Background Image
Table of Contents Table of Contents
Previous Page  33 / 40 Next Page
Information
Show Menu
Previous Page 33 / 40 Next Page
Page Background

31

Pro Medico

grudzień 2015/styczeń 2016

wspomnienia

felieton

Delikatny makijaż, szorty odsłaniają-

ce długie nogi, ładnie uczesane blond

włosy – i gotowe. Można wsiąść do ka-

retki Pogotowia Ratunkowego, spoj-

rzeć do kamery i – zacząć nagranie

pierwszego odcinka.

Jeden z tabolidów promuje nowy cykl

tytułem

„Gwiazdy w karetce. Tak będą

ratować życie.”

To oczywiście przesada,

serialowi aktorzy biorący udział w no-

wym, głośnym już programie stacji TLC,

są głównie obserwatorami. W założeniach

wygląda to bardzo „misyjnie” – przybliża-

my otóż widzom ciężką i odpowiedzialną

pracę ratowników medycznych, a żeby

oglądalność była większa, zatrudniamy

popularnych aktorów, którzy będą jeź-

dzić z karetką na wezwania i komento-

wać, co widzą. W napisach końcowych nie

ma informacji, że całość jest inscenizo-

wana, mamy więc prawo domniemywać,

że ci chorzy, którzy mają „zamazane” twa-

rze nie zgodzili się na „upowszechnienie

wizerunku”, a ci, których widać wyraźnie

– owszem. Powinny więc odbywać się

też rozmowy kierownika produkcji z cho-

rym, czy „przy okazji” podjęcia próby ra-

towania jego życia i zdrowia podpisze też

zgodę na występ w telewizji i na to, żeby

w karetce, w drodze na SOR, jechała z nim

filmująca ekipa telewizyjna i oczywiście

– główny bohater, serialowa gwiazda. Re-

alizatorzy gwarantują, że karetka nie jest

wynajęta, a chorych nie udają statyści:

„To nie jest film ani serial. To prawdzi-

we życie. To codzienność ratowników,

do których na 24-godzinny dyżur dołą-

czają znane osobowości świata telewi-

zji, filmu i teatru, by z bliska obserwo-

wać ich pracę”

(http://www.tlcpolska.pl/ programy/gwiazdy-w-karetce/)

.

W cyklu pojawiają się też lekarze. W tle,

bo to nie o nich. Obejrzałam odcinek

pierwszy, ze śliczną i wrażliwą na ludz-

ką dolę Weroniką Książkiewicz, i dru-

gi – z Rafałem Cieszyńskim, który dzięki

wezwaniom karetki pogotowia zrozu-

miał, że problemy, o których rozmawia

w domu, to nie są prawdziwe problemy

i nawet zadzwonił do żony, żeby jej to od-

krycie przekazać. Nie mam ochoty już

na więcej... Widać, że cykl służy najbar-

dziej promowaniu wizerunku „gwiazd”,

które już tańczyły na lodzie i na parkiecie,

skakały do wody, gotowały, przebierały

się za innych wykonawców, a teraz wy-

stępują w nowej, pasjonującej widzów

scenografii, jaką jest ratowanie życia.

Na stronie internetowej cyklu „Gwiaz-

dy w karetce” można znaleźć materiały

na następujące tematy: „

Jak Weronika wy-

obrażała sobie pierwszy dzień na planie?”;

„Jak Weronika poradziła sobie z nieprzewi-

dywalnością wydarzeń na planie?”

oraz:

„Które z wezwań pogotowia ratunkowego

w trakcie realizacji programu najbardziej

utkwiło Weronice w pamięci?”.

Nie spraw-

dziłam już, czy był to zawał, zasłabnięcie

czy próba samobójcza.

To nie jest czarno-biała sytuacja nagan-

nego moralnie programu, bo wiele przy

okazji dzieje się też dobrego, wizerunek

personelu medycznego jest bardzo po-

zytywny (a mógł nie być), mówi się wi-

dzom i o ustępowaniu drogi karetce po-

gotowia, i o niepotrzebnych wezwaniach.

Drażni mnie jednak samo zjawisko coraz

większego zagarniania przez showbiznes

i przemysł reklamowy obszarów intymno-

ści chorych ludzi. Tego procesu nie da się

łatwo zatrzymać.

Jeżeli więc zobaczymy kiedyś zapo-

wiedź nowego cyklu dokumentalnego

pt. „Gwiazdy na sali operacyjnej”, może-

my być pewni: to nie będzie o zespole

prof. Adama Maciejewskiego...

Grażyna Ogrodowska

Pisząc w marcu 2015 r. krótki reportaż

o swoim pobycie w Ugandzie, wyraziłam

nieśmiało nadzieję na kontynuację współ-

pracy z Polską Misją Medyczną (PMM) pod

przywództwem

Ewy Piekarskiej

. A że nie

istnieją rzeczy niemożliwe, to ugandyjskie

Kakooge i Franciscan Health Centre IV

(FHC IV) na przełomie września i paździer-

nika 2015 r. na kilka tygodni ponownie sta-

ło się moimmiejscem pracy i zdobycia ko-

lejnych doświadczeń – tym razem na polu

chirurgii dziecięcej, zgodnie z założeniami

projektu Polskiej Misji Medycznej.

Podobnie jak rok temu – i tym razem

pacjentów nie brakowało i przyjeżdża-

li/wędrowali nierzadko z całkiem odle-

głych zakątków. O możliwości zgłoszenia

się na bezpłatną operację (w Ugandzie

każdy pacjent płaci za usługi medyczne

i wszystkie otrzymane leki oraz opatrun-

ki, a do szpitala zgłasza się z własną po-

ścielą i sam zapewnia sobie wyżywienie)

informowano w kościele, wioskowych

kaplicach, szkołach oraz z głośnika karetki

zakupionej przez PMM na potrzeby szpita-

la. Wstępnej kwalifikacji do zabiegów oraz

stworzenia planu operacyjnego podjęły

się Ewa Piekarska – prezes Polskiej Misji

Medycznej oraz

Anna Siedlik

– położna

z Krakowa, które w ramach prowadzonych

przez siebie„niechirurgicznych” projektów

przybyły do Ugandy nieco wcześniej ode

mnie.

A razem ze mną przyjechała dr

Justyna

Leszczuk

z Warszawy – doświadczony

w znieczulaniu dzieci anestezjolog.

W moim dość jeszcze krótkim stażu pracy

(nie tylko w Ugandzie) wielu pacjentów

Pokazali

w telewizorze

misje charytaywne

Nie ma rzeczy niemożliwych

W Ugandzie z Polską Misją Medyczną

Dr Renata Popik podczas jednej z operacji.

ciąg dalszy na str. 32