23
Pro Medico
•
listopad 2017
kongresy
–Dlaczego w „Titanicu” główną rolę grał
LeonardoDi Caprio?
– Bo gdyby grał Chuck Norris, to by wszystkich
uratował i katastrofa nie byłaby tak piękna.
W służbie zdrowia katastrofa zdarza się
nagminnie, ale rząd udaje, że jej nie widzi,
pomimo ostrzeżeń niedoświadczonych
(„zanim was zabijemy”) lub przemęczonych
(„nie chcemy umierać w pracy”)* lekarzy.
Nasz minister zdrowia ma świadomość,
że gdyby nie codzienne szarżowanie (a la’
Chuck) tysięcy lekarzy, polegające na bie-
ganiu z jednej do drugiej, trzeciej i czwartej
pracy, to trzeba by było zamknąć wiele pla-
cówek. Właśnie autodestrukcyjna postawa
jest jedyną gwarancją, że pacjenci w koń-
cu i jakimś cudem są leczeni w zatłoczonej
poradni, czy po miesiącach oczekiwania
w kolejce są przyjmowani do szpitala na pla-
nowe operacje.
Judymowe piętno dotyczy też starych leka-
rzy, którzy pracują na ostrych dyżurach
i dzięki ich poświęceniu dyrektorzy – mene-
dżerowie służby zdrowia mogą sprawoz-
dawać Narodowemu Funduszowi Zdrowia,
że wszystko jest OK i ludność ma„zabezpie-
czone usługi medyczne”. Pod presją dyrekto-
rów lekarze z etatu przechodzą na umowy
cywilnoprawne lub„dobrowolnie”rezygnują
z prawadoodpoczynkupopracypodpisując
klauzulę „opt-out” stawiając się poza inge-
rencją państwowej inspekcji grożącą praco-
dawcy karami.
Poczucie misji, posłannictwa, natręctwo
dyżurowania i inne objawy chorób psychicz-
nych powodują, że lekarze pracują ponad
miarę. Minister stwierdził, że
„lekarze są prze-
pracowani i to jest wpisane w ten zawód,
a jedynymograniczeniem tego zjawiska powi-
nienbyćzdrowyrozsądek,boniktniejestzobo-
wiązanydopracyponadsiły”
.
Ergo
: lekarzenie
grzeszą rozsądkiem, czyli pracują z powodu
wpisanej w zawód... głupoty. Refleksję nad
tym stwierdzeniem prowokuje zachowanie
maszynisty InterCity, który po 12 godzinach
i zgodnie z prawem zakończył pracę, unie-
ruchamiając pociąg, więc wykazał się odpo-
wiedzialnością za bezpieczeństwo swoje
oraz pasażerów (jak niektórzy pamiętają,
przemęczony maszynista uśmiercił w kata-
strofie pod Toruniem 67 osób). Wychodzi
na to, że po 48 godzinach dyżuru przystępu-
jący do operacji chirurg jest skrajnie nieod-
powiedzialny...
Mógłbym przyznać rację ministrowi, gdyby
nie fakt, że to nie charakteropatia lekarzy,
lecz pułapka systemu wynagrodzeń powo-
duje powszechną wieloetatowość. Dzisiaj,
gdy wysokość średniej krajowej pensji
wynosi 4500 zł, a wynagrodzenie lekarza-
specjalisty wynosi 3300-3500 zł „
to sytuacja
rezydentów i tak nie jest zła”
– mówi minister,
obiecując podwyżki za kilka lat. Zresztą sam
wskazał stażystom, że środkiem zaradczym
na niskie płace jest
„zwiększenie godzin pracy
ponad podstawowy etat”
. Kto jest nieodpo-
wiedzialny?
Coraz więcej (10%) absolwentów medycyny
wyjeżdża za granicę, a przeciwdziałać temu
ma wprowadzenie, zgodnie z propozycją
ministra szkolnictwa wyższego, odpłatności
za studiamedyczne. (To też już było:młodym
lekarzem będąc, przed wyjazdem na zagra-
niczną wycieczkę musiałem w urzędzie zło-
żyć weksel na niebotyczną sumę). Zarzut,
że takie przepisy to dyskryminacja naszego
zawodu i że są niekonstytucyjne – zostanie
prawdopodobnie oddalony przez dublerów.
Tak więc na życiową decyzję młodych leka-
rzy, którzy nie godzą się na klepanie biedy
o 1000 zł poniżej średniej – zostaje coraz
mniej czasu.
Dramatyczne relacje rezydentów z pracy
i dyżurów* to katastrofa w obszarze bezpie-
czeństwa zdrowotnego obywateli porów-
nywalna w skali kraju z „Titanikiem”. Tyle,
że na filmie ginęli zdrowi ludzie, a w scena-
riuszu pisanym przez rząd w pierwszej kolej-
ności na dnomogą iść chorzy, czyli pacjenci.
Młodzi koledzy w zawodzie mobilizują się
do ogólnokrajowych protestów, także w for-
mie strajku głodowego, które zostaną po raz
kolejny przedstawione społeczeństwu jako
działania wymierzone przeciwko chorym.
Następnym, dającym się przewidzieć kro-
kiem rządu, by zadusić lekarskie żądania
godziwych warunków płacowych, będzie
informowanie w środkach masowego prze-
kazu o lekarskich pensjach ciułanych za kil-
kaset godzin pracy, na kontraktach, w wielu
placówkach, a przedstawianych jako wyna-
grodzenie zasadnicze. To też już było. Mity
o wysokich zarobkach lekarzy funkcjonują
w powszechnym obiegu świeckim (pokaż
lekarzu…), ale także pokutują jako prawda
objawiona: „praca medyka jest zawodem,
wktórymmożnanajszybciej i najwięcej zaro-
bić”. Podobnymkłamstwembyła niezatapial-
ność„Titanica”.
Młodzi lekarze uważnie, wręcz lodowato
obserwują funkcjonowanie służby zdrowia
i nie zgadzają się na rozpaczliwe próby odbi-
jania się od socjalnego dna kosztem zdro-
wia i rezygnacji z normalnego życia, które
prowadzą rówieśnicy w innych zawodach.
Wprawdzie czubek góry lodowej stanowią
22 tysiące lekarzy przed uzyskaniem specja-
lizacji, ale pozostali też mogą iść „na zderze-
nie z systemem”, bo ostatnie podwyżki były
10 lat temu.
Mgliste obietnice podwyżek dla lekarzy nie
zapobiegną niedoborom kadrowym, a filo-
zofia: że jakoś się uda… załatać domowy
budżet i wylądować na koniec miesiąca bez
zderzenia z listonoszem, wręczającym upo-
mnienia płatnicze – zapowiada katastrofę.
Alternatywą jest trwanie w patologii: dodat-
kowe dyżury, kolejna poradnia...etc... Jakoś
dorobię, jakoś to będzie... Ale po zawale czy
udarzemożemy się ocknąć z ręką w basenie.
I nie będzie to basen kryty, bo pielęgniarek
też dramatycznie brakuje.
* Newsweek
MieczysławRohatynski
…cum grano salis
Jakoś to be...?
których jesteśmy po trosze nadzy i po tro-
sze biedni, bo one nadają barwę naszym
dniom i nam samym, choć już tego nawet
nie zauważamy. Może ktoś uśmiechnie się,
czytając te słowa, lecz czy naprawdę logika,
estetyka i sens życia nie są obecne nawet
na sali operacyjnej? Gdy trudne chwile skła-
niają nas do refleksji, wracamy do zapomnia-
nych składowych naszego zawodu. Na uni-
wersytecie medycznym w Helsinkach działa
Stowarzyszenie Lux Humana, zrzeszające
lekarzy, bibliotekarzy etc., którzy na spotka-
niach żywią swój intelekt czymś innym, niż
praca naukowa. Na jednym z brazylijskich
uniwersytetów prof.
Pablo Blasco
posiłkuje
się filmem, by uczyć studentów trudnych
umiejętności skutecznej komunikacji, odczy-
tywania emocji, bólu. Wiemy, że przekaz
wizualny jest jednym z najskuteczniejszych,
ale żeby aż filmem? A to świetna metoda,
angażująca. (...)
MIEJMY CZASNABYCIE SOBĄ
Byłam na AMEE, by znów przeżyć to, o czym
pisałamPaństwu: bynauczyć sięnowych rze-
czy, by dowiedzieć się, jak wiele jeszcze nie
wiem. By zobaczyć i dotknąć postępu, jaki
sięw tylu dziedzinach dokonał w tak krótkim
czasie. By być z ludźmi, tak odmiennymi ode
mnie, bo pochodzącymi z tylu krajów i kul-
tur, a tak bardzo do mnie podobnych, bo też
lekarzami i też takimi, którzy chcą jak najle-
piej uczyć, dzielić się z nimi doświadczeniem
i umiejętnościami. Byłam tam, by poznać
nowych przyjaciół, nawiązać kontakty,
które pozwolą mi pracować jeszcze lepiej,
może z większą przyjemnością i skuteczno-
ścią i które dadzą impuls do lepszych, bądź
innych działań i badań. I w końcu – a może
przede wszystkim – byłam tam, by nakar-
mić duszę i umysł, zmęczone codziennością
i rutyną, troskami i kłopotami. Bo robię to,
co„głoszę”: my, lekarze, prócz prawa do cięż-
kiej pracy i odpowiedzialności, mamy też
zwyczajne ludzkie prawo do przyjemności,
radości, odpoczynku, przyjaciół i rozrywki
intelektualnej. Korzystam z niego. Miejmy
czas na bycie sobą, offline, robiąc to, co lubi-
my. Nawet jeśli jest toMedical Education...
Dr JoannaOrtoli
felieton




