Background Image
Table of Contents Table of Contents
Previous Page  31 / 40 Next Page
Information
Show Menu
Previous Page 31 / 40 Next Page
Page Background

29

Pro Medico

czerwiec 2018

notatki z podróży

nak, pchani wiarą we własne siły, ruszyli-

śmy odważnie naprzód. Cudowna droga,

wokół subtropikalny las, niekończące się

podjazdy i szaleńcze zjazdy; aż dotarliśmy

do jeziora. Powstało w wyniku wybuchu

wulkanu, który zablokował odpływ wody

i był początkiem stworzenia tego piękne-

go miejsca. Jezioro Waikaremoana to taka

naturalna „kopia” Jeziora Solińskiego

w powiększonej skali. Droga powrotna nie

była już taka różowa, ekscytująca wcze-

śniej droga powoli stawała się koszmarem,

a niekończące się podjazdy męczarnią. Ale

w takich chwilach nadeszło optymistycz-

ne oblicze Nowej Zelandii; przejeżdżający

pick-up zatrzymał się i podwiózł nas spory

odcinek. 115 km + blisko 2000 m podjaz-

dów wystarczyło, byśmy błyskawicznie

zapadli w zasłużony sen.

NIEPRZYJAZNA POGODA I PRZYJAŹ-

NI LUDZIE

Dalej trasa wiodła wzdłuż największego

jeziora Nowej Zelandii – Taupo (sześć razy

większe niż największe polskie jezioro

Śniardwy), cudownego miejsca otoczone-

go górami. Korzystając z dobrej pogody,

udało nam się wykąpać w jego krystalicz-

nie czystej wodzie. Niebawem podjechali-

śmy na płaskowyż, znajdujący się na wys.

ok. 1000 m n.p.m. wokół monumental-

nego szczytu Ruapechu, nadal czynnego

wulkanu sięgającego wysokości 2800 m.

Szczyt zasłaniały chmury, ale chwilami

spośród nich połyskiwały spore połacie

partii szczytowych pokrytych śniegiem.

Przejeżdżaliśmy także w pobliżu par-

ku narodowego Tongariro z czynnymi,

dymiącymi wulkanami. W tym rejonie

spotkaliśmy wielu piechurów, bo to jest

popularny cel wycieczek pieszych. Szko-

da, że nie było czasu, by choć jeden

dzień wędrować po górach. Chyba trzeba

tu wrócić... Ostatni fragment trasy prowa-

dził do miejscowości Napier na wschod-

nim wybrzeżu. To liczące dziś 75 tys.

mieszkańców miasto zostało zniszczone

na skutek trzęsienia ziemi w 1931 r. Dziś

odbudowane, jest wizytówką zabudowy

w stylu Art Deco. W końcówce trasy Nowa

Zelandia pokazała swoje mniej przyjazne

oblicze, najpierwmieliśmy silny przeciwny

wiatr, a ostatnie kilkadziesiąt kilometrów

jechaliśmy w temperaturze 10 st. i moc-

nym deszczu. Pod koniec dnia, ale jeszcze

30 km do celu, udało się znaleźć nocleg

w przydrożnym B&B. Nie dość, że nas ser-

decznie ugoszczono, to rano, gdy okaza-

ło się, że nadal pada deszcz, właściciele

z własnej inicjatywy i bez dodatkowych

kosztów zawieźli nas na lotnisko odległe

o 30 km. Po raz kolejny poznaliśmy przy-

jazne oblicze Nowej Zelandii.

Cała trasa liczyła 1207 km. W czasie

trzech wyjazdów na Antypody spędziłem

tu 47 dni, pokonując na rowerze 3966 km.

Czy mogę stwierdzić zatem, że znam

Nową Zelandię? Absolutnie nie, o wie-

le więcej jest do zobaczenia, niż dotąd

widziałem.

Dlaczego postrzegam ten kraj, jako miej-

sce wyjątkowe? Jest wiele powodów:

piękna przyroda, otwarci i przyjaźnie

nastawieni ludzie, relatywnie małe zalud-

nienie stwarzające swoistą kameralność

Nowej Zelandii, brak zagrożeń typu przy-

rodniczego spotykanego w innych krajach

(węże, krokodyle itd.) czy niezła infrastruk-

tura turystyczna. Nie znam innego kraju,

w którym funkcjonuje cywilizacja zbliżo-

na do europejskiej w tak pięknej scenerii

przyrody, z równoczesną z przyjazną tkan-

ką społeczną. A wady? No cóż, to odle-

głość, minimum 30 godzin w podróży,

a mnie w drodze powrotnej przydarzyła

się podróż trwająca 51 godzin, ale po paru

dniach odpoczynku znów zaczyna mi się

śnić ten kraj na drugim krańcu świata...

Tekst i zdjęcia

Wojciech Pluskiewicz

Latarnia morska, naoczny znak morskiego charakteru tego kraju.

Na trasie można natknąć się na niezwykłe obiekty i pejzaże…