11
Pro Medico
•
wrzesień 2014
media
Grażyna Ogrodowska: Czego Pani dy-
rektor dowiedziała się o polskich me-
diach przez te półtora roku?
Dr Maria Janusz:
Mediów nie można lek-
ceważyć. Kreują one pewnego rodzaju
równoległą rzeczywistość poprzez przed-
stawianie opinii publicznej sytuacji jako
0 – 1, winny – niewinny, uczciwy – złodziej
oraz przytaczanie rzekomych faktów, które
nie zawsze są zgodne z prawdą. Ludzie na-
tomiast nie mają potrzeby weryfikacji tych
informacji i bezgranicznie wierzą w to, co
przeczytają, usłyszą, bądź zobaczą. Jeste-
śmy lekarzami i nie do końca zdawaliśmy
sobie sprawy z tak bezpośredniego wpły-
wu mediów na naszą sytuację, placówkę
oraz pracowników. Dziś jesteśmy bogatsi
o tę wiedzę i wiemy, w jaki sposóbmożemy
bronić się przed dezinformacją.
– Które okazały się najbardziej agresyw-
ne – prasa, telewizja, Internet?
– Nie mówimy o agresji, rozumiemy, że
dziennikarze poszukują tematów, ponie-
waż taka jest ich praca. Im temat bardziej
kontrowersyjny, tym większe będzie za-
interesowanie opinii publicznej, a to ma
odzwierciedlenie w słupkach oglądalności
czy sprzedanym nakładzie. Pogoń za sen-
sacją, tabloidyzacja, niestety odbijają się
na poziomie dziennikarstwa. Nie dotyczy
to wszystkich mediów, ale znacznej części
tego rynku.
W tej konkretnej sytuacji naszym proble-
mem była z jednej strony dezinformacja po
stronie mediów, z drugiej nasza niewiedza
na temat tego, jak powinniśmy zareago-
wać. Uważam, że media w pewnym stop-
niu wydały na nas wyrok bez rzetelnego
zbadania całego kontekstu medycznego,
ale nie brakuje tu też naszej winy, ponieważ
nie umieliśmy się bronić.
– Co było najbardziej, Pani zdaniem,
medialnie krzywdzące dla lekarzy
i Szpitala?
– Najbardziej dotkliwe były zarzuty nie-
kompetencji. Mamy naprawdę świetnych
lekarzy, pielęgniarki i położne, którzy ciągle
podnoszą kwalifikacje i ciężko pracują, aby
zapewnić pacjentom opiekę najwyższej ja-
kości, bardzo dobry sprzęt i wszystkie cer-
tyfikaty jakości możliwe do uzyskania przez
Szpital w Polsce. W większości przypadków
sprawę Liliany media opisywały w sposób
jednoznaczny, wydając na nas wyrok, tym-
czasem my byliśmy pewni, że postępowa-
liśmy prawidłowo i nie doszło do żadnych
zaniedbań ani błędów. To bardzo boli, gdy
nasza renoma, na którą wiele lat pracowa-
liśmy, zostaje podkopana przez bezpod-
stawne oszczerstwa.
– Jak Szpital był przygotowany na „na-
jazd”kamer, mikrofonów i dziennikarzy?
– Nigdy nie można być do końca przygoto-
wanymna taki„najazd”. Szczególnie, jeśli na
co dzień podobne sytuacje się nie zdarzają,
są niezwykle stresujące. Jesteśmy lekarza-
mi, znamy się na leczeniu ludzi, a nie na
występach przed kamerą.
Przez ostatnie kilkanaście miesięcy udało
nam się lepiej poznać zasady funkcjonowa-
nia mediów i wiemy już, że skoro nie mamy
nic do ukrycia, nie powinniśmy unikać ka-
mer czy mikrofonów.
– Zatrudniacie Państwo rzecznika pra-
sowego. Czy to okazało się niewystar-
czające?
–Wostatnimczasie informacje pojawiające
się w mediach bardzo szybko eskalowały
i były jednocześnie krzywdzące dla nasze-
go Szpitala i personelu, tak że konieczne
było wskazanie osoby, która będzie odpo-
wiedzialna za kontakty z mediami. Rzecz-
nikiem prasowym został pracownik Szpi-
tala, więc nie zatrudniliśmy dodatkowej
osoby do pełnienia tej funkcji. Chcieliśmy
opanować zalew nieprawdziwych infor-
macji i oszczerstw, celem ochrony dobrego
imienia naszych pracowników i wizerunku
Szpitala, a także w trosce o dobro naszych
obecnych i przyszłych pacjentów.
Zastanawialiśmy się, jak możemy wiary-
godnie przedstawić nasze stanowisko, ale
po kilkumiesięcznym milczeniu ze strony
Szpitala było to już zbyt trudne dla nas
samych – ten kryzys zbyt szeroko się już
„rozlał”. Dlatego zdecydowaliśmy się na za-
trudnienie podmiotu zewnętrznego, czyli
Agencji PR, która doradza nam, jak pro-
wadzić transparentną i pełną komunika-
cję z mediami. Agencja przekonała nas, że
znaczenia mediów nie można ignorować
i trzeba nauczyć się z nimi współpracować.
Skuteczna i efektywna komunikacja jest
trudnymprocesem i wymaga specjalistycz-
nej wiedzy. Agencja pomaga nam przede
wszystkim w komunikowaniu się z media-
mi w kryzysowej dla Szpitala sytuacji, udaje
nam się teraz w jasny i profesjonalny spo-
sób mówić o zawiłych aspektach medycz-
nych tego zdarzenia. Chcemy w pełni poin-
formować społeczeństwo, przedstawiając
mu fakty, które w sytuacji Liliany mogą być
trudne do zaakceptowania przez rodzinę.
– Jako jeden z nielicznych Szpitali osią-
gnęliście to, że np. GW opublikowała
„Oświadczenie Szpitala”, podobnie inne
media.
– Wielu dziennikarzy zainteresowało się
stanowiskiem Szpitala, gdy otworzyliśmy
się na dialog. Pokazaliśmy Szpital, przed-
stawiliśmy stosowne dokumenty. Poja-
wienie się w mediach oficjalnego Oświad-
czenia Szpitala to dowód na to, że mamy
dobrą wolę do zaprezentowania stanowi-
ska w oparciu o fakty, ale także wskazuje
że w większości media są zainteresowane
przedstawianiem stanowiska także drugiej
strony konfliktu, jeśli im to umożliwimy. Po-
stępowanie sądowe z pewnością potrwa
jeszcze wiele miesięcy i zanim poznamy
ostateczny wyrok w sprawie, liczymy się
z tym, że pojawiać się będą kolejne publi-
kacje obarczające nas winą. Nie zdecydo-
waliśmy się wchodzić na drogę prawną
z autorami negatywnych artykułów. Jest to
bardzo długi i czasochłonny proces, który
mógłby zaostrzyć konflikt. Będziemy kon-
centrować się na komunikowaniu mediom
prawdziwych informacji dotyczących tej
sprawy. Nie mamy nic do ukrycia, jesteśmy
przekonani o braku naszej winy i w otwarty
sposób chcemy o tymmówić.
– Jak się bronić w takich sytuacjach, kie-
dy jest tajemnica lekarska, ochrona da-
nych osobowych itd.?
– Zawsze najważniejsze jest dobro pacjenta
i jego prawo do prywatności. Obowiązują-
ca nas tajemnica lekarska oraz ochrona da-
nych osobowych często nie pozwala nam
mówić o szczegółach, co może ograniczać
Media wydały na nas wyrok
Od końca grudnia 2013 r. do teraz znaleźć można teksty prasowe i internetowe,
szeroko omawiające przypadek dziecka pani W.; potem informacje o procesie, jaki
wytoczyła Szpitalowi rodzina. Był program Tomasza Lisa, nagrania video w sieci,
tematem zajmowały się telewizje śniadaniowe i niemal każda gazeta. „Lilka z Bo-
nifratrów” ma stronę na Facebooku, gdzie wpisy są stale uaktualniane.
Rozmowa z dr n med. Marią Janusz, dyrektor Szpitala im. Bonifra-
trów w Katowicach
ciąg dalszy na str. 12