Pro Medico
•
listopad 2017
28
notatki z podróży
W weekendy ożywały stare kwartały,
odległe od centrum miasta. Był piątek,
więc na spotkaniu w osiedlowym klubie
tanecznym zgromadziło się kilkanaście
par. Wnętrze było niezbyt zachęcające.
Koślawe krzesła, małe, okrągłe stoliki, nie-
które, chybocząc się, zagrażały wylaniem
wina z pełnych szklanek. Ściany, malowa-
ne do wysokości 1,5 m farbą olejną, któ-
re u nas znamy pod nazwą lamperii oraz
panujący w lokalu półmrok, potęgował
nastrój charakterystyczny dla czasów,
określanych u nas stylem socrealizmu. (…)
Wszyscy tancerze z tej knajpy byli – zda-
wałoby się – znajomymi z jednej, osie-
dlowej dzielnicy. Osiemdziesięcioletnia,
starsza wytworna pani serdecznie witała
się z szesnastolatką w dredach. Ta młoda
dziewczyna przyprowadziła tu swojego
nowego chłopaka, nieznającego jeszcze
tej „przystani”. Ciągle napływający zna-
jomi mieszali się ze sobą przy stolikach
i w tańcu. Najbardziej zaskoczył nas,
obserwatorów tego spektaklu, mężczyzna
w wieku ok. 35 lat, który zjawił się przed
północą, z plastikową torebką w ręku.
Występował w T- shircie koloru zielonego,
intensywnej i niemodnej już barwy. Usiadł
na krzesełku przy wejściu, wyjął z foliowej,
szeleszczącej torby czarne lakierki, swoje
podarte tenisówki wsunął z przyniesioną
torebką pod krzesło. I oto ukazał się przed
nami zaczarowany tancerz. Kobietę, którą
poprosił do tańca, prowadził znakomi-
cie. Nie wiedzieliśmy, czy kroki są zgod-
ne z regułami tańca, nam podobało się
wszystko. Elegancja ruchów, wytworność
gestów, muzyka sącząca się z gramo-
fonu... Klimat niepowtarzalny. Mroczne
tango, pośród którego byliśmy my, rozma-
rzeni i oddani tajemniczym dźwiękom...
A tango rozbrzmiewa wszędzie, na ulicach
„boskiego Buenos”, na obrzeżach i w cen-
trum. Na placu przy katedrze tańczy
smukła para latynoamerykanów. Tancerz
jest ubrany w czarny frak i białą koszulę,
kobieta w wydekoltowaną czarną sukien-
kę, z wysokim rozcięciem. Z daleka widać,
że nogi ma gołe, ale tatuaż imitujący pod-
wiązki na obu udach jest całkiem udany.
Po imponującym, półgodzinnym tańcu
kobieta podchodzi do widzów z prośbą
o datki pieniężne... Było na co popatrzeć,
więc każdy chętnie sypnie groszem.
Dzielnica La Boca to dawna dzielnica por-
towa, położona przy nabrzeżu. Dziś, jak
dawniej, spełnia funkcję noclegowni dla
robotników portowych. Skromne domy
zbudowane są najczęściej z blachy falistej,
pomalowane jaskrawo, na czerwono, nie-
biesko, żółto. Na ścianach widnieją scen-
ki z życia robotników, wizerunki statków
pod pełnymi żaglami, postacie marynarzy.
Na balkonie jednego z kolorowych dom-
ków znalazły się nawet figury przedsta-
wiające Evitę Peron oraz papieża Francisz-
ka. Jakaranda (czytaj: dżakaranta), słowo
niełatwe do zapamiętania od pierwszego
razu, to drzewo kwitnące na wiosnę. Zdo-
bi skwery, ulice, ogródki. Liliowe, miękkie
i delikatne kwiaty opadają na trawniki,
ścieląc się jak dywan. Miałam wrażenie,
że to fioletowe krokusy pokryły chod-
niki Buenos Aires... W drodze na cmen-
tarz Recoleta spotykaliśmy jeszcze jeden
kwiat. Srebrną, błyszczącą „figurę” stojącą
na lekkim wzniesieniu w parku miejskim.
Przedstawia ogromny, kilkunastometro-
wy kwiat, który rozwija płatki o wscho-
dzie słońca, zamyka je co wieczór i przy
pochmurnej pogodzie. Nam towarzyszyło
wiosenne słońce, płatki były otwarte.
Miasto Buenos Aires nazywane jest Pary-
żem południa ze względu na szerokie
ulice, ocienione drzewami, głównie jaka-
randą. Tak jak w Paryżu rosną tu plata-
ny, a liczne skwerki kuszą ławeczkami.
Kamienice, które budowane były w XIX
i na początku XX w. reprezentują styl iście
„paryski”. Czteropiętrowe budynki pre-
zentują się okazale ze swoimi okienkami
w dachach, z cudnymi portalami nad wej-
ściem. Kariatydy dźwigają szklane zadasze-
nia, bramy są w stylu secesyjnym, a okna
na parterze zdobią kute kraty. Główne ulice
miasta są szerokie, nawet czteropasmowe,
mają wyosobniony pas dla komunikacji
miejskiej.
Ciekawy jest zabytkowy cmentarz Reco-
leta. Ten cmentarz z wąskimi uliczkami
podobny jest do paryskiego Père-Lachaise
lub Montmartre. Grobowce rodzinne
jawią się jako małe, murowane domki,
istne mauzolea z ołtarzykami, odgrodzo-
ne od rzeczywistego świata secesyjną
bramą. Solidne, drewniane trumny usta-
wiane są w ich wnętrzu, na widocznym
miejscu. Stoją wyeksponowane na stołach
BOSKIE BUENOS
Dziewczyna tańczyła tango z zamkniętymi oczami. Była zamyślona i jakby nie-
obecna. Poruszała się zwiewnie, lekko kręciła biodrami, stąpała drobno, stopy
miała bose, całą sobą odczuwała taniec. Była późna noc, siedzieliśmy przy stoliku
w San Thelmo, dzielnicy Buenos Aires, od dłuższego czasu obserwując tańczące
pary.
Jak w piosence Kory „Złote tango”: „Spada z nieba chmura złota, kiedy tango z Tobą tańczę”...




