Pro Medico
•
grudzień 2016/styczeń 2017
32
wspomnienia
Kochana Różyczko,
kiedy spotkaliśmy się ostatnio, zobaczy-
łemwTwoich oczach pożegnanie. Nie było
jednak w Twoich oczach smutku. Nie było
też cierpienia. Na temat pożegnania poro-
zumiewaliśmy się często bez słów lub tylko
słów urywkami. W ciągu kilku chwil roz-
mowy lub milczenia byłaś zawsze w stanie
przekazać, co naprawdę istotne, na co inni
potrzebują wiele czasu. „Nie sól”, albo „nie
pieprz”mówiłaś krótko, jeśli ktoś z nas roz-
mowie z Tobą „przyprawiał” ponad miarę.
(A gotować potrafiłaś wspaniale....)
Z Twego talentu powstała idea „Stodo-
ły na Gadziokach”, którą oddawałaś nam
i innym, na spotkania poświęcone pięknej
historii Śląska. Przy tym wykonywałaś swój
zawód lekarza medycyny sądowej: niewy-
obrażalne psychiczne obciążenie dla wielu
przedstawicieli męskiego gatunku. Ty da-
łaś jednak radę. Dałaś też radę obowiąz-
kom jako lekarz rodzinny, manager jednej
z pierwszych prywatnych przychodni le-
karskich na Śląsku, członek powstających
po stanie wojennym ponadregionalnych
organizacji medycznych oraz jako radna
w środowisku, w którym żyłaś. Byłaś też
organizatorem swego prywatnego życia,
mamą Dawida, później teściową i babcią
wnuków. Oprócz „Stodoły na Gadziokach”
remontowałaś dom swojej Matki, którą
przez lata się troskliwie opiekowałaś. By-
łaś gospodarzem domu i obejścia. To był
Twój charakter. Twoja siła. Do tego konse-
kwencja. Umiejętność rozróżniania dobra
i zła: to, co było czarne, pozostawało nie
do przekroczenia, jak bariera. Mądrość i to-
lerancja. Umiejętność oceny sytuacji z dy-
stansu, zmożliwością natychmiastowej cel-
nej interwencji, w sytuacji, w której cenne
ludzkie wartości zostają zagrożone. Taką
metodę prowadzenia dialogu pomiędzy
dobrem i złem zna, jak się okazuje, nie tylko
wschodnia technika Kung fu. Ty stosowałaś
ją na co dzień, przez całe życie. Jeśli zaufać
Wikipedii, to „Kung fu” w języku chińskim
oznacza „osiągnięcie wysokiego poziomu
umiejętności w jakiejś dziedzinie“. Tłuma-
cząc dosłownie z chińskiego na polski zna-
czy to:„ciężka praca“.
Kiedy odwiedziłemCię wTwoimdomu, sie-
działaś w fotelu, trzymając chore nogi wy-
soko na krześle. Uśmiechałaś się. Mówiłaś,
że nic Ci nie dolega, nic Cię nie boli, że ka-
szel ustąpił...
Ktoś zadzwonił do drzwi.
„Pójdę i powiem,
że śpisz“
– zaproponowała Twoja bezgra-
nicznie o Ciebie troszcząca się siostra.
W drzwiach stała kobieta z synem, Twoi pa-
cjenci, z prośbą o załatwienie medycznych
formalności.
„To muszę załatwić sama“
– powiedziałaś,
wstając ciężko z fotela, wolno podchodząc
do drzwi. Nie pytałem nigdy, z iloma takimi
nieoczekiwanymi odwiedzinami w swoim
domu byłaś konfrontowana w przeszło-
ści. Ta scena uświadomiła mi, że w ciągu
lat Twojej pracy musiało ich być bardzo
dużo. Ty byłaś lekarzem z powołania, nigdy
z przydziału i nigdy z chęci zarobku na ludz-
kim nieszczęściu. Byłaś zawsze przykładem
dla wielu koleżanek i kolegów.
Jak to możliwe, że miałaś w tym napię-
tym zawodowo życiu jeszcze czas na „ży-
cie“? – pytałem często. Czas na wypady
do Czech, Słowacji, Macedonii, na Syberię,
w góry, na krótkie urlopy – oraz na spotka-
nia z nami, KAJMANAMI, których to okazji
byłaś najczęstszym pomysłodawcą i orga-
nizatorem.
W latach stanu wojennego dbałaś, byśmy
nie zatracili się w tej gmatwaninie strachu
i beznadziei. Po tym ciemnym okresie hi-
storii naszego kraju i naszego klubu do-
prowadziłaś do tego, że staliśmy się znowu
Rodziną. Rodziną, która z roku na rok się
powiększa.
Czy można sobie wyobrazić lepszą MATKĘ?
(…) Twoja wspaniała najbliższa rodzina,
Różyczko i ukochana najbliższa przyjaciół-
ka Alina, pomogli Ci przekroczyć Rubikon
z uśmiechem na twarzy. Dziękuję w Two-
im imieniu im wszystkim, za cierpliwość
w tych trudnych chwilach i za ich dla Cie-
bie pomoc. Twoja druga rodzina KAJMAN
była myślami i gorącą modlitwą przy Tobie.
Dziękujemy Ci za lata Twojej energii dla nas
i za Twoje inicjatywy wzbogacające wspa-
niale wszystkie nasze spotkania. Dziękuje-
my Ci też za Twoje zawsze ciepłem bijące
dla nas serce i za przykład Twojego praco-
witego i szlachetnego życia.
Dla nikogo z nas nie odchodzisz na zawsze.
Odchodzisz na jakiś czas, tak jak wszyscy ci
nasi bliscy, którzy od nas „na zawsze“, od-
chodzą nie w porę. Odchodzisz cicho i bez
pretensji do ludzi i do Pana Boga, z uśmie-
chem dla nas na naszą przyszłość, pozo-
stawiając wspomnienia, w których Twoja
obecność wśród nas, nigdy się nie skończy
oraz z nadzieją na nasze kolejne spotkanie
w przyszłości.
Wybrałaś się teraz na najdłuższą swoją włó-
częgę.
Pozwól, że zaśpiewamCi na tę drogę zwrot-
kę naszej klubowej piosenki, rozpoczyna-
jącej zawsze wspólne klubowe spotkania,
zwrotki dedykowanej teraz tylko Tobie,
od nas wszystkich: Włóczęgów – Kajma-
nów, od Włóczęgów na Litwie i tych z nas,
co rozproszeni są po świecie:
„Niech żyje nasza kochanaMATKA
w naszej pamięci do dni ostatka
Niech ją niebiosa chronią na grani
Kurdesz Kurdesz nad Kurdeszami
Kurdesz Kurdesz nad Kurdeszami”
Odpoczywaj Różyczko-MATKO w spokoju.
Twój „METER” i Twój Akademicki Klub Włó-
częgów KAJMAN.
(Fragmenty mowy pożegnalnej, wygłoszonej pod-
czas ceremonii pogrzebowej 28.10.2016 r.)
Podziękowanie
Gorąco dziękuję wszystkim,
którzy towarzyszyli w ceremonii
pogrzebowej
mojej
Żony
Joanny Kaszni-Kocot,
dziękuję za słowa wsparcia i otuchy
Mąż
Wyrazy
głębokiego współczucia
dla naszej Koleżanki
Pani dr Jolanty Kitowskiej-Koterla
i Jej Rodziny
z powodu śmierci
Mamy
śp. Aliny Kita
składają
Jan Duława
i Jan Szewieczek
z Zespołami
Oddziałów
ChoróbWewnętrznych
i Metabolicznych
oraz Geriatrii GCM
w Katowicach
Drhab.n.med.GrażynieSobol-Milejskiej
wyrazy szczerego żalu i współczucia
z powodu śmierci
Mamy
składają pracownicy
Oddziału Onkologii, Hematologii
i Chemioterapii,
Górnośląskiego Centrum
Zdrowia Dziecka w Katowicach
Śp Doktor Róża Cichy-Jania
(1951-2016)




