Background Image
Table of Contents Table of Contents
Previous Page  24 / 36 Next Page
Information
Show Menu
Previous Page 24 / 36 Next Page
Page Background

Pro Medico

marzec 2018

24

stomatologia

Kiedy podczas jednej z konferencji, w której

uczestniczyłam, usłyszałam, że na jednego

studenta uniwersytetu medycznego w Pol-

sce przypada dwóch przyszłych prawników,

przypomniałami się anegdota sprzedponad

dwudziestu lat, zasłyszana na jednym ze stu-

denckichwykładów:„Amerykański przedsię-

biorca umawia spotkanie ze swoją księgową

oraz prawnikiem. Już od dłuższego czasu

interesy firmy, której jest właścicielem, idą

źle. Płynność finansowa praktycznie już nie

istnieje. Brak perspektyw na nowych zlece-

niodawców. Starzy zalegają z płatnościami.

Co robić, żeby nie zbankrutować? Nagle

prawnik zaczyna wypytywać właściciela fir-

my o ostatnio odbyte wizyty w gabinecie

stomatologicznym. Dopytuje o problemy

dotyczące zębów. W końcu stwierdza: –

Pro-

szę jak najszybciej odwiedzić swojego denty-

stę. Wykonać pełne, wymagane, kompleksowe

leczenie, z naciskiemna estetykę, i zrobić kopię

całej dokumentacji historii leczenia stomatolo-

gicznego. Zapewniam, że znajdziemy powód,

by założyć i wygrać sprawę o odszkodowanie

i zadośćuczynienie, na okoliczność popełnio-

negobłędumedycznego, awnajgorszymrazie

za brak dopełnienia najwyższej staranności

podczas leczenia. Wygrane odszkodowanie

pozwoli rozwiązać kłopoty finansowe pana

firmy

.

Historia, która wówczas wydawała mi się

odległa o całe lata świetlne od naszych

realiów, dzisiaj już nie brzmi wcale tak nie-

prawdopodobnie. Smutne to, ale i prawdzi-

we. Podczas, kiedy my – stomatolodzy ,,bok-

sujemy’’się z oddziałami NFZ na okoliczność

konkursów, kiedy nowo powstałe gabine-

ty toczą walkę na billboardy o pacjentów

(czytaj: klientów), kiedy eksperci – celebryci

zakładają co rusz nowe stowarzyszenia sto-

matologiczne, mianując się prezesami, praw-

nicy bardzo konsekwentnie uczą się stoma-

tologii i coraz bardziej skutecznie wykorzy-

stują luki (nie tylko ustawowe) na korzyść

swoich klientów (czytaj: pacjentów).

Jak długo brak będzie uogólnionych, jedno-

litych, bardzo precyzyjnych dyrektyw, reko-

mendowanych przez rady naukowe, w skład

których wchodziliby doświadczeni, wielo-

letni i szanowani przez środowisko eksperci,

a dotyczących naszej codzienności w postę-

powaniu z pacjentem, tak długo adwokaci

wykorzystywać będą każde nasze słowo

(także zapisane) i czyny przeciwko nam.

Na nic zdadzą się całe, zapełnione drobnym

drukiem strony, które podpisuje pacjent

przed rozpoczęciem leczenia (wszak wizy-

ta u stomatologa, np. z powodu bólu zęba,

nijak się ma do podpisania umowy o kredyt

hipoteczny udzielany przez bank). Na nic

„medycyna oparta o dowody” (każdy nie-

raz spotkał się z „ciekawym przypadkiem”

pacjenta, którego sukces w leczeniu przeczył

teorii zawartej w książkach). Na nic również

„spokój na duszy”, jeśli niepowodzenie lecze-

nia jest spowodowane zdarzeniem, które

dla jednych jest komplikacją, bo drudzy

dopatrzą się w nim błędu. Na nic też nasze

obowiązkowe ubezpieczenia, jeśli sam fakt

toczącego się procesu sądowego przypra-

wiać będzie o bóle głowy i stanie się przyczy-

ną nieprzespanych nocy.

Przychodzi Temida

do dentysty

Podobno na jednego studenta Uniwersytetu Medycznego w Polsce

przypada dwóch studentów prawa…

Wina za całokształt stanu rzeczy po części

jest naszym udziałem... Oczekujemy, by sto-

matolog był zawodem zaufania publicz-

nego, ale równocześnie niejeden gabinet

przygotowuje do podpisania na pierwszej

wizycie pacjenta całą ryzę kserowanych

formularzy, zgód, gwarancji i innych doku-

mentów, co budzi już na wstępie niepokój

chorego. Równocześnie w niejednym gabi-

necie nie prowadzi się wcale dokumentacji

medycznej, co również jest zauważane przez

pacjentów. Pisemne informacje dotyczące

procesu leczenia nigdy nie zastąpią rozmo-

wy z pacjentem, a imdłuższy tekst do podpi-

sania, tym więcej niuansów może doszukać

się prawnik. W kartotece warto odnotować

przynajmniej minimum informacji dotyczą-

cej wizyty, choćby hasłowo czy w postaci

słów-kluczy. Obowiązek dopełnienia staran-

ności jej prowadzenia (zgodnie z Kodeksem

Etyki Lekarskiej) nie precyzuje szczegółów.

Wpiszmy chociaż takie, które wydaje się

nam, że pozwolą na obronienie tezy, iż była

prowadzona starannie.

Wzajemna empatyczna relacja z pacjentem,

przepływ informacji, zadbanie o spokój,

komfort i intymność wizyt, które pozwolą

się poczuć pacjentowi w pełni zaopieko-

wanym, to klucz do eliminacji niejednego

konfliktu (niestety nie każdego). Podanie

numeru polisy ubezpieczeniowej nigdy

żadnego konfliktu nie rozwiąże. Deklarowa-

nie gwarancji leczenia jest może skuteczne

marketingowo, czy jednak etyczne i realne

merytorycznie? Zapewnianie, że możemy

zrealizować wszystkie oczekiwania pacjenta

na nic się zda, jeśli on sam nie będzie miał

świadomości codziennego (niestety żmud-

nego, nudnego i pracochłonnego dla wielu

z nich) obowiązku dbania o higienę i prze-

strzegania wizyt kontrolnych. My też mamy

prawo oczekiwać zaangażowania od pacjen-

ta i szacunku dla naszej pracy.„Zaopiekowa-

nie się”przez pacjenta efektami naszej pracy,

jest gwarancją długoterminowego sukcesu

terapii. Nie każdy pacjent chce pamiętać,

że obowiązek uregulowania rachunku nie

jest jedynym, który na nim spoczywa.

Nie zawsze nowoczesne technologie i dro-

gi sprzęt są gwarancją sukcesu w terapii.

Zawsze jednak generują spore koszty dla

gabinetu i wymagają proporcjonalnie wyso-

kich kosztów usługi. Pacjent powinien mieć

świadomość, że przy przystępniejszej ceno-

wo usłudze nie może oczekiwać terapii,

o której dowiedział się np. z internetu lub

która w innym gabinecie kosztuje kilka razy

więcej.

Konkurencyjność to też wciąż obcy nam

temat, niestety. Generuje wiele sytuacji

problematycznych, konfliktowych, także

kończących się na sali sądowej. A przecież

wszyscy znamy przysłowie: „

Kto pod kim

dołki kopie, sam w nie wpada”

. Warto o nim

pamiętać.

Całkiem oddzielnym tematem jest wspo-

mniane wcześniej uregulowanie problema-

tyki rekomendacji czy algorytmów postę-

powania w gabinecie przez gremium sza-

nowanych powszechnie ekspertów. Droga

ku temumoże okazać sięmozolna, wyboista

i długotrwała. Ale nie niemożliwa. To jednak

temat na kolejne dywagacje.

Dr n.med. AgnieszkaPawlik

My też mamy prawo oczekiwać zaangażowania

od pacjenta i szacunku dla naszej pracy.

Nie każdy pacjent jednak chce pamiętać,

że obowiązek uregulowania rachunku

nie jest jedynym, który na nim spoczywa…