Pro Medico
•
listopad 2017
24
zdrowie lekarza
– Grażyna Ogrodowska: Mija rok, trud-
ny w ochronie zdrowia – czy znajduje
to odbicie w zwiększeniu liczby osób
szukających pomocy u Pełnomocnika?
–
Dr Dorota Rzepniewska:
Rzeczywiście
upływający rok obfitował w szereg zmian
w ochronie zdrowia, co zawsze wiąże się
ze zwiększeniem współczynnika stresu,
któremu jako środowisko lekarskie podle-
gamy. W tym roku do tej pory przyjęłam
już tylu lekarzy, ilu w poprzednich latach
w ciągu całego roku, a jest dopiero począ-
tek października.
– Kto się do Pani Doktor zgłaszał?
– Zgłaszali się zarówno mężczyźni, jak
i kobiety. Wśród pań dominowały specjal-
ności zabiegowe oraz stomatologia, wśród
panów anestezjologia i chirurgia. Zgłosiło
się trzy razy więcej mężczyzn niż kobiet.Tyl-
ko jedna osobamiałamniej niż 30 lat, pozo-
stałe to osoby w wieku 30-40 lat i dwóch
lekarzy w wieku okołoemerytalnym.
– Czy przewaga mężczyzn wskazuje,
że lekarze kobiety są, Pani zdaniem,
odporniejsze na uleganie nałogowi, czy
może lepiej potrafią się maskować?
– Z tym „maskowaniem się” trafiła Pani
redaktor w sedno. Jako kobiety, nie jeste-
śmy wcale bardziej odporne na stres, pod-
legamy mu w takim samym stopniu, jak
mężczyźni, przy czym reagujemy trochę
inaczej. Kobiecy alkoholizm czy narkoma-
nia rzeczywiście dłużej pozostają w ukry-
ciu. To często picie ukradkiem w tajemnicy
przed otoczeniem zawodowym, a nawet
najbliższą
rodziną.
Charakterystyczna
jest szczególna dbałość o staranny maki-
jaż i zadbany wygląd zewnętrzny. Często
kobiety nawet w zaawansowanym stopniu
uzależnienia bardzo precyzyjnie wywią-
zują się ze swoich obowiązków. Opóźnia
to oczywiście diagnozę problemu, tym
samym powoduje, że trafiają one do lecze-
nia nierzadko już w bardzo zaawansowa-
nym stadium choroby alkoholowej.
– Jakiej pomocy oczekują lekarze uza-
leżnieni, a co mogą uzyskać? Czy ich
oczekiwania rozmijają się z realiami?
– W moim rozumieniu wobec problemów
zdrowia psychicznego i uzależnień lekarze
potrzebują spokojnej rozmowy i empatii.
Jako Pełnomocnik, a jednocześnie koleżan-
ka – lekarz staram się, aby były to rozmowy
rozwiewające wątpliwości co do diagnozy
i proponowanego sposobu postępowania.
Oferuję z jednej strony moje doświadcze-
nie psychiatry i psychoterapeuty, a z dru-
giej wspieram w podjęciu decyzji o lecze-
niu. Staram się, aby rozmowy przebiegały
w przyjaznej atmosferze i przy maksymal-
nym poziomie dyskrecji. Leczenie odwy-
kowe czy psychiatryczne nie jest łatwym
tematem. To wciąż problem wywołujący
uczucie wstydu i lęku. Nikt nie zgłasza się
do takiego leczenia z przyjemnością, a zwy-
kle pod mniejszym lub większym przymu-
sem. Czasem jest to przymus formalny, gdy
od lekarza wymagane jest odbycie leczenia
Z pomocą można nie zdążyć...
Rozmowa z dr Dorotą Rzepniewską, Pełnomocnikiem ds. zdrowia Lekarzy i Leka-
rzy Dentystów ŚIL
odwykowego, aby zachował lub odzyskał
prawo wykonywania zawodu. Częściej
lekarz zgłasza się do mnie sam lub zmoty-
wowany przez rodzinę – to przymus spo-
wodowany pogorszeniem stanu zdrowia
lub trudna, konfliktowa sytuacja rodzinna.
– Jaki był największy Pani sukces,
np. pacjent, o którympamięta i którego
przykład napawa optymizmem?
– Zawsze z przyjemnością wspominam
kontakt z lekarką, która trafiła do mnie
w związku z zawieszeniem prawa wyko-
nywania zawodu z powodu uzależnienia.
Po odbyciu pełnego cyklu terapii odzyskała
prawo wykonywania zawodu i powróciła
z sukcesem do pracy. Przez trzy lata jesz-
cze monitorowałam jej postępy w lecze-
niu na spotkaniach w Izbie. W ten sposób
pacjenci odzyskali swojego lekarza, a śro-
dowisko fachową, doświadczoną kole-
żankę. Co ciekawe, niedawno spotkałam
Panią Doktor w poradni terapii uzależnień,
zapytałam, dlaczego korzysta z pomocy,
martwiąc się, że ma nawrót czynnej fazy
nałogu. Odpowiedziała, że spotyka się kil-
ka razy w roku ze swoim terapeutą, aby
nie zapomnieć kim jest i... nie powtórzyć
błędu. To spotkanie było bardzo budujące.
Zwłaszcza, że jest w abstynencji już osiem
lat i jej obowiązek kontaktu z pełnomocni-
kiem dawno wygasł.
– A największa porażka?
– Chyba sytuacja sprzed dwóch lat, gdy
nie zdążyłam z pomocą do lekarki, która
zmarła w aktywnej fazie nałogu narkoty-
kowego. Co ciekawe, po interwencji jej
przełożonych miałyśmy już uzgodniony
termin spotkania, na które Pani Doktor
wyraziła zgodę... Tak wiele się już uda-
ło... Jednak choroba okazała się szybsza.
To kolejny dowód, że uzależnienie jest
chorobą przewlekłą, postępującą i... śmier-
telną i że można z pomocą nie zdążyć. Jako
lekarze, mamy dużą trudność w wejściu
w rolę pacjenta. Stałe przebywanie po tej
„drugiej stronie” powoduje zapominanie,
Dr Dorota Rzepniewska: „Lekarze potrzebują spokojnej rozmowy i empatii”.
Wstyd i lęk przed stygmatyzacją,
ośmieszeniem i utratą prestiżu, wydłużają czas,
zanim lekarz podejmie decyzję o leczeniu.
Fot. Archiwum „Pro Medico”




