Background Image
Table of Contents Table of Contents
Previous Page  27 / 40 Next Page
Information
Show Menu
Previous Page 27 / 40 Next Page
Page Background

27

Pro Medico

sierpień/wrzesień 2015

wspomnienia listy

Kilka dni temu przeczytałem w sieci do-

niesienie, w którym przedstawiciel portalu

ZnanyLekarz.pl

chwali się, że sąd po raz ko-

lejny stanął na wysokości zadania i obronił

jedno z podstawowych praw obywatel-

skich – prawo do krytykowania publicz-

nie lekarzy. Istotnie – lekarka z Wrocławia

przegrała sprawę w sądzie, który odrzucił

jej żądanie usunięcia profilu na portalu.

W sentencji wyroku sąd stwierdził, że le-

karz to zawód zaufania publicznego – po-

dobnie jak sędzia – i musi poddawać się

społecznej kontroli! Moim zdaniem sen-

tencja jest dziwna. Rozumiem, że musimy

podlegać kontroli, ale czy każdy człowiek

ma prawo nas oceniać? I to podpisując

się nickiem? Jaka jest funkcja takiej

kon-

troli”, skoro – nie znając danych personal-

nych pacjenta – nie możemy sprawdzić

choćby dokumentacji medycznej, czy

przypomnieć sobie przebiegu wizyty?

Porównanie do sędziów, którzy istotnie

również mogą być oceniani publicznie

też jest chybione, bo przecież opinie o nas

mogą się bezpośrednio przekładać na na-

sze przychody, a czasem na nasze bezpie-

czeństwo. Tymczasem o przydziale spraw

sędziemu, ani o wysokości jego zarobków,

w najmniejszym stopniu nie decydują ob-

smarowujące ich komentarze w sieci. No,

ale cóż,

dura lex sed lex...

Zastanawiające jest jednak coś innego.

Czemu portal

ZnanyLekarz.pl

broni jak

lew tego, by na jego stronach znajdowały

się profile lekarzy?

Profil lekarza na portalu założyć może każ-

dy. Literalnie każdy. Pacjent też. Musi się

tylko zalogować, a potem może napisać

o lekarzu prawie wszystko. Przedstawicie-

le portalu chwalą się, że mają w tej chwili

w swojej bazie danych coś około 135 000

medyków. Oczywiście, pracownicy porta-

lu namawiają samych zainteresowanych,

by uzupełniali dane, zwłaszcza o miejsca

pracy (z tym, że chodzi im o prywatne

miejsca pracy – to tyle, jeśli chodzi o do-

bro pacjentów...).

Niżej podpisany spędził pół dnia urlopu

nad morzem, opisując swoje liczne miej-

sca pracy, z adresami, numerami telefo-

nów, zakresem usług, itd. Jakież było moje

zdziwienie, gdy po jakimś czasie zoriento-

wałem się, że mapki mające pokazywać

lokalizacje tych miejsc, zamiast Gliwic, po-

trafiły pokazywać Toruń, a gdy kliknęło się

wdane kontaktowe, to pokazywał się tylko

adres placówki, bez numerów telefonów

oraz dwie, trzy reklamy lekarzy współpra-

cujących z portalem (czytaj – opłacających

portalowi abonament)! Czyli mechanizm

jest taki: na portalu zostaje założony profil

lekarza – za jego wiedzą i zgodą – lub bez.

Potencjalni pacjenci wpisując w wyszuki-

warkę internetową tylko imię i nazwisko

lekarza, na pierwszym, lub drugim miej-

scu trafią na jego profil na portalu

Zna- nyLekarz.pl

! Z poziomu portalu nie da się

uzyskać numerów telefonów lekarza, o ile

nie opłaca on portalowi abonamentu, ale

za to podsuwane są pacjentowi nazwiska

innych lekarzy o podobnej specjalności

i w zbliżonej lokalizacji.

Być może wielu z Koleżanek i Kolegów

nie wie nawet, że ich profil jest zapisany

na portalu

ZnanyLekarz.pl

. Pewnie też nie

wszyscy zdają sobie sprawę, że nazwisko,

dorobek, szacunek i przywiązanie pacjen-

tów, cała

sława mołojecka” mogą posłu-

żyć do reklamowania innych lekarzy.

Kancelaria prawna działająca w moim

imieniu wysłała na początku sierpnia we-

zwanie przedsądowe do szefów portalu,

ale tym razem nie zamierzam skarżyć

się sądowi, tak jak moi poprzednicy – na

niepochlebne opinie pacjentów (jak do-

tąd na moim profilu nie ma żadnych, ale

może się pojawią, w końcu co to za sztuka

wynająć kilku hejterów?). Nie! Ja będę się

skarżył na wykorzystywanie mojego imie-

nia i nazwiska do reklamowania portalu

i tym samym osiągania przez niego przy-

chodów.

LechMucha, Gliwice

LISTY

O tym, jak my wszyscy, chcąc nie chcąc,

reklamujemy portal

ZnanyLekarz.pl

felieton

Głos referującego lekarza brzmiał sennie

i monotonnie:

– Dyżur był spokojny, nie było przyjęć na od-

dział, nic się nie działo... tylko ten symulant

z„czwórki”zmarł...

– Nooo, tym razem to już przesadził! – chó-

rem skomentowali pozostali.

Nic tak nie ożywia atmosfery lekarskiego ra-

portu jak trup, czyli nagły zgon.

Podobną sytuację mamy po wyborach pre-

zydenckich. Z pozoru nic się nie pogorszyło

w ochronie zdrowia, ale trwa powszechne

i złudne przekonanie, że jest dobrze.

W odpowiedzi na zmiany wprowadzone

przez Ministerstwo, lekarze wykształcili prze-

ciwciała: tzn. nie reagują na wyświetlane

przez e-WUŚ czerwonym kolorem nazwiska

nieubezpieczonych, ustawa refundacyjna

uderza finansowo w pacjentów, a elektro-

niczną dokumentację, która obowiązywać

będzie dopiero w 2017 roku, załatwia się

wklejając szablony – co powoduje, że histo-

rie choroby nie różnią się zawartością, a je-

dynie kodem kreskowym. Minister finansów

zamienił w lekarskich torbach wizytowych

aparat do EKG, Dopplera czy USG na kasę fi-

skalną, co teoretycznie ma poprawić budżet

państwa, ale pogorszy dostęp chorych do

diagnostyki, gdyż na badania trzeba czekać

w kolejce.

W okresie oburzania się na urzędniczą głu-

potę lekarze byli raczej skłonni do agrawacji

jej objawów, wskazując na paradoksy wyni-

kające z wprowadzanych przepisów, lecz –

niewidzącmożliwości skutecznego protestu

– przeszli do dysymulowania, czyli pozoracji,

że wszystko jest OK.

Niewydolność systemu opieki zdrowotnej

postępowała i społeczeństwo domagało

się od premiera, aby coś z kolejkami zrobił.

Minister Arłukowicz najpierw upublicznił

list „Do Przyjaciół...” (niby do nas – lekarzy),

w którym informował wszem i wobec, że my

jesteśmy winni wszystkiemu, co złewopiece

zdrowotnej. Później spreparował pakiet on-

kologiczno-kolejkowy. Już po wdrożeniu pa-

kietu, naczelny onkolog kraju powiedział, że

pakiet jest do... (wyraził się dyplomatycznie:

do... resetu). Resort zdrowia także przeszedł

w permanentny stan dysymulacji, twierdząc,

że wszystko jest cacy.

Doszło nawet do tego, że europoseł PO –

Adam Szejnfeld, obwieszczał publicznie,

że jest tak dobrze, iż lekarz zarabia 50,

...cum grano salis

Dysss... symulanci

Dysymulacja – definicja:

„świadome zatajanie objawów, celowe wprowadzanie w błąd

dla uzyskania osobistych korzyści, udawanie”

ciąg dalszy na str. 28