29
Pro Medico
•
październik 2017
lekarskie pasje
Górną Adygą jest producentem co trzecie-
go jabłka sprzedawanego w Europie). Pod
względem językowo-kulturowym o wiele
bardziej przypomina on sąsiednią Austrię
i Szwajcarię niż Italię, do której terytorial-
nie należy.
W ZAMKU REINHOLDA MESSNERA
Kolejny dzień, pomimo planowanego
użycia kolejki gondolowej, miał być naj-
bardziej wymagający: przejazd 70 km
i 1800 m podjazdu w pionie nie nastraja-
ły pozytywnie. Jednak wspaniała pogo-
da, bajkowe widoki szczytów pokrytych
lodowcami i – co najważniejsze – zdobycie
najwyższej położonego punktu wyprawy
– przełęczy Madritschjoch 3123 m n.p.m.,
spowodowały, że jechaliśmy jak na skrzy-
dłach. Pełni dumy z osiągniętego wyniku
i ukojeni cudownymi widokami, zjecha-
liśmy do Naturno, gdzie nocowaliśmy
w apartamencie położonym u stóp zamku
Juval, który od 1982 r. jest własnością i let-
nią rezydencja Reinholda Messnera, a jed-
nocześnie jest udostępniony do zwie-
dzania jako jeden z sześciu oddziałów
Messner Mountain Museum i mieści eks-
pozycje dotyczące wierzeń związanych
z górami na całym świecie, w tym kolekcję
sztuki tybetańskiej, obrazy prezentujące
„święte”górskie szczyty, a także maski reli-
gijne z różnych stron świata.
W JEDNEJ RĘCE ROWER,
W DRUGIEJ STALOWA LINA
Dzień piąty wyprawy nazwaliśmy wstęp-
nie „dniem odpoczynkowym”, bo pod-
świadomie tego właśnie oczekiwaliśmy,
no i przecież plan przewidywał tylko
30 km górskiego szlaku. Jednak w mojej
pamięci do dziś tkwi wspomnienie tej
dziewięciogodzinnej mordęgi, w czasie
której pokonaliśmy kilka odcinków bardzo
eksponowanych, kruchych ścian skalnych,
w jednej ręce trzymając rower balansujący
nad przepaścią, a drugą ręką trzymając się
stalowej liny-poręczówki. Cóż, szlak tury-
styczny niejedno ma imię... Szóstego dnia
przejeżdżamy do goszczącej w 1956 r.
zimową olimpiadę Madonny di Campi-
glio, następnie objeżdżamy przecudnej
urody wapienny masyw Gruppo di Brenta,
będący częścią Parco Naturale Adamello –
Brenta. Ten obszar zaliczany jest do Dolo-
mitów, ze względu na podobną geologię
oraz w konsekwencji zupełnie odmienny
charakter skał, z bogactwem skalnych
wieżyczek i pionowych ścian, u stóp któ-
rych leżą ogromne piarżyska. Tego dnia
temperatura zmienia się od 17ºC na Passo
Bregn de l’Ors (1848 m n.p.m.), do 34ºC
nad brzegiem jeziora Garda położone-
go na wysokości 65 m n.p.m. Wielki finał
to miejscowość Riva del Garda, która
powitała nas śródziemnomorską roślinno-
ścią z mnóstwem palm, upałem i tłumem
wczasowiczów.
NAJWAŻNIEJSZE: WYTRWAŁOŚĆ
I UPÓR
Nadszedł czas na podsumowania. Wypra-
wa przebiegła nader szczęśliwie. Pogoda
dopisała. Obyło się bez awarii sprzętu czy
też niedomagań zdrowotnych. Patrząc
z dzisiejszej perspektywy okazało się,
że o wiele ważniejsze niż przygotowanie
kondycyjne, są: umiejętność dobrego
planowania, odpowiednie rozłożenie sił
w czasie podjazdu i systematyczne poko-
nywanie trudności. Potwierdza to także
bardzo duża liczba kolarzy górskich wwie-
ku 55+ napotkanych przez nas na trasie.
Również sprzęt, którym dysponowaliśmy,
nie był warunkiem sine qua non powodze-
nia. Oczywiście rowery z pełną amortyza-
cją, samouszczelniające się opony typu fat
i semi-fat, chowane sztyce podsiodłowe –
wszystkie te elementy znacznie zwiększa-
ły komfort i frajdę z jazdy, ale nie były nie-
zbędne. To wytrwałość i upór były najważ-
niejsze. Ostateczny dowód na to dała nam
grupa poznanych przez nas kolarzy szo-
sowych, zmierzających na Passo Stelvio
– mityczną, monumentalną i piekielnie
trudną przełęcz, znaną każdemu kibico-
wi Giro d’Italia. Tych kilkunastu mężczyzn
oprócz tego, że dawno już przekroczyło
60. rok życia, należało również doWłoskie-
go Stowarzyszenia Chorych na Chorobę
Bechterewa! Pomimo zaawansowanego
ZZSK, chcieli oni spełnić swoje marzenie
i pokonać granicę swoich możliwości.
To właśnie wytrwałość pozwoliła tej gru-
pie oraz nam odnieść sukces i przeżyć
wielką przygodę!
Michał Smołczyk
(Autor jest specjalistą chorób wewnętrznych
i medycyny pracy)
Przeżyć wielką przygodę...
Fot. Archiwum Autora




