27
Pro Medico
•
wrzesień 2014
sport
W dniach 9-11 maja 2014 w Ustroniu odbyły się XIII Mistrzo-
stwa Polski Lekarzy w szachach oraz Turniej Rodzin Lekar-
skich organizowane przez Śląską Izbę Lekarską przy współ-
pracy z Naczelną Izbą Lekarską oraz Polskim Związkiem
Szachowym.
Zawody, jak zwykle, zgromadziły kilkudziesięciu miłośników gry
królewskiej z całej Polski. Mistrzem Polski na rok 2014 w turnie-
ju głównym P-15 (15 minut na partię) został lekarz – menedżer
z Koszalina
Maciej Kiełbratowski
. Drugie miejsce zajął, repre-
zentujący Wojskową Izbę Lekarską, lekarz z Rybnika
Michał Gro-
bosz
. Trzecie miejsce przypadło reprezentującemu ŚIL doc.
Jaro-
sławowi Kwietniowi
, pediatrze z Bytomia pracującemu w SK 1
w Zabrzu. Najlepszą w Polsce została dentystka z
Zabrza Marta
Podolecka
.
Drużynowe Mistrzostwo Polski zdobyła reprezentacja ŚIL w skła-
dzie:
Marta Podolecka
,
Jarosław Kwiecień
i piszący te słowa
chirurg z Zabrza
Jerzy Pabis
. Naszą Izbę reprezentował także
dr
Andrzej Podolecki
.
Turniej Rodzin Lekarskich wygrał
MieczysławWysocki
z Warsza-
wy przed
Marysią Orłowską
z Zabrza oraz
StefanemKoźlukiem
z Warszawy.
W trakcie imprezy rozegrano również turniej gry błyskawiczej
P-5, który wygrał dr
Krzysztof Grochulski
z Płocka, oraz kon-
kurs rozwiązywania zadań szachowych, zwycięzcą którego został
dr
Robert Adamek
z Poznania. Dużą atrakcją naszego spotkania
była obecność arcymistrza szachowego
Krzysztofa Bulskiego
,
który rozegrał z uczestnikami zawodów symultankę. Gry odby-
wały się na wysokim sportowym poziomie i fair play, w jak zawsze
miłej atmosferze.
Zawody sprawnie przeprowadził sędzia kl. państw.
Maciej Jani-
szewski
, przy współpracy z sędzią
AlfredemMaślanką
.
Żegnając się, umówiliśmy się na przyszły rok, na następne mi-
strzostwa – już teraz zapraszam wszystkich chętnych.
Przewodniczący Komisji Sportu
Śląskiej Izby Lekarskiej
Jerzy Pabis
Drużynowe Mistrzostwo Polski dla reprezentacji ŚIL
Królewska gra
Drużynowi Mistrzowie Polski: Jarosław Kwiecień, Marta Podolecka,
Jerzy Pabis
– Tak prawdę mówiąc, to z powodu rodzi-
ców. Ja chciałem być podróżnikiem, wy-
myśliłem sobie, nie wiem skąd mi się coś
takiego wzięło, że jest taki kierunek, jak
geografia podróżnicza. Wtedy rodzice za-
częli mi mówić: S
łuchaj ty sobie możesz wę-
drować, możesz podróżować, możesz robić
co chcesz, ale z tego nie wyżyjesz. Jak zosta-
niesz lekarzem, to będziesz mógł później te
swoje zainteresowania urzeczywistniać jako
lekarz uczestnicząc w różnych wyprawach
i ekspedycjach.
To był jeden z motywów,
który mnie skłonił, żebym został lekarzem,
czego absolutnie nie żałuję. Bardzo się an-
gażowałem w proces leczenia. Przez po-
nad czterdzieści lat wykonywanie zawodu
sprawiało mi ogromną satysfakcję. To było
jedno z wyzwań, o wiele większych niż ma-
raton, i sprostałem mu. Jednak po sześć-
dziesiątych piątych urodzinach coraz czę-
ściej zdarzały się momenty, kiedy czułem,
że tracę chęć do pracy, możliwości trochę
też, bo jednak już trochę gorzej się opero-
wało i wzrok już nie ten.
–…i został Pan sportowcem
– Sport to jest walka z kimś, trzeba kogoś
pokonać, wygrać z przeciwnikiem, być
od kogoś lepszym, a ja nie postrzegam tak
tego, co robię. Mam jednego wroga: siebie
samego. Moim osobistym wyzwaniem jest
pobiec na 10 km, ukończyć maraton, prze-
jechać na rowerze 100 km i gdy to mi się
to uda, czerpię z tego ogromną satysfakcję.
Dopiero później, gdy czasem się okazuje,
że udaje mi się z kimś wygrać, wówczas do-
łącza ten element sportu i rywalizacji, ale
to jest jakby gdzieś w tle.
– Pan na poły profesjonalnie uprawia
biegi, biegi narciarskie, kolarstwo, ale
zmagań z samym sobą może podjąć się
każdy...
– Najważniejsza jest chęć, siła woli i samo-
zaparcie. To nie jest trudne, trzeba mieć
tylko do tego odpowiednie podejście.
Lubię patrzeć, jak ludzie starsi chodzą
z kijkami, maszerują mniej lub bardziej
dziarsko. W każdym wieku i zawsze można
zacząć uprawiać sport, oczywiście upra-
wiać w sensie
„
brać udział w zawodach",
a nie nastawiać się od razu na wygraną.
Zacząć można od biegania jednego, po-
tem dwóch kilometrów, jeździć na rowerze
najpierw po parku, po lesie, potem przejść
na wyższy poziom. To wykonalne i daje
ogromną satysfakcję. Jeśli już ktoś startuje,
to każde zawody dostarczają ogromnych
emocji. Adrenalina, endorfiny, inaczej się
patrzy na świat. Ja jestemwtedy szczęśliwy.
Chociaż czasem nie mogę wstać z ziemi,
bo takie mam skurcze nóg.
– W sezonie startuje pan co tydzień lub
dwa, ma pan jeszcze czas na trening?
– Należę do klubu biegaczy w Czeladzi,
z którymi spotykam na ogół raz w tygodniu,
żeby nawiązać kontakty, porozmawiać,
umówić się na jakieś wyjazdy itd. W zasa-
dzie trenuję cały czas sam i tomi najbardziej
odpowiada. Oczywiście, jeśli wiem, że czeka
mnie duża impreza, np. maraton w Pozna-
niu, albo Igrzyska Lekarskie w Zakopanem
i że mam do nich trzy tygodnie czasu, to so-
bie rozpisuję plan treningów, który z reguły
w stu procentach realizuję. Ale ponieważ
tych zawodów generalnie jest bardzo dużo,
to staram się codziennie ileś tam przebiec,
ileś przejechać na rowerze, bez tego ani rusz.
Mam taki plan, że po rozmowie z Panią poja-
dę nad Pogorię, żeby przebiec 12-15 km.
–
Ile to zajmuje Panu czasu?
– Samo bieganie około półtorej godziny.
– Oglądał Pan zawody sportowe w tele-
wizji, Igrzyska Olimpijskie, kiedy Justyna
Kowalczyk zdobyła złoto?
–Wzasadzie tegonie robię, jednakbiegi nar-
ciarskie fascynowałymnie odmłodości. Sam
biegam na nartach i mogę sobie wyobrazić,
ile ją to kosztowało bólu i wyrzeczeń. Kiedyś
też musiałem zerwać sczerniałe paznokcie
stóp, nie tyle odmrożone, ale odbite od cią-
głego uderzania palcami we wnętrze buta.
Bieg Justyny Kowalczyk na 10 kmoglądałem
z zapartym tchem. Kiedy dojechała domety,
byłem tak wzruszony, że chciało mi się pła-
kać. To wielka mistrzyni.