowo przepiękne,
a zjawiska przyrodnicze zadziwiające. To
właśnie tutaj po raz pierwszy spotkałam
się z nieznanym mi dotychczas zjawiskiem,
tzw. burzą wodną, obserwowaną przez
nas na jeziorze NORDENSKJOLD. Występu-
je ono wtedy, gdy po gładkiej tafli jeziora
prześlizguje się silny wiatr, unosząc czy ra-
czej wzbijając w górę, kropelki wierzchniej
warstwy wody, które tworzą zasłonę z pyłu
wodnego.
Najbardziej urzekła mnie siedmiokilome-
trowa (to odległość w jedną stronę) droga,
prowadząca do Doliny Francuzów, wiodąca
po ogromnych, zwalonych głazach, wzdłuż
spływającegodoliną lodowca, gdzie słychać
było co chwilę spadające lawiny, groźnie
odgłosy usypującego się lodu, bulgoczący
w dole, spieniony, górski potok i wiejący
na odsłoniętych odcinkach wiatr patagoń-
ski, który nigdy nie cichnie, a jego moc nie
pozwala spokojnie utrzymać się na nogach.
Ręka porywana podmuchami wiatru nie
mogła ustabilizować aparatu fotograficz-
nego ani w poziomie, ani pionie... Zrobie-
nie nieporuszonego zdjęcia było nie lada
wyczynem. Ale za to jakie widoki... Widoki
rozpościerające się wokół, wynagradzały
wszelkie niedogodności. Dolina zakoń-
czona szerokim plateau ścieliła się u stóp
siedzącego na pionowej skałce zdobywcy
(punkt widokowy MIRADOR BRITANICO),
wkoło sterczały urzekające, granitowe ścia-
ny, pionowo strzelające ku niebu. Szczyty
CUERNOS – tzw. rogi, zbudowane z dwu-
kolorowego granitu – czarne szczyty i biała
podstawa – zniewoliły mnie swą urodą. Nie
mogłam oderwać od nich oczu...
Ze szczytami CUERNOS wiąże się pewna
legenda, którą podają media: „Bliźniacze
stożki, które wieńczą szczyt, mają swoją hi-
storię. Według miejscowej legendy zły wąż,
Cai Cai, sprowadził wielką powódź, by zabić
plemię wojowników żyjących w Torres del
Paine. Kiedy wody już opadły, Cai Cai wziął
ciała dwóch najwyższych wojowników i za-
mienił je w skały, tworząc tym samym dwie
piękne wieże”.
Patrząc na drugą stronę DOLINY FRANCU-
ZÓW trudno nie zauważyć szczytu CERRO
NEGRO, z prawie 1000-metrowym osuwi-
skiem żwirowym u jego podnóża. Widocz-
ne piargi są w kolorze czarnym. Dalej, nad tą
stromą pochylnią wznosi się ściana szczytu
CERRO PAINE GRANDE, sięgająca 3050 m
n.p.m. Różnica wysokości z dna doliny to
prawie 3 tys. metrów. Niesamowite. Droga
na te wierzchołki jest tylko wspinaczkowa,
zwykły śmiertelnik nie ma co marzyć o ich
zdobyciu.
Chilijski Park Narodowy TORRES DEL PAINE
co roku przyciąga ok. 120 tysięcy turystów.
Fauna i flora są tutaj tak zróżnicowane i cie-
kawe, że w 1978 roku UNESCO wpisała park
na listę rezerwatów biosfery.
UrszulaWilczek
Mostek miał co trzeci szczebelek…
Trekking w Patagonii




