25
Pro Medico
•
listopad 2017
zdrowie lekarza
Pod takim tytułem
(ang. Addicted Healers; Published September 11th
2012 by New Horizon Press
) dr
Ethan Bryson
, prof. anestezjologii
i psychiatrii na nowojorskim Icahn School of Medicine, wydał książ-
kę o lekomanii wśród personelu medycznego. W Kanadzie i USA
wywołała spory rozgłos, z uwagi na wskazanie anestezjologów jako
grupy lekarzy szczególnie narażonych na uzależnienie od opioidów.
Bryson przeprowadził wywiady z setkami lekarzy. Opublikował dane,
z którychwynikało, że doskonale zdając sobie sprawę z działania leku
i jego potencjału uzależniającego, pierwsi nadużywali fentanylu,
zsyntetyzowanego przez belgijskiego chemika w 1959 r. i mającego
zastosowanie jako środek znieczulający.
„Dostępdo substancji psycho-
aktywnychmożedlaanestezjologówokazaćsięśmiertelnieniebezpiecz-
nym ryzykiem zawodowym”
– ostrzegał Bryson. Lekarze, z którymi
rozmawiał, (będący już na kuracji odwykowej) opowiadali, że
„potra-
fili wstrzykiwać sobie lekarstwa przeznaczone dla pacjenta, a także,
że zdarzało im się przeszukiwać pojemniki z zużytymi igłami tylko
po to, żeby znaleźć jakieś pojedyncze krople anestetyków. Nie dbali o to,
żemogli w ten sposób zarazić się żółtaczką czy HIV (...) Jeżeli znajdowali
wwyrzuconej strzykawce jakieś resztki – nieważne, czy był to upragnio-
ny fentanyl, czy coś innego – w desperacji wstrzykiwali je sobie w żyłę”
.
Ale zachowanie lekarzy – narkomanów może również mieć niebez-
pieczne konsekwencje dla pacjentów.
„Jeżeli medycy podbierają część
środków przeciwbólowych przeznaczonych dla chorego, to z zewnątrz
wygląda to tak, jak gdyby zwiększyła się tolerancja chorego na lekar-
stwo”.
Wnastępnych latach zaostrzono przepisy i kontrole, ale raport
z2015r.,opublikowanyw„CanadianJournalofAnesthesia”,dotyczący
nadużywania substancji odurzających przez kanadyjskich rezyden-
tów,wskazywał,żepomimopróbzaostrzeniaprzepisówregulujących
dostępność i utylizację substancji kontrolowanych wykorzystywa-
Uzależnieni uzdrowiciele
że i nas samych może dotknąć choroba.
Tym samym i my powinniśmy się diagno-
zować i leczyć. Uzależnienie jako wstydliwa
przypadłość stanowi tu dodatkowy pro-
blem, bo wstyd i lęk przed stygmatyzacją,
ośmieszeniem i utratą prestiżu wydłuża-
ją czas, zanim lekarz podejmie decyzję
o leczeniu. Postawa środowiska ma tu bar-
dzo duże znaczenie, wiele zależy od tego,
czy solidarność zawodowa nie jest jedynie
ukrywaniem problemu, ale rzeczywistym
wsparciem do jego rozpoznania i leczenia.
Śmierć młodego lekarza zawsze jest trage-
dią i w jakiś sposób obciąża całe środowi-
sko, nas wszystkich. Pozostaje pytanie: czy
zrobiliśmy wszystko? Co jeszcze można
było zrobić?
– Czy zmienia się forma uzależnień?
– Z moich obserwacji wynika, że coraz
rzadziej trafiają się „czyste” uzależnienia
od alkoholu. Najczęściej to mieszanki alko-
holowo-lekowe lub alkoholowo-narkoty-
kowe. Podkreślenia wymaga fakt, że natura
uzależnień jest tożsama, jednak uzależnie-
nie od więcej niż jednej substancji psycho-
aktywnej pogarsza rokowanie co do stanu
zdrowia somatycznego i postępów leczenia.
–„Czy jestem już uzależniony?”, czyli
kiedy objawy są alarmujące? Czy na każ-
dym etapie równie łatwo wyjść z nało-
gu czy zależy to tylko od silnej psychiki
danej osoby?
– Faza sygnałów ostrzegawczych to ta faza,
gdy zaczynają się pojawiać szkody spo-
wodowane piciem i braniem, gdy zostaje
upośledzona kontrola. Trudno tę fazę wyła-
pać, bo u każdego może przebiegać trochę
inaczej. Często jest tak, że to otoczenie
wyraźniej niż zainteresowany dostrzega,
że coś jest nie tak, że dana osoba zmie-
nia się, że traci kontrolę, stacza się. Ważne
więc są informacje od otoczenia, przyjaciół
i rodziny, które mówią, że „było za dużo”,
„miarka się przebrała”, albo „masz problem”.
Temat tak zwanej „silnej woli, silnej psychi-
ki” bywa mylący. Tak naprawdę dla sukcesu
w wyjściu z nałogu nie ma znaczenia silny
charakter, ale decyzja i determinacja w dąże-
niu do celu. Na tę determinację według tra-
dycji Ruchu AA ma wpływ tzw. „osiągnięcie
swojego dna”, czyli doświadczenie i uświa-
domienie sobie strat ponoszonych w związ-
ku z nałogiemoraz uznanie swojej odpowie-
dzialności za zdrowienie. Na każdym etapie
nałogu jest szansa, aby z niego wyjść. Rzecz
w tym, że im dłużej trwa nałóg, tym więk-
sze straty zdrowotne, społeczne, moralne.
Ogromne znaczeniewwypadkunas, lekarzy,
ma to, aby straty związane z nałogiem nie
dotknęły naszych pacjentów... Najlepiej więc
sięgać po pomoc przy pierwszych sygna-
łach, żemożemymieć problem.
– Jak lekarz ŚILmoże szukać pomocy?
– Pomoc Pełnomocnika jest dla lekarzy
naszej Izby bezpłatna. Dyżuruję pod telefo-
nem od 8.00 do 20.00 w każdą środę oraz
również w środę przyjmuję umówione oso-
by w biurze pełnomocnika na terenie izby
od 15.00 do 17.00. Na wizyty z zachowaniem
zasad poufności można się umówić również
za pośrednictwem Pani Małgorzaty Sobo-
lewskiej, która prowadzi wraz ze mną biuro
Pełnomocnika i jest dostępna pod podanym
w ogłoszeniu numerem telefonu od ponie-
działku do piątku.
Jeśli lekarz zgłasza się sam, jego wizyta
i przedstawione problemy są objęte pełną
dyskrecją na zasadzie tajemnicy lekarskiej.
Jeśli jest to problem, który jest już w zainte-
resowaniu ORL, OROZ lub Sądu Lekarskiego,
wówczas jako Pełnomocnik zdaję sprawę
ze spotkania, odpowiadając na konkretne
pytania ww. organów Izby. Podkreślenia
wymaga fakt, że są to jedynie okrojone infor-
macje, będące w zainteresowaniu organów,
a nie wszystkie szczegóły kontaktu z leka-
rzem. Oferuję pomoc w diagnozie problemu
zdrowotnego i pokierowaniu do właściwej
placówki. Lekarz nie leczy się u Pełnomocni-
ka, ale Pełnomocnik motywuje do leczenia
i monitoruje postępy w leczeniu. Jeszcze
na koniec praktyczna wskazówka: do psy-
chiatry czy psychoterapeuty uzależnień nie
potrzebujemy żadnego skierowania, wystar-
czy ustalić termin spotkaniawporadni. Waż-
ne jest to, że nasze lecznictwo odwykowe
na przestrzeni ostatnich lat bardzo się rozwi-
nęło i oferta leczenia w ośrodkach zarówno
tych z NFZ, jak i prywatnych w naszym kraju
jest naprawdę bardzo dobra.
nych na salach operacyjnych,
opioidy pozostały najczęściej
nadużywanym przez kanadyj-
skich lekarzy środkiem.
W Polsce także pojawiło się
wiele publikacji, wskazują-
cych, że np. lekomania stała się
„domowym sposobem” na...
wychodzenie z alkoholizmu.
Takie samoleczenie koktaj-
lem z tabletek lub kuracjami
dożylnymi może trwać latami,
aż do dramatycznego końca.
Lekarze jako grupa zawo-
dowa nie są tu wyjątkiem.
„Potrzebują” środków nasen-
nych, uspokajających, albo (i)
pobudzających, by „lepiej funkcjonować”. Prof. dr hab. n. med.
Piotr
Gałecki
z UMw Łodzi, konsultant krajowy ds. psychiatrii, powiedział:
„
Częstouzależniają sięwybitni lekarze. Ci, którzy osiągnęli sukces i czują,
że są niezastąpieni. Przede wszystkim anestezjolodzy, neurochirurdzy,
chirurdzy, onkolodzy, kardiochirurdzy i transplantolodzy. Ciągle muszą
być w gotowości, nie mogą pozwolić sobie na odpoczynek, muszą być
jakmaszyny
.”
GrażynaOgrodowska
(oprac. na podstawie artykułu Rumana D’Souza, w tłum. Zuzanny Krasow-
skiej, opublikowanego w
https://www.vice.com/pl/article/dpn74k/niezna- na-historia-pierwszych-ofiar-fentanylu oraz „Lekarze na prochach; New-
sweek, wrzesień 2015)
Rozmawiała: GrażynaOgrodowska




