Pro Medico
•
kwiecień 2015
14
wywiad
ciąg dalszy ze str. 13
W zespole opieki paliatywnej...
albo nie potrafi. Dlatego w opiece paliatyw-
nej bardzo ważna jest praca zespołu. Zdarza
się, że chory powie coś pielęgniarce albo
kapelanowi, a nie powie tego lekarzowi.
Aby móc dobrze komunikować się z cho-
rym, cały zespół musi dobrze komuniko-
wać się ze sobą. Niewątpliwie powinno
być tak, aby przy zaangażowaniu w sprawy
chorego trzymać jakiś dystans, chodzi o to,
aby ten chory miał w nas oparcie i aby miał
do nas – lekarzy zaufanie. Ale lekarz, jako
człowiek, też ma swoje przeżycia i za duże
zaangażowanie emocjonalne może dopro-
wadzić nawet do wypalenia zawodowego.
Bazą dobrej komunikacji z chorym jest za-
ufanie. Należy także pamiętać, o tym, aby
do chorego zwracać się z odpowiednim
szacunkiem. Odnoszę wrażenie, że w na-
szym społeczeństwie nadal pokutuje prze-
konanie o patriarchalnym podejściu do pa-
cjenta i jest to ogromny błąd.
Medycyna paliatywna ulega coraz więk-
szej profesjonalizacji. W jaki sposób
można poddać się temu zjawisku nie
zatracając jednocześnie „pierwotnego
ducha opieki hospicyjnej”?
Postęp w medycynie paliatywnej pozwala
na większą skuteczność zwalczania obja-
wów, a skoro jest ona większa, to możemy
lepiej chorym pomagać i to się absolutnie
nie kłóci z ideą „ducha hospicjum”. Profe-
sjonalizacja nie powinna w żaden sposób
ograniczać empatii i poświęcenia dla cho-
rego, dlatego też absolutnie nie powinno
być tu konfliktu.
Czy Pana zdaniem, z racji tego, że opieka
paliatywna traktuje śmierć jako proces
nieuchronny, uświadamia też ograniczo-
ne możliwości współczesnej medycyny?
Założeniem medycyny paliatywnej jest
walka z objawami oraz poprawa jakości
życia. Medycyna paliatywna jest towarzy-
szeniem choremu w odchodzeniu. Nikt nie
zakłada możliwości wygrania ze śmiercią.
Czy opiekę paliatywnąmożna traktować
wobec tego jako alternatywę wobec eu-
tanazji?
Abstrahując od kwestii światopoglądo-
wych czy ideologicznych, zdecydowanie
tak. Jestem katolikiem i zdecydowanym
przeciwnikiem eutanazji. Wiem jednak,
że zwolennicy eutanazji także kierują się
w ichmniemaniu chęcią pomocy choremu,
w związku z czym powinno się dyskutować
tę kwestię razem z nimi i uświadamiać,
że medycyna paliatywna jest alternatywą,
która ma na celu zapewnienie choremu
poprawy jakości życia w końcowym jego
okresie. Spotkałem się już także z taką
opinią, że gdyby wprowadzono eutanazję,
to ten fakt byłby prawdziwym zahamowa-
niem postępu w medycynie. Wówczas nie
szukano by już dalszych rozwiązań wwalce
z objawami chorób nieuleczalnych mając
„prostsze”rozwiązania.
Total pain
towarzyszy chorym znajdu-
jącym się pod opieką paliatywną. Jak
można z nimwalczyć w sposób efektyw-
ny a zarazem godny dla pacjenta?
Ból totalny często towarzyszy chorobom
nieuleczalnym, zgadza się. Są to kwestie du-
chowe, psychologiczne, rodzinne, etc. Medy-
cyna paliatywna ma tu duże pole do działa-
nia i szansę na to, by pomóc pacjentowi, ale
konieczna jest dobra współpraca zespołu
interdyscyplinarnego, w skład którego rów-
nież wchodzi psycholog i duchowny oraz
dostępność dla chorego, kiedy tylko pojawi
się taka potrzeba.
Czy w momencie, kiedy pacjent ma świa-
domość swojej choroby i rychłej śmierci,
konieczne jest mówienie wprost o tym,
że umrze?
To jest różnie. Zasada jest taka, że pacjent
ma prawo do pełnej wiedzy na temat swo-
jego stanu zdrowia. Jest tylko kwestia tego,
jak choremu tę wiedzę przekazać. Należy
ją dawkować jak lekarstwo. Przed wszystkim
nie czynimy nic bez akceptacji chorego. Na-
wiązanie kontaktu i jego prawidłowe„popro-
wadzenie” jest tu sprawą niezwykle ważną
i bardzo delikatną. W medycynie paliatyw-
nej używa się pojęcia strzału ostrzegawcze-
go – wysondowania tego, co pacjent sam
wie, dobranie odpowiedniego momentu
i formy przekazania wiadomości o choro-
bie i rokowaniu. Jak już wspomniałem, klu-
czowa jest tu delikatność komunikacyjna
i zapewnienie choremu intymności.
Czy zdarza się, że rodzina osoby chorej
prosi, aby pacjent nie dowiedział się
o tym, że umiera?
Tak, zdarza się. Unika się określenia „rak”,
„nowotwór” i to nie jest korzystne dla cho-
rego. Pacjent traci zaufanie do rodziny,
do lekarza. Każdy ma prawo przygotować
się do śmierci, uporządkować swoje życie,
pożegnać się. Jest tendencja, aby możliwie
jak najbardziej ochronić chorego, ale na-
leży zdać sobie sprawę, że w taki sposób
nie ochronimy nikogo, dostarczymy mu
jedynie przykrości w innymwymiarze. Jako
społeczeństwo nie jesteśmy przygotowani
do poważnych rozmów o ciężkich choro-
bach, cierpieniu i umieraniu.
Czym jest nadzieja w opiece paliatyw-
nej? Jak można ją zmierzyć, aby dać
ją rodzinie?
Nadzieją musi być na coś realnego, nie
może być fałszywa. W opiece paliatywnej
nie ma mowy o nadziei na wyzdrowienie
i to musimy sobie uświadomić, są natomiast
inne nadzieje.
Czy są zatem różne rodzaje nadziei?
Są nadzieje związane z wyczekiwaniem ja-
kiegoś wydarzenia, którego chciałoby się
dożyć. Są nadzieje związane ze spokojnym
odejściem, nieodczuwaniem bólu, lęku.
Są nadzieje związane z uporządkowaniem
swojego życia.
Słowo „hospicjum” budzi niestety przy-
kre, często nieprawdziwe konotacje…
Medycy używają określenia „zespół dzien-
nej opieki paliatywnej”, ponieważ pomimo
tego, że ze słowem „hospicjum” spotykamy
sięwPolsce dopiero od lat 90., to już nabrało
negatywnych skojarzeń. Często spotykamy
się z opiniami, że hospicjum jest przytułkiem
dla ludzi umierających. Osoby, które zostały
skierowane do opieki paliatywnej mówią
niekiedy, że były tym przerażone, miały ob-
raz hospicjum jako„umieralni”.
Dostrzegam tu pewien paradoks. Z jed-
nej strony jako społeczeństwo jesteśmy
cały czas atakowani obrazami i scena-
mi przemocy, okrucieństwa, a w tym
i śmierci, co w jakimś stopniu znieczula,
z drugiej zaś boimy się śmierci, ucieka-
my przed nią, nie chcemy jej blisko na-
szej świadomości. Może wynika to stąd,
że umieranie jako proces jest dla nas
trudniejsze niż sama śmierć?
Myślę, że tu chodzi głównie o to, że śmierć
w świecie nierealnym, czyli filmowa, telewi-
zyjna, jest pojęciem abstrakcyjnym. Nasuwa
się tu skojarzenie z rzymskim amfiteatrem,
gdzie gladiatorzy walczyli na śmierć i życie,
a tłum przychodził oglądać to dobrowolnie
i czerpał z tego satysfakcję. Śmierć odległa
zupełnie inaczej działa na człowieka, jest
ona czymś nierealnym, fikcją. Śmierć boha-
terska często jest wyimaginowana, filmo-
wa. Cierpienie i śmierć z powodu choroby
to coś, co dotyka nas na co dzień w realnym
świecie. Śmierć odległa od nas jest rozpatry-
wana jako sensacja, nie uświadamiamy so-
bie tego, że każdego z nas ona spotka.
Jak można kształtować edukację palia-
tywną? Kto powinien się w tę edukację
zaangażować najbardziej: lekarze, cho-
rzy, dziennikarze, organizacje społeczne?
Mamy wielu ambasadorów naszej sprawy
za co im dziękujemy. Niezwykle ważne jest
docieranie do szkół i uczenie tego, czym
jest opieka paliatywna, bo wówczas stanie
się ona czymś naturalnym i znanym, nie
będzie rodziła tak wielu obaw i dylematów.
Od kilku lat działa kampania „Pola Nadziei”,
która ma na celu edukację, odnoszę jednak
wrażenie, że pomoc mediów jest niewy-
starczająca.
Chciałabym zapytać jeszcze o problem
bardzo aktualny: lekarze starają się ro-
bić co w ich mocy, aby pomóc, ale za-




