Background Image
Table of Contents Table of Contents
Previous Page  30 / 40 Next Page
Information
Show Menu
Previous Page 30 / 40 Next Page
Page Background

Pro Medico

październik 2017

28

lekarskie pasje

CZY DAMY RADĘ?

Koncepcja wyprawy to przejazd tra-

sami rowerowymi typu singletrack,

ścieżkami szutrowo-żwirowymi, szlaka-

mi turystycznymi lub w ostateczności

asfaltem, z jednej do drugiej alpejskiej

doliny przez górskie przełęcze i noclegi

w miasteczkach położonych w dolinach

z transportem niezbędnych rzeczy jedy-

nie w niewielkim plecaku. Pomysł cie-

kawy. Spełnienie rowerowych marzeń.

Zwieńczenie wieloletniej pasji kolarstwa

górskiego. Ale czy dam radę? Jaką mam

kondycję i wytrzymałość? Przecież więk-

szość czasu spędzam za biurkiem, potem

dom, obowiązki, rodzina. Na aktywny

relaks, trening, pozostaje tak mało cza-

su... A co będzie z pogodą? Wysokie góry

potrafią zaskoczyć gwałtownymi zmia-

nami aury, co łatwo może zniweczyć ten

ambitny plan. A awarie sprzętu? Wypadki

losowe? Urwana przerzutka, zgięta tar-

cza hamulcowa czy zerwany przewód

hamulcowy mogą zdarzyć się w trudnym,

kamienistym terenie. Jak poradzić sobie

z bagażem? Limit 6 kg w 25 litrach objęto-

ści plecaka to mało i zarazem dużo. Prze-

cież nie może zabraknąć odzieży, zapasu

żywności, narzędzi, a każdy zbędny kilo-

gram będzie dawał znać o sobie godzi-

na po godzinie. Wątpliwości pozostały,

jednak zapał i chęć przeżycia przygody

zwyciężyła!

WYRUSZAMY NA TRASĘ

14 lipca br., wraz z czterema przyjaciół-

mi – zapaleńcami rowerowymi, wyru-

szyliśmy samochodem do austriackiego

Sankt Anton am Arlberg. Następnego

dnia ruszyliśmy na trasę, pomimo zimna

i padającego co chwilę deszczu. Po pię-

ciu godzinach jazdy i godzinie pchania/

wnoszenia roweru ujrzeliśmy schroni-

sko na przełęczy Verbellener Winterjöchl

(2308 m). Deska lokalnych serów, wędlin,

speckknodelsuppe i bauernbrot szyb-

ko dodały nam sił i podniosły morale.

Po ogrzaniu i wysuszeniu, byliśmy gotowi

na wisienkę na torcie, czyli wielokilome-

trowy zjazd do Ischgl. Co ciekawe, jadąc

w dół doliną, pomiędzy kolejnymi wio-

skami, mieliśmy do dyspozycji trzy (!) rów-

noległe ścieżki rowerowe (nie licząc drogi

asfaltowej oraz deptaka dla pieszych).

To się nazywa infrastruktura turystyczna!

Ischgl – ten modny, nowoczesny i zatło-

czony zimą kurort, okazał się być latem

dość sennym i pustawym miasteczkiem,

które walczy o turystów, rozdając do każ-

dego noclegu darmowy bilet na wszystkie

dostępne koleje krzesełkowe i gondolo-

we. Następnego dnia, częściowo korzysta-

jąc z tych ułatwień, osiągnęliśmy grzbiet,

który stanowił granicę Austrii i Szwajca-

rii. Od tego momentu pogoda znacznie

się poprawiła – jak później się okazało

– na stałe. Widoki skąpanych w słońcu

alpejskich łąk i otaczających je ośnieżo-

nych szczytów zapierały dech w piersiach

i znacznie osładzały żmudną wspinaczkę

na Fimberpass (2608 m). Po wielokilome-

trowym zjeździe z przełęczy, z wykorzy-

staniem kilku mostów linowych, osiągnę-

liśmy szwajcarską miejscowość Scuol.

OPŁATA ZA„WYTWORZENIE CO

2

Miejscowy przewodnik górski polecał

nam schronisko młodzieżowe jako dobre

miejsce na nocleg. Mając w pamięci ojczy-

ste skojarzenia z tym typem zakwaterowa-

nia, propozycję przyjęliśmy dość chłodno.

Okazało się jednak, że nikt z nas jeszcze nie

nocował w tak ultranowoczesnym, desi-

gnerskim i komfortowym budynku, wypo-

sażonym w pełne zaplecze techniczne dla

turystów – kolarzy oraz stołówkę serwu-

jącą zestawy posiłków z uwzględnieniem

różnych diet! Ciekawostką była jedna

z pozycji na rachunku za pobyt, który,

oprócz standardowych tj. nocleg, śniada-

nie, opłata klimatyczna zawierał również

„opłatę za wytworzenie CO

2

”(!) w kwocie

0,3 franka szwajcarskiego za osobę za noc.

Cóż, niektórzy widać potraktowali zbyt

poważnie konwencję klimatyczną...

POTĘGA PRZYRODY

Opuszczamy schronisko. Mozolnie poko-

nujemy kolejne kilometry podjazdu doli-

ną. Jak co dzień, krajobraz wokół zmienia

sięwstałej kolejności: lasmieszany, las igla-

sty, kosodrzewina. Ale tym razem, zamiast

przełęczy w formie siodła na grzbiecie,

wciąż otaczają nas pionowe ściany skalne

zwiastujące, że jest to „ślepa” dolina. Tylko

znaki turystyczne i obecność innych tury-

stów temu przeczą. Rozwiązanie zagadki

było zdumiewające. Szlak rowerowo-pie-

szy prowadził dalej, pozostałymi po I woj-

nie światowej półkami, tarasami i tunela-

mi wykutymi w skale, w pionowej ścianie,

ok.150 m nad dnem doliny, skąd docho-

dził huk wody z rwącej rzeki. Zachwyt,

podziw i onieśmielenie potęgą przyrody

towarzyszyły nam w dalszej przeprawie.

Włoska strona masywu zaskoczyła nas

wielokilometrowym zjazdem wśród idyl-

licznych, skąpanych w słońcu łąk, które

w dolnej części zmieniły się w bezkresne

sady jabłkowe Południowego Tyrolu (ten

autonomiczny region Włoch zwany też

Rowerem przez Alpy

„Transalp – przejazd na rowerze górskim z północy na południe największe-

go pasma górskiego Europy – Alp”. Mój plan to 350 kilometrów jazdy w siedem

dni, 10.000 metrów przewyższenia – co daje średnio 1500 metrów podjazdów

na 50 kilometrów przejeżdżanych codziennie.

Greitspitze – granica szwajcarsko-austriacka.

Fot. Archiwum Autora