Background Image
Table of Contents Table of Contents
Previous Page  15 / 40 Next Page
Information
Show Menu
Previous Page 15 / 40 Next Page
Page Background

15

Pro Medico

sierpień/wrzesień 2015

z teki rzecznika

Przykład:

Kiedy rozpoczynałem pracę zawodową

w specjalizacji położnictwa i ginekologii,

zetknąłem się w poradni dla kobiet z sy-

tuacją, która w tamtych czasach była dla

mnie przedziwnym zjawiskiem, a która

utkwiła mi w pamięci do dziś. Do gabi-

netu przyszła elegancka, czterdziestokil-

kuletnia kobieta. Zgłosiła, że od dłuższe-

go czasu występują u niej nieregularne

krwawienia niezwiązane z cyklem mie-

siączkowym. Po badaniu ginekologicz-

nym pacjentka usiadła przy biurku i za-

pytała, co teraz będzie. Zgodnie z zasadą

partnerskich relacji w stosunkach pacjent

– lekarz, poinformowałem ją, w bardzo

wyczerpującej formie, że takie krwawie-

nia w jej wieku wymagają weryfikacji

histopatologicznej i w związku z tym

otrzyma ode mnie skierowanie do szpita-

la, gdzie będzie przeprowadzony zabieg

wyłyżeczkowania jamy macicy i kanału

szyjki celem pobrania materiału do ba-

dania histopatologicznego. I to pozwoli

ustalić indywidualne dalsze zalecenia.

Zabieg będzie wykonany w znieczuleniu

ogólnym dożylnym, będzie dla niej bez-

bolesny i następnego dnia, jeżeli będzie

wszystko dobrze, wróci do domu.

Pacjentka zareagowała na te słowa pła-

czem. Była roztrzęsiona, wydawało się,

przerażona tym, że jest z nią już bardzo źle

i to na pewno choroba nowotworowa jest

przyczyną zgłaszanych objawów. Zrobiło

mi się żal pacjentki, starałem się ją pocie-

szyć, tłumacząc, że najczęściej wyniki ba-

dań histopatologicznych pozwalają wy-

kluczyć chorobę nowotworową i włączyć

leczenie farmakologiczne, stabilizujące

nieprawidłową grą hormonalną w okresie

okołomenopauzalnym, żeby się nie mar-

twiła, bo nowotwory rozpoznawane są

stosunkowo rzadko, a i to we wczesnych

postaciach. Że taka diagnostyka pozwala

na włączenie wczesnego leczenia i daje

szanse powodzenia. Pacjentka wyszła. Ku

mojemu olbrzymiemu zdziwieniu, za pół

godziny zostałem wezwany do kierowni-

ka poradni, który poinformował mnie, że

pacjentka złożyła skargę. Dlaczego stra-

szę ją i kieruję do szpitala na oczywiście

zbędny zabieg, ponieważ powiedziałem

jej, że te objawy nie są niepokojące i wca-

le nie sugerują choroby nowotworowej,

a co za tym idzie konieczności jakiegokol-

wiek leczenia.

Zapamiętałem tę sytuację na całe życie.

Niestety, dzisiejsza rzeczywistość codzien-

nej praktyki lekarskiej wskazuje, iż tamten

przypadek był tylko zwiastunem zmian

w mentalności społeczeństwa. Dzisiaj,

czytając skargi spływające do kancelarii

rzecznika odpowiedzialności zawodowej,

coraz częściej przekonuję się, że są one

implikowane brakiem zrozumienia słów

lekarza. W ubiegłym tygodniu odebrałem

telefon od pacjenta, który twierdził, że

w jednym ze szpitali wykonano u niego

posiew wydzieliny z dróg oddechowych,

w którym wyhodowano bakterię, z którą

łączy on swoje dolegliwości, ale lekarz

rodzinny, jak i specjalista pulmonolog

nie chcą jej leczyć, ponieważ nie potrafią.

Skierowali go również na konsultację do

kliniki pulmonologii, gdzie profesorskie

Pacjent – lekarz

,

czyli partnerstwo po polsku

sławy również nie potrafią „wyleczyć go

z tej bakterii”. Tak pacjent zinterpretował

przedstawiony fakt, iż nosicielstwa drob-

noustroju, który został wyhodowany, po

prostu się nie leczy, ponieważ nie jest on

patogenem wywołującym jego dolegli-

wości. Innym przykładem na podobne

rozumienie słów lekarzy są badania ultra-

sonograficzne przeprowadzane w położ-

nictwie. Lekarz wykonujący badanie we

wczesnej ciąży tłumaczący pacjentce, że

co prawda widoczny jest pęcherzyk cią-

żowy, ale wewnątrz nie ma prawidłowo

rozwijającego się zarodka, niejednokrot-

nie spotyka się z zapytaniem: „Ale poza

tym Panie doktorze wszystko jest w po-

rządku?”. Na pewno Państwo w swoich

specjalnościach i w swoim bogatym do-

świadczeniu zawodowym możecie mno-

żyć takie przykłady.

Tylko rodzi się podstawowe pytanie, jak

realizować zasadę partnerstwa w medy-

cynie? Odstąpiliśmy od zasady paterna-

lizmu i nam stosunkowo łatwo się prze-

stawić na relacje partnerskie. Staramy się

w sposób jasny, prosty, przystępny tłuma-

czyć, na co choruje pacjent, jak to trzeba

leczyć, jakie jest dla niego optymalne

postępowanie, natomiast nie mamy żad-

nego wpływu na to, jak w swojej głowie

ułoży on sobie to sam.

Kiedyś przeczytałem, że zasady partner-

stwa dobrze realizują się w cywilizowa-

nym społeczeństwie i wówczas funkcjo-

nują one znakomicie. Wydaje się, że brak

zrozumienia naszych słów, a co za tym

idzie, niejednokrotnie lawina skarg czy

też pozwów, nie będzie mniejsza, o ile nie

dołoży się starań, aby nasze społeczeń-

stwo było bardziej cywilizowane, czyli

między innymi zrozumiało dobro intencji.

Niestety, ostatnie lata wskazują, że niko-

mu nie zależy na poprawie świadomości

społecznej, nie robią tego media, które

posiadają olbrzymi potencjał możliwości,

wykorzystywany niestety na pogoń za

sensacją. Nie starają się robić tego urzęd-

nicy, którzy oświatę prozdrowotną mają

gdzieś tam zapisaną w swoich obowiąz-

kach. Pracownikom ochrony zdrowia, któ-

rzy również mają olbrzymie możliwości

wpływu na społeczeństwo, odebrano tę

możliwość, kradnąc bezpowrotnie czas,

który powinniśmy poświęcać swoim pa-

cjentom. Między innymi również na po-

prawę ich świadomości.

dr n. med. Tadeusz Urban

Czytając skargi spływające do kancelarii

rzecznika odpowiedzialności zawodowej

coraz częściej przekonuję się, że są

implikowane brakiem zrozumienia słów lekarza.

Rodzi się podstawowe pytanie, jak realizować

zasadę partnerstwa w medycynie?