Pro Medico
•
marzec 2015
14
wywiad
JoannaWójcik:W jednym z artykułówna
temat Pana Profesora czytałam, że chciał
Pan zostać pianistą. Jaką rolę odegrała
muzyka w Pańskim życiu?
Profesor Ryszard Poręba:
W szkole mia-
łem do czynienia z nauczycielami mu-
zycznie uzdolnionymi, oni między innymi
zarazili mnie pasją do muzyki. Wpływ na
to miał także fakt, że od najmłodszych lat
prawie w każdym tygodniu rodzice zabiera-
li mnie do Operetki w Gliwicach lub Opery
w Bytomiu. W czasach szkoły podstawowej
i licealnych uczęszczałem do konserwato-
rium muzycznego, grałem na kilku instru-
mentach, jednak moment pójścia na studia
zweryfikował ostatecznie moje zaintereso-
wania.Wówczasmedycyna stała się najważ-
niejsza. Ogrom nauki nie pozwolił na dalsze
rozwijanie zainteresowań muzycznych, jed-
nak do dzisiaj muzyka jest moją słabością.
Spektrum uczuć związanych z odczuwa-
niem muzyki jest, według mnie, ogromne.
Uważam, że muzyka ma ogromny wpływ
na psychikę człowieka, potrafi niezwykle
podbudować w trudnych chwilach, złago-
dzić depresję, aktywować do pracy. Często
podczas operacji towarzyszy mi muzyka,
oczywiście pomijając sytuacje operacji
trudnych i krytycznych. W przypadku za-
biegów długotrwałych, ale zasadniczo nie-
skomplikowanych, muzyka stanowi wspa-
niałe tło do pracy.
– Dlaczego w takim razie „postawił” Pan
namedycynę?
Na medycynę zdecydowałem się pójść po
pewnym zdarzeniu, jakie spotkało mnie
w okresie dzieciństwa. Była to ostatnia klasa
szkoły podstawowej, 17 stycznia 1955 roku
chciałem wskoczyć do ruszającego tram-
waju, co skończyło się upadkiem. Moje ręce
wówczas znalazły się pod tramwajem, który
w tym momencie ruszał. Pamiętam, jak do-
tykałem wówczas zmrożonych szyn. Ludzie
stojący na przystanku strasznie krzyczeli
– „ujechało mu ręce”. Pamiętam ten krzyk
do dziś, choć minęło wiele lat. Szczęśliwie
udało mi się zsunąć dłonie z szyn, osoby
widzące to zdarzenie opowiadały, że koła
tramwaju przejechały dosłownie tuż obok
moich palców. Usłyszałem od ludzi: „Pan
Bóg podarował ci ręce”. Później pomyśla-
łem, że skoro moje ręce ocalały, to muszę
czegoś dokonać tymi rękami. Pierwszą
inspiracją była muzyka, drugą medycyna
i wygrała ta druga. Chciałem pomagać lu-
dziom, wierzyłem, że będę potrafił robić to
naprawdę dobrze. Początkowo chciałem
być chirurgiem, ale już na pierwszym roku
studiów medycznych szczególnie zainte-
resowała mnie fizjologia, zdałem egzamin
z wynikiem celującym. Profesor Mieczysław
Krauze zaproponował mi wówczas pracę na
Uczelni w charakterze wolontariatu od trze-
ciego roku studiów.
– Było to wyróżnienie…
– Tak, było to niesamowite wyróżnienie.
Jako student trzeciego roku już prowa-
dziłem zajęcia z fizjologii – dla studentów
drugiego roku. Mieszkaliśmy razem w aka-
demiku, jedliśmy obiady w jednej stołówce.
– Potemotrzymał Pan stypendium…
–Tak, jeszcze jako student, będąc po drugim
roku, starałemsię o otrzymanie stypendium
naukowego. Prodziekanem ówczesnej
Śląskiej Akademii Medycznej Wydziału Le-
karskiego był docent Henryk Skałba, który
prowadził sprawy ekonomiczne studentów.
Z racji na moje doskonałe wyniki udało
mi się otrzymać stypendium. Ćwiczenia
z fizjologii prowadziłem do końca swoich
studiów, a także po ich ukończeniu. Jedno-
cześnie odbywałemdwuletni staż podyplo-
mowy w szpitalu w Bytomiu. Zgłosiłem się
również do konkursu na etat do Katedry
Fizjologii, ale niestety go przegrałem. Wów-
czas zacząłem się rozglądać za inną pracą
i dobry los sprawił, że trafiłem do Kliniki Gi-
nekologicznej w Bytomiu, której szefem był
docent Henryk Skałba. Chciałem robić tam
specjalizację, oczywiście w ramach wolon-
tariatu, nie było mowy wówczas w ogóle
o otrzymaniu etatu, ale i to było dla mnie
szczególnym wyróżnieniem, zwłaszcza,
że docent mnie pamiętał. Przez cztery lata
dojeżdżałem z Rudy Śląskiej do Bytomia do
kliniki, nie otrzymując za to wynagrodzenia.
Rodzice pomagali mi finansowo. Mimo to
był to okres bardzo budujący w moim ży-
ciu, cieszyłem się z tego, w jakim miejscu
jestem, że mogę się rozwijać i poszerzać
swoją wiedzę. Ginekologia bardzo mnie in-
teresowała, ale próbowałem„przemycić”do
niej nieco fizjologii, pięknej dziedziny, która
była dla mnie wyjątkowo interesująca.
– Czy udało się połączyć te dwie specja-
lizacje?
– Tak, zwłaszcza, że zająłem się wysiłkiem
porodowym, interesowało mnie, dlaczego
jedne kobiety rodzą ciężko, inne łatwo, nie-
zależnie od tego, czy jest to pierwsza, czy
kolejna ciąża. Zacząłem więc wykorzysty-
wać swoją wiedzę fizjologiczną i prowadzi-
łem badania.
– Pan Profesor jest założycielem pierw-
szej na Śląsku szkoły rodzenia. W jaki
sposób udało się zrealizować takie
przedsięwzięcie i jaki to miało związek
z Pana badaniami?
–W 1973 r. założyłem szkołę rodzenia w By-
tomiu, która była pierwszą taką instytu-
cją na Śląsku i czwartą w Polsce po Łodzi,
Krakowie i Warszawie. W tej szkole kobiety
ciężarne przygotowywały się do porodu,
a ja mogłem prowadzić badania dotyczące
wysiłku porodowego, których w klinice nie
mógłbym realizować. Dostałem duży lokal
od ówczesnego wiceprezydenta Bytomia,
Pawła Spyry. Był to stary, zaniedbany budy-
nek, lokal niedostosowany do działalności
– pojawił się więc problem. Konieczny był
remont, a do tego i fundusze. Udałemsię do
Od muzyki
do ginekologii
Rozmowa z profesorem Ryszardem Porębą
Prof. zw. dr hab. n. med. Ryszard Poręba
Specjalista w dziedzinie ginekologii i położnictwa oraz ginekologii onkologicznej,
kierownik Kliniki Ginekologii i Położnictwaw Tychachw latach 1992-2013, obecnie
konsultant Oddziału Ginekologiczno-Położniczego WSS sp. MEGREZ w Tychach,
były prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, wieloletni wykładowca
Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, członek Rady Naukowej przy
Ministrze Zdrowia, członek Rady Naukowej Instytutu CentrumZdrowiaMatki Polki
w Łodzi, honorowy członek Polish-American Medical Society, honorowy członek
Światowego Towarzystwa Psychoprofilaktyki Porodowej, przewodniczący Rady
Programowej Polskiej Koalicji na Rzecz Walki z Rakiem Szyjki Macicy.
fot. Joanna Wójcik




