Background Image
Table of Contents Table of Contents
Previous Page  30 / 40 Next Page
Information
Show Menu
Previous Page 30 / 40 Next Page
Page Background

Pro Medico

postscriptum

październik 2016

28

tak było

To nie kartka, lecz strony

Zwykle pisze się:

„kartka z historii”,

ale to nie była kartka, lecz całe strony...

Polecamy lekturę tego tekstu – przypomina mało znane fakty, nastroje, głębokie emocje, towarzyszące studentom podczas

„odwilży”w 1956 r.

O tym, jak nie doszło do działalności Demokratycznego Związku Młodzieży zamiast ZMP, czego domagała się Rada Rewolu-

cyjna Studentów Śląskiej Akademii Medycznej, jak studenci pomagali Węgrom – można przeczytać w tekście. Ale jak wyglą-

dał „Zyga” (znany, lubiany i powszechnie ceniony doktor Wawrzynek) z wypożyczoną kozą, w stroju Gandhiego, śpiewający

„Do bytomskich strzelców” – wyobrazić musimy sobie już sami...

Grażyna Ogrodowska

Październik 1956 roku w Śląskiej Akademii Medycznej

Odwilż w Śląskiej Akademii Medycznej rozpoczęła się długo przed

pożarem młodych serc polskiego października. Byliśmy pierwszy-

mi studentami, którzy wkroczyli na drogę odnowy życia w Polsce.

W lutym 1956 roku, Nikita Chruszczow potępił zbrodnie i kult Stali-

na, w czerwcu robotnicy Poznania zbuntowali się przeciwko władzy

ludowej, która czołgami nie po raz ostatni krwawo bunt stłumiła.

W lipcu i w sierpniu na wczasach studenckich w Międzyzdrojach,

na których zostałem wybrany starostą, rokitniccy studenci zorgani-

zowali pierwsze wybory Miss Studentek oraz pochód przebierań-

ców, pociągając za sobą innychmłodychwczasowiczów i miejscową

ludność. Na czele wieczornego pochodu maszerowałem w stroju

Gandhiego z wypożyczoną kozą, a fantazyjnie przebrana młodzież

studencka niosła duży transparent z napisem:

„Niech żyje Zwią-

zek Radziecki – na własny koszt”

. Jazzowa orkiestra przygrywa-

jąc, a studenci wołając –

Chodźcie z nami, chodźcie z nami!

zwięk-

szała pochód do znacznych rozmiarów. Dotarliśmy w takim szyku

na plac przed DW za żółtymi firankami, bodajże „Błyskawica”, gdzie

rozpalono ognisko i zaimprowizowano wieczór niedozwolonych

dowcipów i zakazanych wówczas piosenek. Rozpoczęliśmy pieśnią

„Płonie ognisko i szumią knieje”poprzez„Wojenko, wojenko”,„Do by-

tomskich strzelców”,„My, pierwsza brygada”,„Warszawianki”i zakoń-

czyliśmy„Rotą”. Międzyzdroje szalały. Zabawa i tańce na molo trwała

do białego rana.

Za dwa dni pojawili się wMiędzyzdrojach, ówczesny przewodniczą-

cy Rady Naczelnej Zrzeszenia Studentów Polskich Stefan Olszowski

i jego zastępca Janusz Kulczyński. Po wysłuchaniu mojego radosne-

go sprawozdania z imprezy, wytłumaczeniu, że symbolika Gandhie-

go, transparent, śpiewy i dowcipy, również polityczne, spotkały się

z gorącym przyjęciem wszystkich uczestników i widzów, po opo-

wiedzeniu najlepszego dowcipu politycznego wieczoru –

„Jak to za-

aresztowano pijanego, który w ordynarny sposób chciał kupić portret

Lenina z okna wystawowego, a jego żona, dowiedziawszy się o tym,

na posterunkuMO, oświadczyła oficerowi –Wypuście go, mój mąż, jak

jest pijany, tobyleg…. kupi.”

Prezes ZSP kazał napełnić kieliszki, pokle-

pał mnie po ramieniu, wypił zemną brudzia.

Wiedziałem, żemam ichpo swojej stronie. Inni grozili konsekwencja-

mi na uczelni. Na akademii od 1954 r. mieliśmy wspaniałego rektora,

pełnego humoru i elegancji, jednego z najbardziej światłych ludzi

naszej uczelni, kochanego i cenionegoprzez studentówprof. dr. hab.

Mariana Garlickiego

. Jego obecność na tym stanowisku sprawiła,

że odwilż do nas weszła milowymi krokami. To jemu udało się zli-

kwidować znienawidzoną przez studentów „lekką kawalerię”, kon-

trolującą życie studentów i gazetką Zarządu Uczelnianego ZMP

„Błyskawicę”, która nie tylko była postrachemstudentów, ale również

przyczyną relegowania kolegów z uczelni za np. „amerykański styl

życia”. Prof. Garlicki był pierwszym rektorem, który usunął z uczelni

donosiciela, a nie, jak dawniej, tego, na którego donoszono. To stwo-

rzyło w ŚlAM klimat do postępowego działania. We wrześniu, gdzie

liczne rzesze studentów przygotowywało się do poprawkowych eg-

zaminów, powołaliśmy wV Domu Akademickim (męskim) wZabrzu

Radę Rewolucyjną Studentów Śląskiej Akademii Medycznej

,

która rozpoczęła natychmiast swoją działalność. Najpierw agitator-

ską, wśród młodzieży studenckiej, również Politechniki w Gliwicach

oraz młodzieży robotniczej miasta Zabrza. Przygotowaliśmy postula-

ty do Rządu PRL domagające się natychmiastowego zwolnienia z od-

osobnienia kardynała Stefana Wyszyńskiego i Władysława Gomułkę,

zaprzestania zagłuszania stacji radiowych Wolnej Europy i Głosu

Ameryki, przyznania wyższym uczelniom niekwestionowanego

prawa nadawania stopni naukowych doktora medycyny i docenta

(obowiązywał tytuł kandydata nauk), udzielenia uczelniomwyższym

samodzielności i zakazu wchodzenia MO i służbom specjalnym bez

zezwolenia rektora na teren uczelni, zezwolenia studentom swobod-

nego zrzeszania sięwutworzonych przez siebie organizacjach i wiele

innych.

Już 3 października 1956 r. rozwiązaliśmy obligatoryjną organizację

ZMP poprzez uroczyste wrzucanie legitymacji Związku Młodzieży

Polskiej do ogniska rozpalonego przed I Domem Akademckim (żeń-

skim) w Rokitnicy. Legitymację swoją spalił również ówczesny prze-

wodniczący Zarządu Uczelnianego

Zenek Stęplewski

. Delegacja

Rady Rewolucyjnej udała się do komendanta miasta Milicji Obywa-

telskiej, część weszła do środka, druga grupa czekała na zewnątrz,

żądając, aby w mieście nie pojawiały się patrole umundurowane,

mogące sprowokować zajścia uliczne. Sami zaś zobowiązaliśmy się

do patrolowaniamiasta przez trójki studenckie. Pozwoliło to uniknąć

spięć, któremogły się skończyć tragiczniedla stron. Na 6października

zwołaliśmy wiec młodzieży w teatrze Huty Zabrze, gdzie rozliczono

się z przeszłością,

oficjalnie podano do wiadomości komunikat

o rozwiązaniuZMP i byliśmy absolutniepierwsi wkraju!

A po nas

reakcją łańcuchową rozwiązały ZMP inne polskie uczelnie. Na wiecu

przemówienie wiodące Rady Rewolucyjnej wygłosił mój o rok młod-

szy kolega licealny z katowickiego „Mickiewicza”

Jacek Hawiger

(prof. wydziału LekarskiegoUniwersytetuwNashvillewUSA)W imie-

niu pomocniczych pracowników nauki przemówiła pani adiunkt

Bożena Hager-Małecka

, wybitny pediatra, prof. i dr honoris causa

naszej uczelni. Było to Jej najlepsze wystąpienie, jakie kiedykolwiek

wygłosiła. Pełne patriotyzmu i nadziei na wolną, suwerenną ojczyznę

– Polskę.

Przedstawiliśmy opracowany razem z Jackiem Hawigierem projekt

statutu

DemokratycznegoZwiązkuMłodzieży

. Po usunięciu z Rady

Rewolucyjnej kolegówz przeszłościąpartyjną, wybranomnie jej prze-

wodniczącym. Na sali wrzało od okrzyków i namiętnych protestów

przeciw panującemu wówczas reżimowi. Wybrano delegację Rady

Rewolucyjnej Studentów ŚlAM do rozmów i przedstawienia ww. po-

stulatów Komitetowi Centralnemu PZPR. W skład delegacji weszli:

ówczesny kierownik naszego teatru „Satyromycyna”

Marek Broni-

kowski

jako przewodniczący oraz

Andrzej Markiewicz

i

Jacek Mu-

siałowicz

– członkowie. Ich rozmowy wWarszawie nie dały wyników.

Zawiedzeni postawąwładz, wrócili z pustymi rękami na uczelnię.

Na zakończenie naszego wiecu w teatrze Huty Zabrze wspaniałe wy-

stąpieniepełnemądrości i rozwagi wygłosił po raz pierwszyprzez nas

przedstawiony niedozwolonym dotychczas tytułem „Jego Magnifi-

cencja Rektor ŚlAM" prof. Marian Garlicki. Wiec zakończyła młodzież

spontanicznymodśpiewaniem„Roty”.