Background Image
Table of Contents Table of Contents
Previous Page  28 / 40 Next Page
Information
Show Menu
Previous Page 28 / 40 Next Page
Page Background

Pro Medico

luty 2016

26

notatki z podróży

ciąg dalszy ze str. 25

Mój wyścig z metryką...

Rowerowa wyprawa Kazimierza Klecza – Dolina Aosty.

i technice jazdy. Brak szwanku na zdrowiu

i skórze, nawet w najskrytszych okolicach,

oraz z etapu na etap rosnąca wydolność

wysiłkowa, wyrażająca się szybkością jaz-

dy i ilością przejeżdżanych kilometrów,

przeszły moje oczekiwania i świadczyły

o dobrym wcześniejszym przygotowaniu

formy sportowej.

Kolejnym etapem przygotowań do podró-

ży życia była aktywność startowa w tra-

dycyjnych już imprezach corocznych, jak

mistrzostwa kolarskie w Bychawie koło Lu-

blina i zawody w Igrzyskach Lekarskich let-

nich i zimowych w Zakopanemw tym i na-

stępnym roku. Po dobrze przepracowanej

zimie, z udziałemw narciarskimmaratonie

na dystansie 45 km we włoskich Dolomi-

tach, tzw. Marcialonga miała być wielo-

etapowa wyprawa na dystansie 900 km

w amatorskiej grupie kolarskiej, jaką po-

znałem surfując po internecie w poszu-

kiwaniu towarzystwa na pielgrzymkę do

Santiago de Compostela. Był to rok 2008.

Trasa pielgrzymki, a

de facto

wyścigu, wio-

dła z Rzeszowa do Częstochowy przez

Polskie Karpaty, tj. Bieszczady, wszystkie

prawie Beskidy, Pieniny i Tatry, na końcu

Jurę Krakowsko-Częstochowską. Po dro-

dze wybrane do pokonania co ambitniej-

sze przełęcze i podejścia jak Kluszkowce,

Krowiarki, Okrajnik, Sopotnia Mała – Jusz-

czyna itp. Udział w tym tour miał być te-

stem na sprawność kolarską pozwalającą

wziąć udział w wyprawie na dystansie

2000 km z Rzeszowa do Rzymu w następ-

nym roku. Wówczas to podjąłem decy-

zję o zmianie kierunku, a moja

idee fixe

wplątała mnie w skomplikowany labirynt

przygotowań niby to do pielgrzymki, co

brzmi dość przyjaźnie, a okaże się cyklem

przygotowań do maksymalnego

par excel-

lence

wyczynowego wysiłku, zważywszy

wiek zawodnika (bliski siedemdziesiątki)

próbującego dorównać w peletonie stu-

dentom i maturzystom. Nie bacząc na to,

co powie Komisja Bioetyczna, poddałem

się świadomie temu eksperymentowi me-

dycznemu.

Walka o potrzebną formę kolarską po-

legała nie tylko na prawie codziennym

treningu rowerowym, ale także na inten-

syfikacji startów w innych ulubionych dys-

cyplinach. Takim sportem uzupełniającym

w miesiącach zimowych są biegi narciar-

skie, więc gdy nadszedł sezon 2010 wy-

startowałem w kilku biegach długich: na

25 km Bieg Dutka w Radziechowach, na

45 km Króla Ludwika w Alpach Bawarskich

i w koronnym dystansie na 50 km w Biegu

Piastów na Polanie Jakuszyckiej w Szklar-

skiej Porębie. Zajęcie określonego miejsca

w klasyfikacji oficjalnej nie wydaje mi się

– jako absolutnemu amatorowi – najistot-

niejsze. Za sukces poczytuję sobie ukoń-

czenie podjętego dystansu i to zawsze

na nieostatnim miejscu, ze świadomością

ścigania się z profesjonalnymi i czynnymi

zawodnikami. W historii mojego spor-

tu kopalnią medali były w dyscyplinach

narciarskich konkurencje alpejskie, a naj-

większym sukcesem było wicemistrzo-

stwo Polski Służby Zdrowia w slalomie

w 1980 r. Miałem wówczas 39 lat i nie czu-

łem się, jako instruktor PZN, całkowitym

amatorem. Pamiętam, jak w studenckich

latach trenowaliśmy na obozach studenc-

kich z dr Marią Świerzyńską w Bukowinie

Tatrzańskiej i na zgrupowaniach AZS na

Skrzycznem przed mistrzostwami Polski

Akademii Medycznych, w których przy-

chodziło nam rywalizować z alpejczykami

kadry polskiej Ryszardem Ćwikłą i Roma-

nem Derezińskim, wówczas studentami

AM w Krakowie.

Nota bene

tego ostatnie-

go spotkałem po latach na trasach Ka-

sprowego Wierchu na Igrzyskach Lekarzy

bodaj w 2006 r. – już w grupie wiekowej

seniorów.

Gdy wspomnieniami sięgam wstecz do

największych wyczynów sportowych, to

nie mogę pominąć pokonania Bałtyku

na trasie Gdańsk-Hel-Visby-Sztokholm

w sztormowym już sierpniu jachtem 10 m

w trzyosobowej załodze w 2003 roku.

Teraz, po latach, na alpejskich trasach zde-

rzyłem się z innym problemem, ciekawym

z lekarskiego punktu widzenia. Technika

biegu i skrętu pozostała na właściwym po-

ziomie, a nawet poszła do przodu, bo jeż-

dżę już skrętem karwingowym, natomiast

nowym zjawiskiem jest zadyszka w poło-

wie trasy, np. slalomu.

Zatem wyzwaniem staje się w pewnym

wieku wytrzymałość wysiłkowa. Kolar-

stwo i narciarstwo biegowe to właśnie

typowo wytrzymałościowe dyscypliny.

Z powodu zainteresowań sportowych

i zawodowych, pracując w obszarze re-

habilitacji neurologicznej, będącej blisko

rekreacji i medycyny sportowej, procesy

treningowe i fizjologia wysiłku fizycznego

nie są mi obce. W czasie pierwszej próby

przejechania przez prawie wszystkie pol-

skie góry zrozumiałem łatwo, że trzeba

dłużej potrenować, ponieważ w opinii

trenerów Klubu „Alpin” z Rzeszowa, nasza

kolarska sprawność nie gwarantuje w naj-

bliższym roku powodzenia w wyprawie

przez słowackie Karpaty, austryjackie Alpy

i włoskie Apeniny do Rzymu. Wydłużenie

o rok przygotowań stało się przyczyną

nowych przygód sportowych, przeżyć

i wrażeń, bowiem – za sprawą wysiłku or-

ganizacyjnego Kolegi dr. Marka Paściaka –

„przyszły” do Polski w 2010 roku Kolarskie

Mistrzostwa Świata Lekarzy. Nie mogłem

okazji startu w takiej imprezie zaniechać.

Przygotowania do „Pielgrzymki życia”

spotkały się zatem z treningami do wy-

ścigów w gronie międzynarodowym. Aby

Z archiwum prywatnego Kazimierza Klecza