33
Pro Medico
•
luty 2015
felieton
wiązujemy do numeru pesel i kodu ICD-10
niż do nazwiska i pełnego rozpoznania cho-
roby naszych pacjentów, bo omyłka w cy-
ferkach może skutkować drakońską karą fi-
nansowąnałożonąprzezNarodowy Fundusz
Zdrowia na lekarza i świadczeniodawcę.
Kolejna ustawa o systemie informacji
wochroniezdrowiazroku2011,wprowadza-
jąca obowiązek dokumentacji medycznej
wyłączniew formie elektronicznej, to kolejny
bubel prawny, który już trzykrotnie był no-
welizowany. Lekarze niepotrzebnie spędzają
nad klawiaturą komputera połowę czasu,
który powinien być poświęcony pacjentom,
gdyż przepiswejdziewżycie dopierow2017
roku. Autorka ustawy utrzymywała, że przez
internet będzie można monitorować kolejkę
do specjalisty lubumawiać się nawizytę. Kie-
dyś, bo dzisiaj nie widzę 80-letniej pacjentki
śledzącej internetowo swojąpozycjęna liście
do geriatry.
Lekarze nie analizują konsekwencji nowych
aktów prawnych. A szkoda, bo czekają nas
niespodzianki. W orzeczeniu siedmiu sę-
dziów Sądu Najwyższego z listopada 2014 r.
stwierdzono, że„za pracę wykonywaną w ra-
mach dyżurów medycznych dopełniającą
czas pracy lekarza przysługuje jedynie doda-
tek”. Lekarz nie zyska na tym, że odbierając
obowiązkowy odpoczynek za dyżury, nie
wypracuje godzin z umowy o pracę. Trudno
się pogodzić z opinią, że praca obsługi na
stacji benzynowej w porze nocnej to takie
same godziny etatowe, jak na dyżurze lekar-
skim. Nieodzowne dla prawidłowego rozwo-
ju zawodowego cztery dyżury w miesiącu,
zwłaszcza w specjalnościach zabiegowych,
to więcej niż połowa etatowego czasu pracy,
a z dodawania wynika, że na oddział trzeba
będzie wpaść tylko na tydzień w miesiącu.
Dotychczas brak uzasadnienia tego rozstrzy-
gnięciaprawnego, alemożna spodziewać się
problemów z obsadzeniem dyżurów w nie-
dalekiej przyszłości.
Prawnicy nie przyjmują do wiadomości,
że absolwent medycyny, wybierając swoją
drogę zawodową staje na rozdrożu: albo
lecznictwo ambulatoryjne i wolne weeken-
dy oraz święta, albo szpital i nocne dyżury.
Coś za coś. Na ogół jest to decyzja na całe
życie i dla szpitalników oznacza sumaryczny
wyrok, tj. dyżurową „odsiadkę” przez prawie
dziesięć lat pozbawienia wolności i izola-
cji od rodziny. Tyle dyktuje kodeks karny za
całkiem konkretną, umyślną i makabryczną
zbrodnię. Różnimy się od grypsujących tylko
tym, że decydując się na dyżury nasza wina
jest nieumyślna, bo nie wiemy, co nas czeka.
Interpretacja przepisów prawa bywa pokręt-
na. Tak było w orzeczeniu Trybunału Konsty-
tucyjnego w sprawie dr. Misia, który zapytał,
czy za wieloletnią, ponadetatową pracę na
dyżurach (inaczej: bezprawne, bez wyroku
odosobnienie w zakładzie zamkniętym)
należy mu się jakakolwiek rekompensata.
Stwierdzono, że dyżurowanie, czyli nocna
praca ponad godzinami etatowymi, jest
dobrowolną fanaberią lekarzy szpitalnych
i z tego tytułu nie należą się ani dodatkowe
pieniądze, ani odpoczynek. Bo jak przyznać
prawo do odpoczynku w odległym czasie
od męczącego, wyczerpującego dyżuru?
Wskaźniki tzw. nadumieralności lekarzy,
w porównaniu do średniej populacyjnej, już
dzisiaj znane samorządowi lekarskiemu, nie
były brane przez Trybunał pod rozwagę i od-
dalono roszczenia wielu tysięcy lekarzy.
Nie dopuszczam myśli, że werdykty są kon-
struowane z uwzględnieniem doraźnych
potrzeb i oczekiwań rządzących, ale dyżury
medyczne są planowane i narzucane przez
pracodawcę, więc stanowią stałą składową
pracy i miesięcznego wynagrodzenia. Dy-
żury to 2/3 całkowitego czasu pracy lekarzy
szpitalnych, natomiast wynagrodzenie sta-
nowi znaczącą część dochodów. W innych
zawodach nie zobowiązuje się z miesięcz-
nym wyprzedzeniem pracowników do po-
nadetatowych godzin.
Przejawem fiskalnego egalitaryzmu wszyst-
kich zawodów jest rygor posiadania kasy
fiskalnej, który będzie nas obowiązywał od
1marca 2015 r. Minister finansówżąda, by na
paragonie dokładnie wyszczególnić nazwę
usługi. Czasem po ustaleniu terminu opera-
cji chory przychodzi do lekarza na rozmowę,
która da mu wewnętrzny spokój, nadzieję
na wyzdrowienie, po prostu: po otuchę. Po
włączeniu kasy fiskalnej możemy być pewni,
że zaufanie pacjenta do lekarza spadnie do
wartości ujemnych nawet w skali Farenheita,
zwłaszcza, że na paragonie musimy wpisać
nazwę usługi: „płatna empatia”. Pocieszające
może być tylko to, że tak jak nasi koledzy po-
sługujący się kasami fiskalnymi: taksówkarze,
kelnerzy, fryzjerzy, możemymieć nadzieję na
5 złotych napiwku.
Fiskalizacja relacji pacjent – lekarz przypo-
mina o regułach wolnego rynku, na którym
lekarze nie potrafią jeszcze się odnaleźć.
Gdy izba lekarska, powołując się na kodek-
sowy zapis o prawie pacjenta do leczenia
zgodnie z aktualnąwiedzą, zakwestionowała
stosowanie preparatów homeopatycznych,
natychmiast urząd kontroli konkurencji
wszczął postępowanie przeciwko Naczel-
nej Radzie Lekarskiej, podnosząc argument
o wolności gospodarczej, działaniu na szko-
dę producentów i dystrybutorów tych tzw.
leków. Samorząd włożył kij w mrowisko,
a konsekwencje tego przypomniały, że poza
etyką, powinnościami zawodowymi i bez-
interesownością Judyma, jest jeszcze świat
pieniądza, towaru, produkcji, klienta i bizne-
su.Wydawać by sięmogło, że tylkoniemądre
przepisy utrudniają lekarzom etyczne wyko-
nywanie zawodu, a okazuje się, że kolejną
przeszkodą jest ekonomia! Głupcze!
Repetytorium z terminologii: towar to pa-
cjent, produkcja to leczenie, imwięcej towa-
ru, tym większa kasa. Zatem kategorycznie
należy stwierdzić, że bezmyślne składanie
życzeń: ZDROWIA! – nie ma logicznego uza-
sadnienia, a wręcz wywołuje ewidentny
konflikt interesów. Im więcej surowca (prze-
praszam: chorych), tym większa produkcja,
a dotyczy to publicznej i prywatnej służby
zdrowia. Idźmy dalej tokiem argumentacji
urzędu ochrony konkurencji, który reprezen-
tując lekarzy powinien wystąpić o delegali-
zację Komitetu Zwalczania Palenia Tytoniu,
zaskarżyć do Trybunału ustawę o wychowa-
niu w trzeźwości, wycofać ustawę o zakazie
„śmieciowego” karmienia, itd. Z własnej ini-
cjatywy i we własnym interesiemożemy sze-
rzyć hasła:„Częste mycie skraca życie”,„Sport
to kalectwo”„Otyłość to rubensowski ideał”,
„Piłeś? Jedź!”,„Nie piłeś, to się napij!”
Wdrożenie pełnej komercjalizacji świadczeń
zdrowotnych przeflancuje lekarzy na biz-
nesmenów, ale – wbrew samobójczym in-
klinacjom ustawodawcy – nie takie są ocze-
kiwania społeczeństwa. Deprecjonowanie
i degradowanie zawodu zaufania publiczne-
go, jakim nadal jest zawód lekarza, nie wyj-
dzie nikomu NA ZDROWIE.
Rohatynski
Po włączeniu kasy fiskalnej możemy być
pewni, że zaufanie pacjenta do lekarza
spadnie do wartości ujemnych nawet
w skali Farenheita, gdy na paragonie
wpiszemy nazwę usługi: „płatna empatia”.
GALERIA
Zamiast ilustracji...
Władysław Bakałowicz,
„Zaproszenie
do tańca"
.
Zadanie dla Czytelników: jaki jest zwią-
zek tego obrazu z treścią artykułu?




