11
Pro Medico
•
kwiecień 2016
z teki rzecznika
Standardy
– czy o to nam chodziło?
Przed dwoma laty miałem zaszczyt
uczestniczyć w konferencji prawno-me-
dycznej zorganizowanej przez Dolnoślą-
ską Izbę Lekarską. W trakcie obrad jedna
z prelegentek, będąca profesorem prawa,
przedstawiła opinię, z której wynikało,
że źródłem wiedzy dla lekarza są usta-
wy i rozporządzenia. To sformułowanie
spotkało się z moim sprzeciwem, który
musiałem publicznie wyrazić. Uważałem,
że źródłem wiedzy dla lekarza są podręcz-
niki z zakresu medycyny, bo to w nich wie-
dza medyczna jest publikowana. Ustawy
i rozporządzenia, będąc aktami prawnymi
regulują jedynie otoczenie, w którym le-
karzowi przychodzi wykonywać swój za-
wód. Niestety szybko okazało się, że moje
przekonanie nie jest do końca prawdziwe.
W2012 r.minister zdrowiawydał historycz-
nie pierwsze rozporządzenie w sprawie
standardów postępowania medycznego
przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych
z zakresu opieki okołoporodowej sprawo-
wanej nad kobietą w okresie fizjologicz-
nej ciąży, fizjologicznego porodu, połogu
oraz opieki nad noworodkiem. Wmomen-
cie wprowadzenia tego rozporządzenia
w życie wszyscy byli przekonani, że jego
głównym przesłaniem było umożliwienie
legalizacji i bezpiecznego prowadzenia
porodów w warunkach domowych. Nie-
stety, życie przeniosło bezkrytycznie ten
przepis do rzeczywistości porodów szpi-
talnych. Od wielu lat część lekarzy doma-
gała się od towarzystw naukowych two-
rzenia standardów, które miały ułatwić
wybór najlepszych metodyk diagnostyki
i leczenia. Wszyscy mieliśmy nadzieję,
że one ułatwią nam życie. W wielu specjal-
nościach standardy takie, jako rekomen-
dacje, czyli zalecenia w typie tzw. dobrych
praktyk, zostały opracowane i upowszech-
nione.
Nikt jednak, oprócz luminarzy
położnictwa, nie wpadł na ten „genial-
ny pomysł”, aby standardy wprowadzać
drogą tak wysoko umocowanego aktu
prawnego, jakim jest rozporządzenie.
Co więcej, nikt nie wyciągnął wniosków
z tych działań i w listopadzie 2015 r.
zostało opublikowane kolejne rozpo-
rządzenie w dziedzinie położnictwa
i ginekologii,
tym razem w wybranych
przypadkach występowania ciąży powi-
kłanej.
Coś, co miało nam pomóc teraz może
okazać się, że będzie głównie utrudniało
pracę, niejednokrotnie prowadząc do od-
powiedzialności zawodowej, karnej, cywil-
nej. Dzisiaj prokurator prowadząc sprawę
położniczą nie będzie musiał powoływać
biegłego. Wystarczy, że położy na biur-
ku rozporządzenie, w którym określone
są bezwzględne nakazy działania, spraw-
dzi ich realizację z dokumentacją medycz-
ną, uzupełni odpowiedziami udzielonymi
w trakcie przesłuchania na pytania, wy-
ciągnie wnioski, że naruszenie przepisów
prowadziło do stworzenia zagrożenia
zdrowia lub życia. I bez problemu zbuduje
i uzasadni akt oskarżenia. Przykładem, jak
zmieniło rzeczywistość stworzenie stan-
dardów będących przepisami prawa, do-
skonale ilustruje przebieg zdarzeń w szpi-
talu, z którym jestem zawodowo związany.
Na przełomie roku w szpitalu odbywała
się dwumiesięczna kontrola prowadzona
przez Najwyższą Izbę Kontroli w zakresie
realizacji w oddziałach położniczo-gine-
kologicznych pierwszego z cytowanych
wyżej
rozporządzeń.
Oddelegowana
do kontroli Pani przygotowała sobie kilka-
dziesiąt pytań sporządzonych na podsta-
wie w/w rozporządzenia. Losowo wybrała
kilkadziesiąt historii chorób pacjentek,
które wcześniej odpowiadały na przesłaną
im przez NIK ankietę. Pracownicy oddziału
musieli wskazywać miejsca, gdzie w histo-
rii odnotowano fakt zapoznania się lekarza
z wynikami badań dodatkowych, uzyska-
nia zgody pacjentki na wykonanie wlewu,
golenia owłosienia łonowego, w którym
miejscu personel odnotował najprostsze,
rutynowe czynności, jak ocena krwawie-
nia, siłę skurczu mięśnia macicy itd., itd.
Następnie udzielaliśmy wyczerpujących
informacji i wyjaśnień, dlaczego różne
dane nie zostały w sposób szczególny
uwypuklone w dokumentacji i dlaczego
nasze wyjaśnienia rozbieżne są z oceną
faktów przez pacjentki. Jedyną korzyścią
z przeprowadzonej kontroli będą nowe
druczki, które personel oddziałów położ-
niczych będzie musiał wypełniać, opisu-
jąc skrzętnie, co zrobił. Przez 30 lat pracy
zawodowej nie spotkałem się z sytuacją,
kiedy to NIK sprawdza procedury leczni-
cze w szpitalu. Mam wrażenie, że kolejny
raz oczekiwania lekarzy drastycznie roz-
minęły się z rzeczywistością, którą nam
przygotowano.
Z wielkim zdziwieniem czytam publikacje,
w których autorzy zachwyceni są, że zrobi-
liśmy znowu „coś” jako pierwsi w Europie,
a prawdopodobnie i na świecie. Zachwy-
ceni są chyba tylko pomysłodawcy i praw-
nicy. Natomiast mój szacunek zyskali
wszyscy ci, którzy walczą o to, by standar-
dy medyczne powstały, ale żeby pozostały
medycznymi, a nigdy nie były wprowa-
dzane pod postacią aktów prawnych.
Tego życzę wszystkim kolegom, którzy
mają to szczęście, że wykonują specjaliza-
cję inną niż położnictwo.
Dr n. med. Tadeusz Urban
Okręgowy Rzecznik
Odpowiedzialności Zawodowej
Przez 30 lat pracy zawodowej nie
spotkałem się z sytuacją, kiedy to NIK
sprawdza procedury lecznicze w szpitalu.
Mój szacunek zyskali wszyscy ci, którzy
walczą o to, by standardy medyczne
powstały, ale żeby pozostały medycznymi,
a nigdy nie były wprowadzane pod postacią
aktów prawnych.




