Pro Medico
•
wrzesień 2017
10
z teki rzecznika
Zawsze mi się wydawało, że walka z anal-
fabetyzmem w Polsce doprowadziła
do tego, że wszyscy obywatele, którzy
ukończyli szkołę podstawową objętą
powszechnym obowiązkiem edukacyj-
nym, potrafią, oprócz składania liter,
wykonać również proste czynności aryt-
metyczne. Wydawałoby się, że jeden
dodać jeden jest działaniem, które każdy
Polak powinien wykonać, uzyskując wynik
dwa, a nie pięć, siedem czy dziewięć.
Okazuje się jednak, że ta prosta aryt-
metyka nie przekłada się na medycynę
w zakresie liczby i dostępności lekarzy.
Łatwo chyba policzyć, ilu medyków nie-
zbędnych jest, aby tzw. system ochrony
zdrowia mógł funkcjonować. Normy doty-
czące minimum zatrudnienia potrafią
tworzyć Ministerstwo Zdrowia, NFZ i inne
instytucje zajmujące się problematyką
ochrony zdrowia, a w szczególności zdro-
wiem publicznym. Nietrudno wyliczyć,
że dostępna na rynku pracy liczba lekarzy
nie jest w stanie sprostać stawianym nor-
mom. Należy jeszcze pamiętać o ograni-
czeniach wynikających z norm zatrudnie-
nia, narzucanych przez dyrektywę unijną
nr 2003/88/WE Parlamentu Europejskiego
i Rady z dnia 4 listopada 2003 r., dotyczą-
cą niektórych aspektów organizacji czasu
pracy czy Kodeks pracy.
Wszyscy mamy świadomość, jak trudno
jest realizować pracę choćby w oddziale
szpitalnym, zapewniając ciągłość pracy
i bezpieczeństwo wykonywanych świad-
czeń przy ciągłym braku lekarzy. Normal-
ną praktyką staje się stałe poszukiwanie
wszelkimi metodami lekarzy chcących
pracować bądź dyżurować w oddziałach.
Uzupełnienie kadr niejednokrotnie wiąże
się z „podkupowaniem” lekarza, co skut-
kuje poprawą sytuacji kadrowej w jed-
nym miejscu, a pogorszeniem w drugim.
Mądrość ludowa mówi, że „
z pustego
i Salomon nie naleje
”.
Dane statystyczne alarmują, że w Pol-
sce przypada 2,3 lekarza na 100 tysięcy
mieszkańców i jest to jeden z najniższych
wskaźników w Europie, w przeciwień-
stwie do oczekiwań społecznych w sto-
sunku do ochrony zdrowia, gdzie najpew-
niej mamy zaszczytne, pierwsze miejsce.
Cały ten system funkcjonuje tylko
i wyłącznie dzięki temu, że większość z nas
wykonuje obowiązki w zakresie znacznie
przekraczającym normy zatrudnienia.
Każdy normalny lekarz marzy o tym,
by pracować tylko 160 godzin miesięcz-
nie, ale widząc, że nie może zapewnić cią-
głości pracy w ramach dyżurów, godzi się
na pracę w systemie opt-out, bądź dyżu-
ruje w ramach umowy cywilnoprawnej,
łącznie przekraczając miesięcznie 300-400
Minimum
przyzwoitości
godzin spędzanych w pracy. Niejedno-
krotnie robi to w innym, niż swój, szpita-
lu, uproszony przez kolegę ordynatora,
czy dyrektora, który chce za wszelką cenę
poprawić sytuację kadrową.
Średnia wieku lekarza aktywnego zawo-
dowo jest coraz wyższa, a możliwości
napływu nowych kadr ograniczona,
co jednoznacznie wskazuje, że sytuacja
nie ulegnie szybkiej poprawie, a gdyby
znowu sięgnąć po działania arytmetyczne
– wskazywałaby raczej na rychłe pogor-
szenie. I w tym miejcu pojawia sie frustra-
cja – jeżeli system oparty jest na naszym
poświęceniu, trudno pogodzić się z nega-
tywną oceną społeczną tego faktu. Jak
można bez irytacji czytać wmediach infor-
macje, które nasze poświęcenie przedsta-
wiają jako pazerność lekarzy? Jak można
czytać raporty Państwowej Inspekcji Pracy
negatywnie oceniające chęć zapewnienia
ciągłości pracy i bezpieczeństwa pacjen-
tów? Jak odczytywać normy stawiane
przez NFZ, uniemożliwiające pracę lekarza
w poradni, np. gastroenterologicznej, któ-
ry z powodzeniem pracował w niej przez
20 lat tylko dlatego, że nie posiada spe-
cjalizacji z gastroenterologii? Kogo inte-
resuje, że zwolnienie tego lekarza może
skutkować likwidacją tej poradni? Jak spo-
kojnie potraktować wyrok Sądu Najwyż-
szego mówiący o tym, że lekarz nie może
w swoim szpitalu, poza umową o pracę,
wziąć dyżurów w ramach umowy cywilno-
prawnej? Jak ocenić poczynania ZUS-u,
który chętnie oskładkuje takie dyżury,
oczywiście nie doliczając czasu spędzone-
go w pracy do tzw. wysługi lat? Kuriozalne
są działania Rzecznika Praw Pacjenta, któ-
ry piętnuje nasze starania jako zagrożenie
swoich podopiecznych, niby i słusznie, tylko
jakby w oderwaniu od realiów codzienności.
Obłuda ma jakieś swoje granice, przede
wszystkim przyzwoitości. Może za to,
że kosztem swojego czasu wolnego i swoje-
go życia łatamy ten dziurawy system, należy
się po prostu zwykłe„dziękuję”. Może należy
zmienić przepisy prawa tak, by umożliwić
bezpieczną dla wszystkich pracę w ochronie
zdrowia do czasu zapewnienia przez pań-
stwo należytej liczby lekarzy, a nie „nagra-
dzać” nasze poświęcenie negatywnym
PR-em czy wręcz sankcjami.
dr n. med. Tadeusz Urban
Okręgowy Rzecznik
Odpowiedzialności Zawodowej
Cały ten system funkcjonuje tylko i wyłącznie
dzięki temu, że większość z nas wykonuje
obowiązki w zakresie znacznie przekraczającym
normy zatrudnienia.




