Background Image
Table of Contents Table of Contents
Previous Page  26 / 36 Next Page
Information
Show Menu
Previous Page 26 / 36 Next Page
Page Background

Pro Medico

luty 2018

24

jubilleusz

cytował wypowiedź ówczesnego rektora

Śląskiej Akademii Medycznej, że

„głównym

celem działania uczelni jest szkolenie ide-

ologiczne studentów”.

MIMOWSZYSTKO...

...był to czas zdobywania specjalizacji, kolej-

ne dyżury, mozolna praca w szpitalu górni-

czym. Pamiętam grudzień 1981 roku, dra-

mat stanu wojennego, nasz permanentny

dyżur w szpitalu, ratowanie postrzelonych

górników z„Jastrzębia” i„Wujka”. Pojawiła się

refleksja, wspomnienie grudnia 1970 roku

na Wybrzeżu, kiedy jako student drugiego

rokumedycyny byłemnaocznymświadkiem

dramatu w Gdańsku i Gdyni. Ciekawe, czy

ktokolwiek pozamnąmiał obydwa doświad-

czenia„

in vivo”

.

W tamtych czasach realia pracy były inne.

Zwykle ograniczała się ona do etatu szpital-

nego. Gdy trzeba było, a zdarzało się to czę-

sto, nie było problemu, by operować dwie

– trzy godziny dłużej, choć nie uwzględnia-

no tego w wynagrodzeniu. Dotkliwy brak

nowoczesnych środków opatrunkowych

sprawiał, że dla dobra pacjentów i ułatwie-

nia pracy gotowi byliśmy zrobić wszystko.

Przykładem niech będzie epizod z okresu

stanu wojennego. Z zachodu do Katowickiej

Diecezji napływały przeróżne dary dla szpi-

tali. Kiedy otrzymaliśmy informację o tym,

że dotarł cały TIR gotowych opasek gipso-

wych, których jeszcze u nas nie stosowano

(gips trzeba było sypać), z własnej inicjatywy

uprosiłem w Kopalni „Wujek” udostępnienie

ciężarówki, w którą wraz z dwoma kolegami

sami przez cały dzień ładowaliśmy kartony

z gipsem, transportowaliśmy do szpitala

i rozładowywaliśmy. Gipsu tego starczyło

w szpitalu aż na cztery lata. Solidarność spo-

łeczna dała znać wmomencie, kiedy z naszej

ciężarówki (była to tzw. paka bez budy)

jeden z kartonów spadł na ul. Kościuszki.

Jadący za nami kierowca podniósł i dowiózł

nam pudło do szpitala. Ale w tamtych cza-

sach ludzie w ogóle byli wobec siebie bar-

dziej życzliwi.W szpitalu też.

BOGATSZYONOWEDOŚWIADCZENIA

Po latach pamięta się sukcesy zawodowe,

chorych długo leczonych, wyjątkowych

pacjentów, przypadki dramatyczne. Mimo

że od 1982 roku byłem już specjalistą II stop-

nia, a od 1985 roku zastępcą ordynatora,

przy próbach pójścia dalej w rozwoju zawo-

dowym, naukowym, odbijałemsię od ściany.

To było, między innymi, powodem mojego

wyjazdu pod koniec 1986 roku na kontrakt

Polservisu do Libii, skąd w 1990 roku powró-

ciłem do macierzystego oddziału, prowa-

dzonego już wtedy przez doktora

Jerzego

Totuszyńskiego

.

Wróciłem z poszerzonym horyzontem,

bogatszy o nowe doświadczenia zawodo-

we, nawykły do radzenia sobie wwarunkach

ekstremalnych. Chciałem jeszcze coś zrobić;

mimo że przedzierałem się sam i nie było

łatwo. Udało się i w 1995 roku – obroniłem

doktorat, drugi w prawie 20-letniej historii

oddziału i, jak się wkrótce okazało, ostatni

przed reorganizacją szpitala.

W porównaniu z tym co widziałem„w świe-

cie” miałem poczucie, że mimo zmian

po 1989 roku, moje otoczenie zawodo-

we tkwi nadal w starej epoce i radykalny

przełom jest nieuchronny. Kiedy nadszedł

moment – bliski utraty wiary w poprawę,

bo wydawało się, że będzie już tylko gorzej

– przyszły nowe czasy. Zanim nastały, obser-

wowałem w moim otoczeniu różne, nie

zawsze

fair

zachowania i zakulisowe przy-

gotowania do„miękkiego lądowania”. Jak się

szybko okazało, założenia tych, którzy tak się

sposobili, były błędne.

NIEOSZYLDY CHODZI, AOLUDZI

Wielka nadzieja i atmosfera bliska tej z okre-

su 1977/78 pojawiła się w 2001 roku, kiedy

nastała zupełnie nowa rzeczywistość: Ślą-

ski Uniwersytet Medyczny, Katedra i Klinika

Ortopedii iTraumatologii NarząduRuchu, ale

nie o szyldy chodzi, a o ludzi. Pełen energii,

dynamiczny, kreatywny, nowy szef oddzia-

łu,

Damian Kusz

, wtedy jeszcze docent,

a potem profesor, w 2001 roku objął kierow-

nictwo Ortopedii wOchojcu i stworzył nowy

zespół. Ten zespół miał wypłynąć na szerokie

wody. I tak się stało. Dobrze kierowany

team

szybko poszedł do przodu. Niemożliwe sta-

ło się możliwe. Dzięki szkoleniom, kursom,

aktywności naukowo-dydaktycznej nastąpi-

ło radykalne zwiększenie liczby, poszerzenie

zakresu i rodzaju wykonywanych operacji.

W krótkim czasie Oddział stał się pod każ-

dym względem jednym z wiodących w kra-

ju. Sukcesy naukowe, zdobywanie stopni

Moje czterdzieści lat w Ochojcu

ciąg dalszy ze str. 23

naukowych stało się normą.Tak jest od 17 lat

i trwa nadal. Czując się wciąż młodym i peł-

nymsił, zależałomi, aby byćw takimzespole.

Obecnie jestem jedynym lekarzem pracu-

jącym w Oddziale od samego początku.

Byłem najmłodszym, teraz jestem najstar-

szym asystentem. Ortopedia w Ochojcu jest

od 40 lat moim podstawowym miejscem

pracy. Pracując w jednym miejscu mam już

trzeciego szefa, siódmego dyrektora, w tym

czasie szpital czterokrotnie zmieniał nazwę

i ma trzeciego właściciela.

Gdy przez 40 lat chodzę tym samym koryta-

rzem, po tych samych salach, widzę obecnie

zmienioną zupełnie rzeczywistość, widzę

młodych, zdolnych, pracowitych kolegów,

bardzo nowoczesny, dobrze wyposażony

oddział, a teraz nowo otwarty blok opera-

cyjny to skok w przyszłość. Uczestnicząc

w pierwszych i ostatnich operacjach, jako

jedyny lekarz Szpitala w Ochojcu zamkną-

łem klamrą cały okres istnienia dotychczaso-

wegoblokuoperacyjnego szpitalawielospe-

cjalistycznego.

Gdy przed laty otwierano szpital, nad wej-

ściem do każdego oddziału widniał napis:

„Dobro Chorego Najważniejszym Prawem”

.

I ta zasada nadal obowiązuje. Pomimo zmie-

niającej się, niestety, na niekorzyść codzien-

nej rzeczywistości pracy lekarskiej, deficytu

lekarzy, nadmiaru obowiązków, lawinowo

narastającej, czasochłonnej biurokracji, infor-

matyzacji istotnie ograniczającej kontakt

lekarza z pacjentem, w sumie dehumanizacji

medycyny, konieczne jest dbanie o utrzyma-

nie odpowiedniego poziomu zawodowego,

naszej, ludzkiej troski o pacjenta, utrzyma-

nia odpowiedniej relacji lekarz – pacjent,

empatii, po prostu bycia dobrym lekarzem.

Pracując w tak odpowiedzialnym zawodzie

trzeba mieć świadomość, że każdy pacjent

jest zaliczeniem kolejnego egzaminu, przy

czym najważniejszym egzaminem będzie

ten ostatni.

Sławomir Dudko

1978 r. niedziela czynu partyjnego. Pielęgniarki i fizjoterapeuci sadzą bratki.

Fot. Z archiwum Autora