Background Image
Table of Contents Table of Contents
Previous Page  25 / 36 Next Page
Information
Show Menu
Previous Page 25 / 36 Next Page
Page Background

23

Pro Medico

luty 2018

jubileusz

Gdybycofnąćczas,wracawspomnieniejesie-

ni i przełomu lat 1977-1978, czas rozruchu

Centralnego Szpitala Górniczego w Katowi-

cach-Ochojcu, okres jesiennych, pierwszych

spotkań zespołu nowego oddziału. Z ordy-

natorem dr.

Andrzejem Wejsflogiem

było

nas sześcioro, w tym ja, najmłodszy gdyński

dwudziestoparolatek z zaledwie rocznym

doświadczeniem na miejskiej „urazówce”

w Katowicach-Bogucicach.

Podjąłem pracę w nowym zespole,

w nowym szpitalu, pięknie położonym tuż

na skraju lasów murckowskich. Pamiętam

zespół pierwszych 12 pielęgniarek oddzia-

łu, spośród których tylko jedna pracuje

do dziś i właśnie wybiera się na emerytu-

rę. Wraca wspomnienie pustego jeszcze

oddziału i współuczestnictwa w urządzaniu

w siermiężny, ale jedyny dostępny wtedy

sprzęt, dokładnie taki sam, jaki stosowany

był w tamtych czasach w innych szpitalach.

Były to kiepskiej jakości łóżka ortopedyczne

z szynami bałkańskimi, prymitywne szyny

wyciągowe, licha stolarka, meble z nasiąka-

jącej wodą płyty wiórowej, nieszczelne okna,

które dały znać o sobie już pierwszej zimy,

słomki na ścianach w dyżurkach lekarskich.

Wyposażenie sal operacyjnych również

pozostawiało wiele do życzenia. Warto nad-

mienić, że pierwsze rentgenowskie ramię C,

przydatne do współpracy ze stołem ortope-

dycznym, pojawiło się dopiero pod koniec

lat 80. Był za to radiowęzeł nadający przez

wszechobecne głośniki audycje, ważne

komunikaty i informacje.

WIELE ROBILIŚMY SAMI...

Wspominam, jak jechaliśmy do sklepu

ARGED przy ul. Mielęckiego po maszyny

dopisania„Łucznik”, którepotemsłużyłynam

przez ponad 20 lat, albo wyprawę po zrobio-

ne protekcyjnie w Hucie Katowice ciężarki

dowyciągów. Ale i tak otwarcie tego szpitala

było dużym sukcesem. Resort górnictwa sfi-

nansował wykończenie i oddanie do użytku

budynku, którego szkielet stał i niszczał przez

kilka lat, porzucony przez poprzedniego

wykonawcę. Oddział był duży: trzy odcinki,

łącznie 72 łóżka. Wtedy to się liczyło. Nikt nie

myślał okosztachutrzymania. Były topocząt-

ki szpitala, gdzie jeszcze przez ponad rok

wszystkie wolne pomieszczenia w budynku

apteki, w przychodniach, pełniły rolę hotelu

dla personelu pielęgniarskiego ściągniętego

z całego kraju, natomiast za podjęcie pracy

w szpitalu anestezjolodzy i radiolodzy otrzy-

mywali przydziały na mieszkania. Pamiętam

pierwsze spotkania z całą, teraz zabrzmi

to nieprawdopodobnie, czteroosobową

administracją szpitala.

WRACAJĄWSPOMNIENIA,

REALIA EPOKI GIERKOWSKIEJ

Pamiętam ziąb poranka w barbórkę

1977 roku, w dniu oficjalnego otwarcia,

kiedy stojąc w cienkim, szpitalnym stroju,

przedwejściemgłównym tworzyłemszpaler

witający oficjeli, w tym Gierka, Jaroszewicza,

Grudnia oraz budynek pełen milicji i ube-

ków z obstawy, blokujących swobodny ruch.

Nie zapobiegło to kilku incydentom tego

dnia, np. premier Jaroszewicz, wchodząc

wejściem głównym, pośliznął się na scho-

dach, a oficjele w drodze na blok operacyjny

utknęli wraz z dyrektoremszpitalawwindzie

między piętrami. Potem już normalna praca,

od 2 stycznia 1978 roku pierwsi pacjenci,

pierwsze operacje. Może dlatego pozostają

na zawsze wpamięci.

Kolejne lata to szara codzienna „socjalistycz-

na” rzeczywistość, pełna właściwej sobie

specyfiki i paradoksów. Z racji poniesionych

kosztów inwestycji, szpitalem rządził resort

górnictwa. Cały, bardzo liczny wtedy pion

techniczny (np. samych hydraulików było

około 30), również salowe, wszyscy byli pra-

cownikami kopalni i korzystali ze wszystkich

przywilejów z tym związanych, to jest wyna-

grodzeń według stawek obowiązujących

w górnictwie, deputatów, premii, nagród

itd. Dochodziło do wielu paradoksów,

np. w Dniu Kobiet salowe otrzymywały nie-

złe premie pieniężne, a panie z„białego per-

sonelu” tylko po goździku i po jednej parze

rajstop. Z innej strony nieraz w Izbie Przyjęć,

czy na Oddziale słyszeliśmy od pacjentów

połajanki typu:

„leczyć mnie tu zaraz darmo-

zjady, bo janawas pracuję, z pensji mi zabiera-

ją, awogóle to ja ten szpital budowałem”.

Zda-

rzało się lekarzom dyżurnym, że polecenia

hospitalizacji pacjentów dawali dygnitarze

z resortu górnictwa. Z kolei dla dygnitarzy

na terenie oddziałów przygotowane były

dwa specjalne apartamenty. Gdy leczony

był pierwszy sekretarz KW, drzwi wejściowe

do Izby Przyjęć były zamknięte i dodatko-

wo podjazd blokował samochód obstawy,

a posiłki dla specjalnegopacjenta dowożone

były z zewnątrz. Nie było też nic dziwnego

w tym, że karetką pogotowia ratunkowego

transportowano palmę do salonu sekreta-

rza. Ciekawe były też niedziele „czynu par-

tyjnego”, kiedy pewnego razu lądowisko

helikoptera obsadzono drzewkami. Pani

z kiosku znajdującego się na terenie szpi-

tala, dysponując kolorowymi tygodnika-

mi: „Przekrój”, „Panorama”, „Perspektywy”,

automatycznie była jedną z ważniejszych

osób. Wszystko to działo się w czasach,

gdy organ KomitetuWojewódzkiego PZPR

w Katowicach,„Trybuna Robotnicza”, z okazji

rozpoczynającego się roku akademickiego

Moje czterdzieści lat

w Ochojcu

1978 r. Izba przyjęć. Górnik po wypadku...

ciąg dalszy na str. 24

Fot. Z archiwum Autora