Pro Medico
•
luty 2016
16
Nasi Seniorzy
Lekarz, specjalista ginekologii i położ-
nictwa:
„ZAUWAŻANO MNIE,
GDY BYŁEM POTRZEBNY”
Mogę powiedzieć, że medycyna nauczyła
mnie: pokory, zasady, że lepsze jest wro-
giem dobrego i przekonania, jak fałszywa
i płytka jest tzw. koleżeńskość wśród le-
karzy. Doświadczyłem tego, kiedy po 45
latach pracy w jednym szpitalu i 23 latach
pełnienia tam funkcji zastępcy ordynato-
ra, musiałem podjąć decyzję o rozwiąza-
niu umowy o pracę. Powodem była zła
atmosfera wokół mnie, celowo tworzo-
na przez jednego z „kolegów” za moimi
plecami i zupełny brak reakcji dyrekcji
i ordynatora, mimo że wielokrotnie o nią
prosiłem, chcąc też skonfrontować enig-
matyczne zarzuty wobec których nawet
nie mogłem się bronić. Przez trzy miesiące
wypowiedzenia nikt ze mną nie rozma-
wiał. W ostatnim dniu sam zorganizowa-
łem małe spotkanie, byli koledzy, pielę-
gniarki i położne, ale przełożeni się na nim
nie pojawili. Nie usłyszałem od dyrektora,
nawet telefonicznie, „dziękuję”, a w końcu
byłem blisko pół wieku, w tym szpitalu...
Pracowałem przez całe lata z oddaniem,
nie odmawiałem kolegom pomocy, byłem
zawsze na „zawołanie”, czy miałem dyżur,
czy nie. Od dwóch lat nikt ze szpitala nie
utrzymuje już ze mną kontaktu, zauważa-
no mnie tylko wtedy, gdy byłem potrzeb-
ny.
Dyrekcja nie interesuje się eme-
rytami, seniorami. Dobrze, że tę rolę
podjęła nasza Izba Lekarska. Oceniam
bardzo pozytywnie wszystkie te dzia-
łania, to docenienie starszych lekarzy.
Może dyrektorzy, przełożeni, młodsi ko-
ledzy przeczytają ten tekst i uświadomią
sobie, że sami mogą spotkać się z taką sy-
tuacją? Klepią cię po ramieniu, wołają, jak
jesteś potrzebny, a jak odchodzisz z pracy
– koniec, człowieka nie ma. Nikomu tego
nie życzę. To pozostaje w sercu.
Lekarz dentysta, specjalista I
o
stoma-
tologii ogólnej i II
o
chirurgii stomatolo-
gicznej:
„CZUŁAM SIĘ STRASZNIE
BEZUŻYTECZNA”
Pracowała przez 32 lata w Obwodzie Lecz-
nictwa Kolejowego jako starszy asystent
w gabinecie stomatologicznym, kiedy
w roku 1993 dział kadr poinformował ją
telefonicznie, że właśnie w tym roku upły-
wa dla niej okres przejścia na emeryturę.
To była katastrofa, tragiczna informacja,
ponieważ czułam się sprawna, silna, chęt-
na do pracy. Czułam się strasznie, zupełnie
bezużyteczna, jak człowiek niepotrzebny,
którego wyrzuca się na śmietnik, niczym
bezwartościowy przedmiot.
W lecznictwie
kolejowymuprawnienia emerytalne naby-
wa się po ukończeniu 55. roku życia. Pani
doktor czuła się w pełni kompetentna,
sprawna, dlatego taka informacja była dla
niej trudna do zaakceptowania. Z pomocą
przyszła rodzina, zwłaszcza dzieci, które
z satysfakcją i radością poinformowały,
że wreszcie doczekały się czasów, kiedy
mama będzie w domu, będzie mogła
sobie i im poświęcić odpowiednio dużo
uwagi. Ich wypowiedzi zmieniły perspek-
tywę postrzegania uzyskania uprawnień
emerytalnych. Poczucie bezużyteczności
zastąpiła nadzieja na nadejście okresu wy-
tchnienia, bez zobowiązań, na spełnianie
własnych pragnień, czas dla najbliższych.
Oto miało nadejść wytchnienie, kiedy nie
trzeba będzie się zaharowywać, a na kon-
to i tak, co miesiąc spływać będą fundusze
wypracowane przez 32 lata pracy... Pogo-
dzona z tym faktem wybierała się do dzia-
łu kadr, aby dopełnić formalności, kiedy
ponownie zadzwonił telefon z tego działu
z pytaniem, czy nie zechciałaby wypełniać
swoich dotychczasowych obowiązków
jeszcze przez rok. Mimo wcześniejszych
ustaleń, pani doktor chętnie przystała
na tę propozycję. Rozwiązanie przynio-
sło samo życie. Po roku na świat przyszło
pierwsze z wnucząt i już nie pani doktor,
a „pani babcia” zrozumiała sens: zmian,
nowej roli, nowych zajęć i obowiązków.
Dlatego po roku sama zdecydowała, że to
już kres pracy zawodowej, że chce wkro-
czyć w nowy etap życia i zamierza się nim
cieszyć. Poprosiła wówczas o rozwiązanie
umowy, zaprosiła swoich przełożonych
i współpracowników na uroczyste po-
żegnanie. Na spotkaniu pożegnalnym
pojawiła się pani dyrektor, kadrowa oraz
naczelna pielęgniarka OLK w Sosnowcu.
Stawili się w komplecie kierownik jej ro-
dzimej poradni oraz współpracownicy,
Chyba z kadr już dzwonili?
Wieloletni stres wywołany stałą walką o przetrwanie na stano-
wisku pracy, dbaniem o swój rozwój zawodowy i karierę, ciągłe
zmęczenie, ciężka praca poza domem i nierzadko w domu po
powrocie z pracy, „
adrenalina, kołowrót, karuzela”
, jak mówią
niektórzy, a potem nagle, nie wiadomo jak i kiedy, można –
a często trzeba – odejść na emeryturę. Nie każdyma to szczęście
być wybitnym, znanym specjalistą i trafić przy tym na mądrych
i wrażliwych ludzi, którzy zapewnią stałe miejsce, zostawią ga-
binet z tabliczką, umożliwią kontakt z pacjentami. Dziś w wielu
korporacjach odejście na emeryturę przebiega tak, jak to opi-
sał pracownik z 35-letnim stażem: w pokoju pojawiła się pani
z sekcji gospodarczej z dużymworkiem i słowami„chyba z kadr
już dzwonili?”. Nadstawiła worek i czekała. Zgarnął więc rzeczy
z szuflad i półek, wrzucił, włożył czapkę i wyszedł.
Ku pierwszym dniom wolności i nowego życia.
A jak to wygląda w lekarskim środowisku? Poprosiliśmy kilka
osób o refleksje.
Moje przejście na emeryturę
którzy podziękowali za lata wytężonej
pracy i wspaniałą postawę zawodową
i koleżeńską.
Były kwiaty, pożegnalny upominek od
współpracowników, a całe spotkanie do
dziś wywołuje w głosie pani doktor nutę
rozrzewnienia.
To było bardzo wzrusza-
jące. Miałam wspaniałego szefa, jakiego
wszystkim życzę. Wysoka kultura osobista,
życzliwość, empatia, wyrozumiałość, ale
i ogromne wymagania. Kiedy mieliśmy kło-
pot, zawsze mogliśmy liczyć na zrozumienie
z jego strony. Szanował swoich współpra-
cowników, a my szanowaliśmy jego. Kiedy
uznał, że niesłusznie dzieje nam się krzywda,
stawał w naszej obronie, nawet jeśli konse-
kwencje mogły być dla niego nieprzyjemne.
Tak zyskuje się nie tylko szacunek współ-
pracowników, ale podbija ich serca. To miłe
wspomnienia.
Lekarz, specjalista I
o
chorób wewnętrz-
nych i II
o
medycyny przemysłowej:
„OGARNĄŁ MNIE SMUTEK I ZADUMA”
Do 70. roku życia był pracownikiem na-
ukowym SUM. Kiedy zbliżał się okres
przejścia na emeryturę (profesorowie
przechodzą na emeryturę po ukończe-
niu 70. roku życia) otrzymał pisemne za-
wiadomienie z Ministerstwa Zdrowia, że
z chwilą ukończenia 70. r. ż. umowa z SUM
zostanie rozwiązana. Pismo oczywiście
zawierało podziękowania i gratulacje za
lata wytężonej pracy na rzecz ŚAM (póź-
niej SUM).
Niemniej jednak ogarnęło mnie
pewnego rodzaju przygnębienie, smutek
i zaduma. Miałem poczucie, że oto koń-
czy się pewien ważny etap mojego życia
.
Tradycją uniwersytecką jest uroczyste
żegnanie pracowników przechodzących
na emeryturę podczas inauguracji nowe-
go roku akademickiego.
Tak też się stało
w moim wypadku. Przyjmuję to jako fakt.
Pracowałem długie lata na tę metę
. Choć
pan profesor z wielką godnością i prawie
naukowo (bez emocji) starał się przedsta-
wić okoliczności swojego przejścia w stan
spoczynku, w rozmowie dało się odczuć,
że spoczynek jest ostatnią rzeczą, za którą
tęskni.
Lekarz dentysta, specjalista I
o
stomatolo-
gii ogólnej i II
o
stomatologii zachowaw-




