Pro Medico
•
sierpień/wrzesień 2015
28
a w najgorszym razie 25 tys. zł. A prawda
jest taka, że od 2007 roku (po strajkach) wy-
nagrodzenie podstawowe lekarzy na pań-
stwowych etatach nie drgnęło i utrzymuje
się w granicach 3-5 tys. zł miesięcznie. Ekipa
rządząca wyraźnie „przegięła” z dysymu-
lowaniem i może to spowodować exitus,
wprawdzie nie letalis, ale na pewno zejście
ze sceny politycznej.
Arogancja władzy w czasie tzw. konsultacji
społecznych, opiniowania nowych aktów
prawnych sięgnęła zenitu, zwłaszcza w kon-
taktach rządu z samorządem lekarskim.
Dowodem ostentacyjnego lekceważenia
było uczestnictwo urzędników państwo-
wych, co najwyżej trzeciego garnituru, na
uroczystościach 25-lecia reaktywowania izb
lekarskich w Polsce.
Lekarze in gremio – 180 tys. – są grupą za-
wodową politycznie apatyczną, chociaż
„przed” stanowili tradycyjny elektorat PO.
felieton
Mamy nawet swoich reprezentantów w Sej-
mie. Czyżby lekarze, zrezygnowani wskutek
postępującej pauperyzacji zawodu, zrzekli
się uczestniczenia w procedurach demokra-
tycznych?
Nie pomogła płomienna agitka „kordialne-
go”, choć wyalienowanego ze społeczności
lekarza, na wiecu przed złowieszczą ciszą
wyborczą. Jeszcze przed internetowymi
informacjami o cenach „budyniu” i „bigo-
su” można się było spodziewać, że zawarte
w nowych przepisach represje, które spotka-
ły lekarzy w ostatnich ośmiu latach, odbiją
się czkawką.
Wprawdzie brak szczegółowych danych
statystycznych z elekcji nowego prezy-
denta, frekwencji i dokonanych wyborów,
to intuicja podpowiada mi, że lekarzy
ogarnęła prostracja, czyli stan całkowi-
tego załamania, zwątpienia w sens życia
i myślenie o drastycznych sposobach wyj-
ścia z bardzo niekorzystnej sytuacji życio-
wej (def.).
Nie wierzymy, iż można poprawić naszą sy-
tuację zawodową, a gdy potomek wybiera
medycynę, traktujemy to jako wadę gene-
tyczną, która spowoduje w przyszłości gor-
szą jakość życia. Teraz maturzyści wybierają
medycynę nie dlatego, że chcą zostać leka-
rzami, ale dlatego, że nie chcą być pacjen-
tami w naszym kraju.
W trakcie kampanii wyborczej znalazłem
obietnicę-bździnkę dla lekarzy: w szkołach
ma być opieka lekarska! A więc dostrze-
żono, że nie jesteśmy tylko utracjuszami
środków publicznych przeznaczonych na
ochronę zdrowia, ale czasem możemy się
przydać. Drugą prawdą jest to, że nikt nam
nie da tyle, ile obiecuje. Nolens volens, mu-
simy wrócić do problemu: czy i na kogo
głosować jesienią.
Rohatynski
WINO JAKO FENOMEN KULTUROWY
Kiedy kilkanaście lat temu wracałem z rodziną z urlopowego wo-
jażu po Europie, zatrzymałem się na nocleg wmałej wiosce w Au-
strii –Weiden nad JezioremNezyderskim. Był późny wieczór, więc
nie widzieliśmy dokładnie miejsca, gdzie przybyliśmy, ale rano po
pierwszym spacerze wiedziałem, że na pewno tu wrócę.
I tak wracamy tam od kilkunastu lat co roku lub nawet częściej.
Urzekła nas nie tylko sama miejscowość, ale i ludzie tam miesz-
kający. Już podczas pierwszego pobytu poznałem wspaniałego
człowieka Stephana Ochsa i jego żonę Elizabeth.
Nasze spotkanie było zupełnie przypadkowe. Ja starałem się do-
wiedzieć, gdzie można spróbować dobrego wina, a moja gospo-
dyni w pensjonacie wskazała mi adres, właśnie Stephana. Poje-
chaliśmy do jego domu jako zupełnie obcy ludzie i to w dodatku
bez znajomości języka niemieckiego.
Stephan zaprosił nas do swojej probierni i zaczął opowiadać o wi-
niarni i produkcji wina. Ponieważ porozumienie było dość trudne,
w końcu zadzwonił do swojego kolegi, który okazał się księdzem
z parafii polskiej wWiedniu i ten tłumaczył nam przez telefon całą
rozmowę.
A była ona niezwykle ciekawa. To tam dowiedziałem się, jak po-
znaje się dobre wino, jak je smakować i rozróżniać.
To była pierwsza lekcja o winie, która nauczyła mnie rozumieć
wino i o nim mówić zgodnie z powiedzeniem:
„Wino nie tylko
się pija. Wino się wącha, obserwuje, podziwia, smakuje, są-
czy, delektuje i o winie się mówi” –
król Edward VII.
Tam zaczęło się moje zainteresowanie, a nawet fascynacja winem
jako tworem ludzkich rąk i umysłów, by nie powiedzieć filozofii.
Tam po raz pierwszy piłem wino greener vetlner – wino Francisz-
ka Józefa I, lepsze od rieslinga czy sauvignon blanc, jak mówią
mieszkańcy Burgelandii. Uważają oni zresztą, że ten teren jest
kolebką europejskiego winiarstwa. Sam fakt, że w każdym pra-
wie domu uprawia się winorośl i produkuje wino, może tego
dowodzić.
Ten pierwszy pobyt w małej austriackiej wiosce przekonał mnie,
jak wiele trzeba się nauczyć, by móc o winie cokolwiek powie-
dzieć, ba! móc samemu wybrać dobre wino nie tylko w restaura-
cji, ale i w sklepie.
Wielu osobom zdarza się, że zapraszają do restauracji znajomych,
a tu kelner podsuwa kartę win i... trzeba zdecydować. Najgorsze
jest to, że kiedy wybierają coś, co brzmi znajomo, to i tak znajdują
się na łasce kelnera, który z reguły o winach wie niewiele więcej.
Albo sytuacja, gdy wpada się do sklepu, bierze wino ze„średniej”
półki cenowej, pyta sprzedawcę czy wybór jest dobry, a on nie-
przekonująco mówi, że oczywiście tak...
Dlatego zacząłem się interesować winem i kulturą z nim zwią-
zaną.
Dzisiaj, po wielu latach, swobodnie kupuję wina, które mi sma-
kują i wiem, co znajduje się butelce, niemniej uważam, że jeżeli
chodzi o wino, to„najlepsze co można wiedzieć o winie, jest to, że
nigdy nie będzie się wiedzieć wszystkiego”.
Stefan Kopocz
Felieton niepoprawny – trochę wakacyjny
„Wino jest jak muzyka – nie zawsze wiesz co jest dobre, ale wiesz, co lubisz”
Justin Meyer – pisarz
Dysss... symulanci
ciąg dalszy ze str. 25




