Background Image
Table of Contents Table of Contents
Previous Page  21 / 40 Next Page
Information
Show Menu
Previous Page 21 / 40 Next Page
Page Background

19

Pro Medico

kwiecień 2017

stomatologia

Zbliża się szumnie zapowiadana likwidacja

Narodowego Funduszu Zdrowia – płat-

nika w imieniu Skarbu Państwa za usługi

medyczne. Nie wiem, jak to będzie wyglą-

dało w przyszłości, tego chyba jeszcze nikt

nie wie. Kto będzie płatnikiem, kto świad-

czeniodawcą, jak będzie wyglądało lecznic-

two szpitalne, jak POZ i stomatologia, i czy

w końcu doczekamy się dobrze wycenio-

nego koszyka świadczeń gwarantowanych.

Natomiast mnie interesuje wyłącznie lecz-

nictwo stomatologiczne, bo przez czterdzie-

ści lat pracy, przepraszam za kolokwializm,

„zęby na nim zjadłem”. W wielu czasopi-

smach od czasu do czasu ukazują się artyku-

ły dotyczące stanu uzębienia Polaków. Auto-

rzy przede wszystkim szukają winnych tego

stanu. Najczęściej winni są lekarze dentyści

i organizacja lecznictwa stomatologicznego.

ZĘBY SPRAWĄPOLITYCZNĄ

Spotkałem się też kiedyś z opinią, że wszyst-

kiemu winien jest miniony system. W jed-

nym z tygodników zobaczyłem podtytuł,

że

„dziury w zębach spowodował dziurawy

system, a zęby w PRL były sprawą polityczną”.

I bardzo dobrze, że była to sprawa politycz-

na. Dzięki temu walka z próchnicą i przyzę-

bicą trwała, i to z dobrymi skutkami, nawielu

frontach. Że przypomnę wiejskie, gminne,

powiatowe i wojewódzkie przychodnie sto-

matologiczne. W każdej przychodni stoma-

tologicznej prowadzono dyspanseryzację

próchnicy i wad narządu żucia. W każdej

powiatowej przychodni stomatologicznej

zatrudniony był ortodonta. Decyzją politycz-

ną np. był zakaz pod koniec lat sześćdzie-

siątych i z początkiem siedemdziesiątych

XX wieku zatrudniania lekarzy dentystów

w Warszawie i kilku dużych miastach woje-

wódzkich w Polsce. Na wsi był problem

z inwazją próchnicy. Lekarze ci byli potrzeb-

ni właśnie na wsiach i w małych miastecz-

kach, a w Warszawie było ich wystarczająco

dużo na owe czasy. Wskaźniki próchnicy

systematycznie malały w dużych aglomera-

cjach, utrzymując się na tym samym pozio-

mie w małych miasteczkach, a na wsiach

rosły. Pokazują to prace epidemiologiczne

z tamtego okresu prowadzone przez m.in.

prof.

Jańczuka

w Szczecinie, prof.

Barań-

ską-Gachowską

i prof.

Ilewicza

w Zabrzu,

prof.

Knychalską-Karwan

wKrakowie i wie-

lu innych, we wszystkich ośrodkach akade-

mickich w całej Polsce. Podaję to wyłącznie

jako ciekawostkę, ponieważ wielu autorów,

szukając winnych obecnego stanu rzeczy,

rozpędza się w opiniach, nie pytając o fak-

tyczne przyczyny ludzi najlepiej zorientowa-

nych w temacie, czyli nas – stomatologów.

DRZWI JUŻDAWNOOTWARTE

Sytuacja w lecznictwie stomatologicznym

ma wielu ojców. Po transformacji ustrojowej

doszło do całkowitej prywatyzacji w stoma-

tologii. Każdy lekarz rozpoczął prowadzenie

takiej praktyki, która dawała mu odpowied-

nie dochody. I nie należy winić za to lekarzy.

Natomiast ze strony państwa nikt, w żaden

sposób, nie zachęcał finansowo do prowa-

dzenia gabinetów leczących dzieci i mło-

dzież (może z wyjątkiem Podkarpacia, ale

tylko przez parę pierwszych lat). Należy pod-

kreślić, że mały pacjent wymaga troski i cier-

pliwości oraz zdecydowanie więcej czasu niż

dorosły. Należy to odpowiednio wynagro-

dzić. W związku z tym to nie lekarze, ale pań-

stwo ponosi odpowiedzialność za istniejącą

sytuację. Wprowadzenie przepisu, że bez

zgody rodzica lekarz nie może wykonać

żadnego zabiegu, również pogłębia patową

Epidemia próchnicy

– dlaczego

jest tak źle, skoro jest tak dobrze?

sytuację, jeszcze bardziej utrudniając pracę

zespołowi stomatologicznemu. Paranoja.

Wszak to lekarz – a nie rodzic – wie, co nale-

ży wykonać u pacjenta i przede wszystkim

jest za to w pełni odpowiedzialny. Rodzic

powinien mieć obowiązek posłania dziecka

do dentysty i dopilnowania, żeby tamdotarł.

Tak jest m.in. w Kanadzie. Przy czym tam

są jeszcze restrykcje finansowe za niezgło-

szenie się w gabinecie w oznaczonym ter-

minie. Jak widać, nie trzeba w naszym kraju

otwierać nowych drzwi. One są już dawno

otwarte gdzie indziej…

CZYNNIKI ESKALACJI CHORÓB

PRZYZĘBIA

Pierwszym, podstawowym czynnikiem, któ-

ry doprowadził do dramatycznej eskalacji

chorób zębów i przyzębia, była

likwida-

cja gabinetów szkolnych prowadzących

powszechną profilaktykę przeciw próch-

nicową. (…) Drugi to brak powszechnych

działań instruktażowych

. Reklamuje się

pasty, szczoteczki, nici, płyny higienizują-

ce jamę ustną etc., ale nikt nie mówi, jak

i po co to wszystko stosować. Nikt nie infor-

muje społeczeństwa, że jama ustna, jeden

z najbrudniejszych otworów fizjologicznych

w ciele człowieka, wymaga wyjątkowej

iwręczprzesadnej dbałości o jej higienę. Rolę

tę powinni spełniać lekarze, higienistki sto-

matologiczne, gazety, radio, tv, oczywiście

na koszt państwa. Pozornie duże wydatki,

ale oszczędności za kilka lat niewyobrażalne.

Znaczne ograniczenie, a nawet eliminacja

schorzeń serca, oczu, stawów, przedwcze-

snych porodów etc. Są to naprawdę potężne

oszczędności. Kraje cywilizowane już daw-

no o tym wiedzą. I pomyśleć, że Szwecja

w latach siedemdziesiątych ubiegłego stule-

cia wzorowała się na naszych osiągnięciach

w organizacji powszechnego zwalczania

próchnicy...

Trzeci

wiąże się z

gospodarką finansową

NFZ

. Stomatologia traktowana jest pomaco-

szemu. Przy każdym kontraktowaniu, co trzy

lata, systematycznie obniża się wartości

ciąg dalszy na str. 20

Organizacja lecznictwa dentystycznego powinna

być koordynowana i wspomagana przez samo-

rząd gminny. Nie powinny te obowiązki spoczywać

na barkach wyłącznie lekarzy dentystów.