Pro Medico
•
czerwiec/lipiec 2016
18
uzależnienia
Joanna Wójcik: Najpierw alkohol, potem
leki opioidowe, historia człowieka, który
jest lekarzem. Kiedy zaczął się Pana pro-
blem?
To były okolice stażu podyplomowego, już
po studiach. Z perspektywy czasu mogę
powiedzieć, że miałem po prostu za do-
brze. Studencki tryb życia, liczne sukcesy,
praca w klinice, cały świat był właściwie
mój.
Panowała wokół Pana aura zdolnego,
pracowitego, nawet... wybitnego?
Trochę tak.
Poczuł się Panwtedy kimś ważnym...
Tak, zdecydowanie. Był efekt wody sodowej
i poczuciemocy. Podobałomi się, że niemu-
szę już pytać doktora Kowalskiego czy mam
wypisać pani Nowak receptę, tylko siadam
i wypisuję, bo tak uważam. I to się niestety
przekłada na życie. Jadę w prawo, mimo
że jest zakaz skrętu, bo tak uważam. Żyłem
w poczuciu bezkarności. Przez pryzmat
zawodu wiele rzeczy było mi wybaczane.
Do tego częste imprezy w gronie znajo-
mych, dużo alkoholu, czasemcoś więcej, po-
czątkowo tylko dla zabawy. Inni zatrzymali
się na etapie przed uzależnieniem. Mają już
swoje rodziny, poukładane życie, wspaniałą
pracę, jest lepiej niż ok.
Dlaczego w takim razie Pan wpadł w uza-
leżnienie? Dlaczego Pan, a inni nie?
To była kwestia mojej konstrukcji charakte-
rologicznej, mojej osobowości. W pewnym
momencie coś „kliknęło” w złą stronę. Tak
naprawdę ani moja wiedza medyczna, ani
dostępność, nie miały większego znacze-
nia. To „mój rys” odegrał decydującą rolę.
Wszystko zależy od tego, jak ktoś radzi sobie
w codziennej rzeczywistości, czy ma ustabi-
lizowane życie rodzinne, zawodowe, czy po-
trafi radzić sobie ze stresem, czy adaptuje się
do nowej sytuacji, czy jest szczęśliwy.
Jak długo to trwało?
Zaczęło się od alkoholu, wiele lat regu-
larnego spożycia. Były kilkudniowe ciągi
alkoholowe, klasyczne absencje w pracy,
„zdejmowanie” z obowiązków służbowych.
Potem leki uspokajające i nasenne, najpierw
słabe, potem coraz mocniejsze. Okazywały
się lepsze, bo nikt nie mógł ich„wyczuć”, tak
jak wódki. Potemmusiałem je brać nie tylko
po to, by zasnąć, ale żeby móc wstać i „nor-
malnie”żyć.
Kiedy poczuł Pan pierwszy raz, że stracił
kontrolę?
Podejmowałemkilka prób leczenia. Pierwsze
było leczenie przeciwalkoholowe, nałożone
obligatoryjnie przez mojego szefa. Skazane
na niepowodzenie. Wtedy nie byłem w sta-
nie wykrzesać z siebie żadnej motywacji.
Na tym etapie nawet nie wierzyłem w to,
że mam problem, nie definiowałem siebie
jakoosoby uzależnionej.Tonastąpiło stosun-
kowo późno, w momencie, kiedy straciłem
już prawie wszystko.
Pana upadek?
Kiedymój szef zorientował się, że jestempod
wpływem leków, co więcej, dowiedział się,
że zażywam je regularnie. Gdy to wszystko
wyszło na jaw, wiedziałem, że stracę tę pracę.
Lawina ruszyła. Zarzuty prokuratorskie, ryzy-
ko utraty prawa wykonywania zawodu. Dno.
Kto Panu pomógł?
Jak na ironię, właśnie prokurator i świado-
mość braku wyboru. Motywacja zewnętrzna
byławtedysilna,bochciałemdalejpracować,
utrata zawodu była dla mnie jednoznacz-
na z utratą resztek godności. Wewnętrzna
siła pojawiła się w czasie terapii. Przestałem
analizować wszystko przez pryzmat zawodu
– bycia czy niebycia lekarzem. Pojawiła się
chęć życia jako człowiek.
Jakwyglądałaterapia?Ośrodekzamknięty?
Tak. Najpierwkilka tygodni. Kolejny raz tobył
już rok.
Ośrodek daleko od domu?
Zgadza się.
Żeby nie spotkać znajomego lekarza, ko-
legi z roku?
Między innymi tak.
Przejście z roli lekarza w rolę pacjenta le-
czącego się z uzależnienia nie jest łatwe.
To Pan musiał słuchać diagnoz, zamiast
je stawiać. Nie było już tego poczucia
mocy z czasów innego życia. Jakie odczu-
cia Panu towarzyszyły na początku poby-
tuwośrodku?
Dezorientacja. Derealizacja. Zaburzenia
snu. Szok sytuacyjny, natłok sprzecznych
myśli. Niedowierzanie, że to dzieje się na-
prawdę. Część mnie funkcjonowała jeszcze
jakby w tym nałogowym schemacie.
Depresja, poczucie beznadziei?
Owszem.
W pewnym momencie coś
„kliknęło” w złą stronę…
Wiele lat był w niewoli uzależnienia, od kilku czuje,
że jest wolny. Środki psychoaktywne pociągnęły go
na dno, ale zaczął życie w poszukiwaniu nowej szan-
sy, z nowym pomysłem na siebie, ze świeżą energią.
Jego drugie imię to „dyżur”.
Rozmowa z praktykującym lekarzem, byłym alkoholikiem i lekoma-
nem, który pokonał uzależnienie.




