Background Image
Table of Contents Table of Contents
Previous Page  24 / 40 Next Page
Information
Show Menu
Previous Page 24 / 40 Next Page
Page Background

Pro Medico

lipiec/sierpień 2017

22

Joanna Wójcik: „Postanowiłem przyje-

chać do Polski... bo?”

Dr Mahmoud Manssour:

To było wiele

lat temu. Zaraz po maturze. Byłem mło-

dy, ambitny i bardzo chciałem studiować

medycynę, która była moją pasją i zawo-

dowym marzeniem. Pisałem do różnych

krajów i m.in. dostałem się do Polski, którą

ostatecznie wybrałem.

Czyli był to trochę przypadek?

Można tak powiedzieć. Ale szczęśliwy

przypadek. To był 1981 rok. Nie planowa-

łem dłuższego pobytu w Polsce, niż czas

studiów, ale nieco inaczej ułożyło się moje

życie.

Piękna Polka?

Tak, bardzo piękna. Poznałem tu swoją

żonę. Zrobiłem specjalizację i już zostałem.

Teraz, po tych 36 latach, czuję się napraw-

dę Polakiem.

Czy, Pana zdaniem, istnieją elementy

ponadkulturowe w medycynie? Nieza-

leżne od religii, kraju, języka?

Oczywiście, to jest to, co w medycynie naj-

ważniejsze poza wiedzą specjalistyczną,

czyli empatia. Jedna i ta sama wszędzie.

Ponad granicami miejsc, czasu i kultury.

Czy kiedykolwiek zdarzyła się Panu

w Polsce sytuacja, w której pacjent oka-

zał Panu niechęć z racji odmiennego

pochodzenia? Czy Polacy są otwarci,

tolerancyjni?

Tak, zdecydowanie. Polacy są bardzo życz-

liwi i nie myślą w stereotypowy sposób.

Sytuacja odrzucenia z powodu pocho-

dzenia jest mi absolutnie obca. Szczegól-

nie mogę to odnieść do Ślązaków, wśród

których mieszkam i z którymi na co dzień

pracuję. Otwarci, serdeczni, rodzinni,

z zasadami i wartościami. Ceniący ludzi

za to, jakimi są, a nie poprzez pryzmat ich

koloru skóry czy narodowości.

Co było najtrudniejsze w adaptacji

do nowego kraju, do nowej kultury,

z którą zmierzył się Pan w 1981 r.?

Język polski i konieczność nauki jesz-

cze na studiach w tym języku. Pamiętam

wykład z anatomii na pierwszym roku.

Wtedy wydawało mi się, że jestem w Chi-

nach. Byłem przerażony, ale szybko„złapa-

łem” polski i uczyłem się w tym języku.

Czy, Pana zdaniem, granice naszego

świata w pewnym sensie są determino-

wane językiem, w jakim myślimy? Czy

może Pan powiedzieć, że marzy po pol-

sku i śni też po polsku?

Tak. Szybko adaptuję się do nowych

warunków, a w Polsce jestem i czuję się

u siebie. Każdy mój sen jest w języku pol-

skim. W nim też myślę i sam ze sobą roz-

mawiam, także we śnie. Granice nasze-

go świata, także językowe, są po to, aby

je przekraczać. Kiedyś pracowałem wWiel-

kiej Brytanii. Moja córka miała urodziny.

Nie miałem pomysłu, co mogę jej kupić.

Siedząc w dyżurce, usłyszałem gwar wielu

języków. Wziąłem kartkę A4 i poprosiłem

każdego, żeby w swoim języku napisał dla

Kasi „100 lat”. W ciągu zaledwie 20 minut

w naprawdę małym szpitalu, zebrałem

„100 lat” w 23 językach. Zeskanowa-

łem i wysłałem. Córka była szczęśliwa.

Nasz świat nie ma granic. Kultura jest tak

naprawdę jedna, ludzka. Różni nas tylko

układ liter tworzący słowa, za pomocą któ-

rych się porozumiewamy.

Czy system kształcenia medycznego

w Syrii jest zbliżony do polskiego?

Są mocno zbliżone, choć w Syrii panuje

nieco inny pogląd dotyczący samego poję-

cia zdrowia. Państwowy system ochrony

zdrowia zapewnia wszystkim obywatelom

dostęp do bezpłatnego leczenia. Jednak

ze względu na długi czas oczekiwania,

Syryjczycy, podobnie jak Polacy, często

korzystają z usług prywatnych. To, co róż-

ni Syryjczyków od Polaków, leży bardziej

w mentalności prozdrowotnej. W Polsce

znam wiele osób, które pożyczyły pie-

niądze na zakup nowego samochodu

czy mebli. Ale nie słyszałem, żeby ktoś

brał kredyt na operacje kolana albo oka.

Syryjczycy zdecydowanie bardziej dbają

o zdrowie i uważają je za wartość realnie

najwyższą. Niewielka operacja kosztuje

w Syrii równowartość 3-4 miesięcy pra-

cy przeciętnego człowieka. Konsultacja

specjalistyczna to około dwóch dni pracy

przeciętnego człowieka, jednak Syryj-

czycy nie oszczędzają na zdrowiu. Pod

tym względem są podobni do Anglików.

Upraszczając, mogę powiedzieć, że w Syrii

zdrowie ma większą wartość niż kolorowy

telewizor.

Czy lekarze w Syrii cieszą się dużą esty-

mą społeczną?

Zdecydowanie. Lekarze zarabiają stosun-

kowo dobrze w społeczeństwie i cieszą

się ogromnym zaufaniem i szacunkiem.

W Syrii jest stosunkowo wielu lekarzy,

powiedziałbym nawet, że zbyt wielu.

Z drugiej strony jednak pamiętajmy,

że Syryjczycy to najbardziej wykształcony

naród na Bliskim Wschodzie. Wojna, która

teraz się przetacza przez Syrię, jest woj-

ną między ciemnością a jasnością. Syria

ma cywilizację ośmiu tysięcy lat, pismo

i pieniądz pochodzą przecież z Wybrzeża

Syryjskiego.

Jakie specjalizacje są tam najbardziej

popularne?

Chirurgia ogólna, neurochirurgia, ortope-

dia, kardiochirurgia. Głównie specjalizacje

zabiegowe.

Co jest Pana pasją poza medycyną?

Akupunktura, która daje mi ogromną

satysfakcję. W leczeniu narządu ruchu

stosuję leki, rehabilitację, zaopatrzenie

ortopedyczne. W akupunkturze potrze-

buję jedynie pięciu sekund i małej igiełki.

Efekt mam od razu. W przypadku bólu bar-

rozmowa

Dr Mahmoud Manssour

Specjalista ortopedii i traumatologii

narządu ruchu, wieloletni pracow-

nik Szpitala im. Stanisława Lesz-

czyńskiego w Katowicach.

W Syrii zdrowie ma większą wartość

niż kolorowy telewizor…

Wg informacji

Jolanty Swobody

, kierownika Działu Rejestru ŚIL, w naszej Izbie

(stan na 2 czerwca 2017 r.) zarejestrowanych jest 80 lekarzy i lekarzy dentystów

z obywatelstwem innym niż polskie lub mających dwa obywatelstwa. Z krajów

poza europejskich pochodzą m.in. lekarze z Syrii, Jemenu, Jordanii, Libanu, Iranu,

RPA, Nigerii, Republiki Mali, Gwinei, Kazachstanu, Kirgizji, USA. Najwięcej jest w tym

wykazie osób z obywatelstwem czeskim, niemieckim ukraińskim i białoruskim.

Reprezentowane są też Armenia, Szwecja, Włochy, Słowacja, Łotwa i Francja.

G.O.