Pro Medico
•
listopad 2016
14
z teki rzecznika
Kształcenie specjalizacyjne
ciąg dalszy ze str. 13
systemu. Dzisiaj lekarz walczy o uzyskanie
jak najlepszych wyników egzaminu końco-
wego, na podstawie którego może ubiegać
się o przyznanie możliwości specjalizacji
w ramach rezydentury. Sam fakt finanso-
wania przez państwo kształcenia podyplo-
mowego jest i słusznym, i dobrze odbiera-
nym przez zainteresowanych – no, może
poza wysokością wynagrodzenia.
Tu jednak pojawia się pierwszy problem,
czyli swoboda wyboru specjalizacji zgod-
nie z własnymi oczekiwaniami i predyspo-
zycjami, ponieważ ilość miejsc rezydenc-
kich jest ograniczona w poszczególnych
specjalizacjach i województwach decyzją
odgórną. Lekarz chcący specjalizować
się w konkretnej dziedzinie, może stanąć
przed dylematem: czy szukać w odległych
miejscach kraju możliwości wymarzonej
specjalizacji, czy też zmienić ją na inną, ale
dostępną w swoim województwie. To tyl-
ko początek tego dylematu, ponieważ
może się okazać, że miejsce do odbywania
przez kilka najbliższych lat specjalizacji, tej
wymarzonej lub tej wybranej z „rozsąd-
ku”, znajduje się kilkadziesiąt kilometrów
od miejsca zamieszkania. Dysproporcje
w ilości tzw. miejsc specjalizacyjnych po-
między oddziałami szpitalnymi a klinicz-
nymi są ogólnie znane i niejednokrotnie
pozostają w stosunku 1:10 lub 20. Skutkuje
to koniecznością odbywania specjalizacji
w ośrodku klinicznym, a więc zmianą miej-
sca zamieszkania lub codziennymi, wie-
logodzinnymi podróżami przez wiele lat.
Założenie tego systemu było takie, że naj-
lepsze ośrodki kliniczne wykształcą dosko-
nałych specjalistów, którzy zasilą szeregi
pracowników pozostałych szpitali.
Życie pokazuje, że to założenie nie spełni-
ło się. Uzyskujący w ośrodkach klinicznych
specjalizację nie mają szans na otrzymanie
możliwości dalszego w nich zatrudnienia
w ramach umów o pracę, jak również nie
szukają pracy w oddziałach miejskich czy
powiatowych, z którymi nie czują żadnego
związku. Najczęściej szukają pracy w lecz-
nictwie ambulatoryjnym, a ze względu
na duże rozbieżności finansowe – z reguły
w sektorze niepublicznym. Skutkiem tej
polityki jest coraz większy deficyt lekarzy,
szczególnie odczuwany w tych małych
szpitalach, które nie mogą kształcić swo-
jego personelu, a nie stać ich na skuteczne
zatrudnienie specjalistów z zewnątrz.
Dawny system kształcenia nie był chyba
najgorszy, jeśli to w nim wychowało się tak
wielu profesorów, znamienitych lekarzy,
czy też obecnych polityków. Najprostszym
chyba sposobem przywrócenia normalno-
ści byłoby połączenie zalet starego i nowe-
go systemu. Lekarz po studiach powinien
móc mieć wpływ na wybór obranej przez
siebie ścieżki rozwoju zawodowego. Tylko
taki lekarz może, zgodnie z powołaniem,
rzetelnie i z zadowoleniem wykonywać za-
wód. Ten, który został w jakikolwiek sposób
zmuszony do realizacji zawodu w ramach
specjalizacji, której nie chciał wykonywać,
prędzej czy później będzie frustratem. Po-
winien znaleźć zatrudnienie, a następnie
rozpocząć specjalizację, której finansowa-
nie powinno zostać podzielone pomiędzy
pracodawcę i państwo. Takie założenie
gwarantuje, że szpital zatrudni tylko taką
liczbę lekarzy, która jest mu potrzebna,
ponosząc część kosztów takiego zatrud-
nienia – na przykład 50%, mając wspar-
cie państwa poprzez współfinansowanie
w drugiej części wynagrodzenia. Takie zało-
żenie gwarantowałoby również możliwość
sfinansowania kształcenia podyplomowe-
go wszystkich absolwentów, bez koniecz-
ności zwiększania nakładów. Oczywiście,
tylko niektórym w najlepszych ośrodkach
klinicznych, ale na pewno wszystkimw wy-
marzonych specjalnościach.
Dzisiaj stworzenie możliwości tzw. poza-
rezydenckiej drogi uzyskania specjalizacji
jest niezwykle trudne, ponieważ dyrekto-
rzy szpitali wolą czekać na„bezkosztowych”
rezydentów, niż brać na siebie ciężar finan-
sowania pracy i szkolenia tych, którzy rezy-
dentury nie zdobyli. Takie założenie dwóch
trybów specjalizacji, z obserwacji, niesie
jeszcze jedno zagrożenie. Zamiast uczyć
lekarzy działania w zespole, stwarza dwie
niezbyt lubiące się grupy. Rezydenci, czyli
ci„lepsi”, są źle poczytywani przez kolegów,
którzy rezydentury nie dostali i ich droga
do specjalizacji jest znaczne trudniejsza,
chociażby woparciu o znacznie niższe upo-
sażenia, czy też większe problemy w moż-
liwości terminowej realizacji wymaganych
staży. Problem ten pojawił się na przykład
w komentarzach lekarzy bez rezydentury
w stosunku do lekarek chcących wydłużyć
czas specjalizacji w ramach rezydentury
o urlopy macierzyńskie.
Niezbędnym wydaje się być pilne stwo-
rzenie skutecznego systemu kształcenia
podyplomowego opartego na prostych
zasadach, z uwzględnieniem potrzeb spo-
łecznych, ale w poszanowaniu oczekiwań
zawodowych lekarzy i oczekiwań równego
ich traktowania.
dr n. med. Tadeusz Urban
Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności
Zawodowej ŚIL wKatowicach
Lekarz po studiach powinien móc mieć wpływ
na wybór obranej przez siebie ścieżki rozwoju
zawodowego. Ten, który został zmuszony
do realizacji zawodu w ramach specjalizacji,
której nie chciał wykonywać,
prędzej czy później będzie frustratem.
Skutkiem prowadzonej polityki jest coraz większy deficyt specjalistów.
Obraz licencjonowany przez Drukarnia Chroma




