Pro Medico
•
listopad 2016
28
notatki z podróży
W 2002 r. przejechałem po szwajcarskich Alpach rowerem tra-
sę z Davos do Zermatt. Towarzyszył mi syn Tomasz – wówczas
16-letni. To była moja pierwsza trasa rowerowa po Alpach i po-
stanowiłem wówczas, że powtórnie wyruszymy na podbój al-
pejskich przełęczy za 14 lat, gdy mój młodszy syn Maciej będzie
miał 15 lat, a starszy 30. Wówczas ta perspektywa wydawała się
niezmiernie odległa, bo Maciuś właśnie stawiał wtedy pierwsze
kroki! Ale czas leci szybko i wreszcie nadszedł moment startu. Jak
przed laty, ruszyliśmy z Davos, legendarnej miejscowości w kan-
tonie Gryzonia.
DAVOS Z„CZARODZIEJSKIEJ GÓRY”
Davos to najwyżej położone miasto w Europie (1560 m n.p.m.) –
znane jako miejsce corocznego światowego forum ekonomicz-
nego i renomowana stacja narciarska. Wielokrotnie bywałem
tam w zimie, także przy okazji kongresów naukowych i wówczas
Davos tętniło życiem. W lecie turystów jest nieco mniej. Davos
to miejsce akcji słynnej książki Tomasza Manna „Czarodziejska
Góra”. Czarodziejska Góra to dominujący nad Davos Jakobshorn
– szczyt sięgający blisko 2600 m n.p.m. Pierwszą zaatakowaną
przez nas rowerem przełęczą była Fluela (2383 m n.p.m.). Wysiłek
800 m podjazdu na długości 14 km został wynagrodzony zna-
komitym zjazdem do miejscowości Susch, skąd skierowaliśmy
się szeroką, wspaniałą doliną Engadyny w kierunku St. Moritz.
Na tym odcinku wytyczono ścieżkę rowerową, z dala od tłoku
panującego na szosie. Na horyzoncie połyskiwały lodowce gru-
py Bernina, najdalej na wschód wysuniętego czterotysięcznika
alpejskiego. A że pogoda dopisywała, schronienie w cieniu al-
pejskiego lasu dawało chwilę ulgi od palącego lipcowego słońca.
ST. MORITZ DLA MOŻNYCH TEGO ŚWIATA
Następnego dnia dotarliśmy do wyjątkowo pięknie położone-
go nad dwoma jeziorami St. Moritz. Ta miejscowość położona
na wysokości 1800 m n.p.m. w 1924 i 1948 roku była organizato-
rem Zimowych Igrzysk Olimpijskich. St. Moritz to miejsce poby-
tu możnych tego świata; ekskluzywne sklepy kuszą wystawami,
na których cen nie podaje się, ale są one na nieosiągalnym pozio-
mie dla zwykłych zjadaczy chleba. Wśród eleganckiej zabudowy
przemykają luksusowe samochody nieznanych marek.
DROGA JAMESA BONDA
Po pokonaniu kolejnej przełęczy Julier niebawem wjechaliśmy
w spektakularną dolinę początkowego odcinka Renu. Przełom
tej rzeki urzeka wspaniałymi widokami, a w paru miejscach przy-
gotowano specjalne miejsca obserwacyjne. Dalej droga prowa-
dziła w kierunku przełęczy Oberalp, skąd szaleńczym zjazdem
przy prędkościach około 70 km/godz. dotarliśmy do Andermatt.
To niewielka osada znajdująca się na wysokości 1450 m n.p.m,
od lat miejsce stacjonowania wojska szwajcarskiego. Dawniej,
przed powstaniem tunelu do Włoch pod przełęczą Gothard,
dolina była niezwykle ruchliwa, dziś Andermatt to raczej oaza
spokoju dla koneserów wysokich gór. Nieopodal Andermatt
zaczynał się najtrudniejszy podjazd trasy na przełęcz Furka
(2436 m n.p.m.).
Podjazd liczący 1000 m przewyższenia początkowo przebiega-
jący bardzo stromymi serpentynami dał się nam nieźle we zna-
ki. Ten fragment drogi został nazwany Drogą Jamesa Bonda
dla upamiętnienia faktu, iż nakręcono tam sceny z odcinka se-
rii o agencie 007 – Goldfinger z roku 1964. 100 metrów poniżej
przełęczy Furka w kierunku na Zachód znajduje się wielka atrak-
cja Szwajcarii – lodowiec Röhne, dający początek Rodanowi.
Za niewielką opłatą można podejść do samego lodowca i wejść
do jego wnętrza w wydrążonej w wiecznej zmarzlinie grocie.
Rowerem po alpejskich przełęczach
PERŁA ALP
Dalej drogawiodłaniekończącymi się zjazdami wzdłuż Rodanu, który
na naszych oczach z górskiego strumienia zamienił się w rwącą, nie-
przyjazną rzekę. Cały ten fragment trasy najbardziej suchą szwajcar-
ską doliną zamykały na horyzoncie alpejskie olbrzymyAlpPenińskich
z najwyższymwierzchołkiem (Dom 4545 m n.p.m.) w całości znajdu-
jącym się na terenie Szwajcarii. Z Visp czekał na nas ostatni podjazd
do docelowej miejscowości Saas-Fee. Saas-Fee, leżące na wysokości
1800 m n.p.m. bywa określane„perłą Alp” z powodu fantastycznego
położenia na niewielkiej, liczącej nie więcej jak 2 km długości dolinie
w cieniu 14 czterotysięczników.WSaas-Fee, jak na całej trasie liczącej
360 km, wszędzie dominuje tradycyjna, z reguły drewniana zabudo-
wa. Nie widać szpecących krajobraz wieżowców, znanych z innych
regionów Alp, nie widuje się nachalnych reklam, dominuje umiar
i porządek. Na drogach turyści z całej Europy, szczególnie dużo jest
wielbicieli motocykli, których ogłuszające chwilami towarzystwo nie
było miłe, gdy całe grupy wyprzedzały nas z oszałamiającą prędko-
ścią na stromych podjazdach. Rowerzystów nie było zbyt wielu. Spo-
tkaliśmywielu turystówz Czech, turyści z Polski byli raczej rzadkością.
EGZAMINKOLARSKI
Tawyprawa, choć trwająca tylko tydzień, byławyjątkowa. Dla starsze-
go syna Tomka, mego towarzysza wielu wypraw rowerowych w Pol-
sce, Europie i Nowej Zelandii, trasa z Davos do Saas-Fee była„spacer-
kiem”, ale dla 15-letniego Macieja była poważnym, świetnie zdanym
egzaminem kolarskim. A że coraz trudniej jest znaleźć chętnych
do podjęcia truduwielodniowychwyjazdów rowerowych, towłasna,
rodzinna, zgrana ekipa jest bezcenna.
Tekst i zdjęcia:WojciechPluskiewicz
Tak wygląda droga Jamesa Bonda (widać ją w filmie
„
Goldfinger"
z 1964 r.).
Drogi rowerowe równie urokliwe, co wyczerpujące.




