Pro Medico
•
czerwiec/lipiec 2016
22
sympozja
ciąg dalszy ze str. 21
ISTOTNE, INTERESUJĄCE, KONSTRUKTYWNE
Wzorem poprzednich lat zaprosiłemwybitnych wykładowców z kra-
ju i z zagranicy, m.in. Belgii, Finlandii, Niemiec, Szwajcarii orazWielkiej
Brytanii.
Oprócz przedstawienia nowości w endoprotezoplastyce stawu bio-
drowego, niezwykle istotną część spotkań stanowiły zagadnienia
alloplastyk pierwotnych i rewizyjnych u pacjentów w wieku pode-
szłym. Bardzo interesujące były także omawiane problemy poopera-
cyjnej rehabilitacji chorych pod kierunkiem konsultanta krajowego
w dziedzinie rehabilitacji medycznej, prof.
Krystyny Księżopolskiej-
Orłowskiej
oraz pracy pielęgniarek na oddziale i bloku operacyjnym
pod przewodnictwem prezesa Stowarzyszenia Instrumentariuszek
Ortopedycznych, mgr
Renaty Rączki
.
W każdej z sześciu sesji zespół Oddziału Ortopedii i Traumatologii
Narządu Ruchu GCMwKatowicach – Ochojcu zaprezentował własne
doświadczenia, nowatorskie metody operacyjne i brał udział w kon-
struktywnych dyskusjach. Przedsięwzięcie naukowe cieszyło się dużą
frekwencją i zainteresowaniem oraz stało się okazją do rozpropago-
wania ważnych osiągnięć naszej specjalizacji i stworzenia nie tylko
forumwymiany koncepcji leczniczych, ale także impulsu do podjęcia
nowych zadań badawczych. Wspomnieć wreszcie należy o nawiąza-
niu nowych znajomości koleżeńskich i spełnieniu jednego z założeń
tego wydarzenia, czyli pokazania w trakcie imprez towarzyszących
piękna i odrębności naszego województwa. Po Częstochowie, Beski-
dzie Śląskim i powiecie żywieckimnadeszła kolej na Katowice.
Prof. dr hab. n.med. DamianKusz
PrzewodniczącyKomitetuOrganizacyjnego i Naukowego
PrzewodniczącyKapitułyOdznaczenia
Międzynarodowe Sympozjum...
Od lewej: prof. Jerzy E. Kiwerski i lek. Marek Hawranek oraz odzna-
czeni podczas Sympozjum lek. Franciszek Chmielak, dr n. med. Zbi-
gniew Kalamat i lek. Jerzy Nowicki.
echa publikacji
Przeglądając kwietniowy numer „Pro Medico” zauważyłem ze-
staw fotografii i... mój wzrok zatrzymał się na nich „jak wryty”.
Wydobyły one z dna pamięci miejsca i chwile, które zapadły
mi mocnow serce.
ZDJĘCIA SPRZEDPÓŁWIEKU
Były to pomieszczenia Sanatorium Rehabilitacyjnego Dla Dzieci
i Młodzieży PoChorobieHeine’go-Medinaw Jastrzębiu-Zdroju, które
wielokrotnie przemierzałemna rękach personelu, z czasemo kulach
i wreszcie na własnych, choć niesprawnych nogach.W1958 r., mając
3,5 roku, zachorowałemna chorobęHeine’go-Medina, postać opusz-
kową. Żelazne płuca w bytomskim Szpitalu były pierwszym przy-
stankiem w leczeniu. Następnym etapem, i to wieloletnim, stało się
jastrzębskie sanatorium rehabilitacyjne, gdzie pobyty trwały na po-
czątku po kilka miesięcy, a wraz z postępami rehabilitacji i sprawno-
ści – co wakacje. Bywałem w nim jeszcze na początku lat 70 XX w.
w latach licealnych. Tak też pierwszą część swego życia spędziłem
będąc rehabilitowany w sanatorium, a to ukierunkowało moje pla-
ny życiowe na dalsze lata, które chciałem spędzić, ale już po„drugiej
stronie frontu walki" z niepełnosprawnością.
Zostałem lekarzem, specjalizując się w rehabilitacji medycznej
i podjąłem pracę w Sanatorium Rehabilitacyjnym w Goczałko-
wicach-Zdroju, bliźniaczej ówcześnie Jastrzębiu placówce, która
także w tamtym okresie została powołana do walki z poliomyeli-
tis. Tak też niewiele się pomyliła Pani
Ewa Sońska
, która przesła-
ła fotografie, pisząc, że zostały zrobione we wczesnych latach 50.
w Goczałkowicach.
TEMU LEKARZOWI ZAWDZIĘCZAMWSZYSTKO
Obecnie, po latach, schorzenie ponownie dopadło mnie w postaci
tzw. Zespołu Post Polio, który stopniowo pogłębia niesprawność
ruchową, ale wciąż walczę, bo tego nauczył mnie mój pierwszy le-
karz, doktor
Kazimierz Kmieć
. Pozwolę też sobie napisać kilka słów
o tym lekarzu, który poświęcił swoje życie sprawie rehabilitacji dzieci,
a trzecia rocznica Jego śmierci przypada 2 sierpnia 2016 r. Był nim
dr n. med. Kazimierz Kmieć, specjalista pediatrii, reumatologii i reha-
bilitacji, dyrektorWoj. Sanatorium Rehabilitacyjnego Dla Dzieci i Mło-
dzieży poChorobieHeine’go-Medina i z Chorobą Little’awJastrzębiu-
Zdroju (ówczesna nazwa placówki). Mogę pompatycznie powiedzieć,
że On wziął nasze niedowładne ciała, w tymmoje, w swoje ręce. I zro-
bił, co mógł, by bezwładne kończyny poruszyć, aby mogły nam słu-
żyć. A nie była to łatwa sprawa, to było pole bitwy o naszą przyszłość.
Zapałowi Doktora Kmiecia i Zespołu, którym kierował, zawdzięczam
wszystko, comam i kim jestem. Nie tylko ja.
Wergiliusz kiedyś powiedział, że „
Duch porusza materię
”. Nie byłoby
możliwe przywrócenie nampełni życia, gdyby dr Kazimierz Kmieć nie
poruszył w nas ducha, dzięki któremu zobaczyliśmy, że jesteśmy taki-
mi samymi ludźmi, jak wszyscy inni. Może tylko z różnymi ogranicze-
niami fizycznymi. I tylko fizycznymi. Ten wzbudzony w nas duch spra-
wił, że większość z nas nie wyobcowała się ze społeczeństwa, zdobyła
wykształcenie, czasem intratne zawody, założyła i utrzymuje rodziny
czy stała się znana w szerokim świecie.
Słowa Juliana Aleksandrowicza,
„Tyle wart człowiek, ile drugiemumoże
pomóc”
kierowały życiem zawodowym tego wybitnego lekarza. Ja,
jak i wielu innych, otrzymaliśmy skuteczną pomoc.
I tą krótką reminiscencją oddaję hołd Jego osobie. Więcej można
przeczytać we wspomnieniu zamieszczonym w nr 208 „Pro Medico”
z listopada 2013 r.
MarekKumorek, lekarz i były pacjent
Czas zamknięty w fotografiach




