Background Image
Table of Contents Table of Contents
Previous Page  19 / 40 Next Page
Information
Show Menu
Previous Page 19 / 40 Next Page
Page Background

17

Pro Medico

kwiecień 2015

spotkania

ciąg dalszy na str. 18

Grażyna Ogrodowska: Sięga Pan cza-

sem do tej książki?

Dr Piotr Wojcieszek:

Przyznam szczerze,

że nie. Choć było mi bardzo miło, kiedy

po tylu latach odezwał się do mnie redak-

tor Dariusz Kortko.

Wówczas, w 2006 roku, lekarz – sta-

żysta tak mówił o swoich planach:

„Postaram się być kardiologiem, zrobić

doktorat, ale głównie chciałbym być za-

dowolony z tego, co robię. (…) I założyć

rodzinę, bo to daje lekarzowi oparcie.”

Minęło dziewięć lat – spełniło się? Jest

Pan zadowolony z tego, co robi? W ja-

kim miejscu zawodowym znajduje się

Pan dzisiaj?

Co prawda nie zostałem kardiologiem, re-

daktor Kortko odnalazł mnie w Centrum

Onkologii – Instytucie w Gliwicach, ale

zajmuję się brachyterapią. Jest to zabie-

gowa część radioterapii. Obroniłem dok-

torat. Jednak najważniejsze, że w natłoku

zajęć i spraw udało mi się poznać wspa-

niałą dziewczynę (spoza branży) i założyć

rodzinę, zostać ojcem.

Na początku drogi w medycynie naj-

bardziej

pociągał

Pana

„kontakt

z pacjentem”

. Mówił Pan w książce

o serdecznym podejściu, umiejętnym

wywiadzie. Czy dziś „rzeczywistość

skrzeczy” i weryfikuje te słowa?

Kontakt z pacjentem jest kwintesencją

mojej pracy, choć przyznam, że bywa

to męczące. Czasem problemem jest my-

ślenie o relacji lekarz – pacjent jak o relacji

świadczeniodawca – świadczeniobiorca.

Z kolei serdeczne podejście do drugiego

człowieka pozwala nawiązać współpra-

cę i wytłumaczyć wszystkie za i przeciw

konkretnej metody, że interwencja w me-

dycynie niesie skutki uboczne. To jest to,

czego mi brakowało na początku i budzi-

ło mój strach.

„Nie

wiem,

jak

bym

zareagował

na śmierć pacjenta (...), gdybym walczył

wszystkimi dostępnymi metodami, a on

W pojedynkę nie uratujesz świata

„Dobry zawód” – rozmowa po latach

Co zostaje z wyobrażeń o swoim zawodzie po latach, w zde-

rzeniu z rzeczywistością?

Przez kilka lat dwójka dziennikarzy:

Krystyna Bochenek

i

Da-

riusz Kortko

rozmawiała ze sławami polskiej medycyny. Wywia-

dy ukazały się w wydanej w 2006 r. znakomitej książce „Dobry

zawód”. Co jakiś czas do niej sięgam, począwszy od tytułowej

strony, z dedykacją od Krystyny, wówczas nie tylko senatora RP,

ale i redakcyjnej koleżanki z Polskiego Radia Katowice:

„Kochanej

Grażynie z sympatią i podziękowaniem za obecność na promocji”

(Krystyna Bochenek zginęła w katastrofie lotniczej, do której do-

szło w Smoleńsku w sobotę, 10 kwietnia 2010 roku. W kwietniu

br. mija pięć lat od tamtej tragedii.) „Dobry zawód” to książka,

która nam, czytelnikom, pokazuje sens i piękno zawodu lekarza.

Ma ciekawy wstęp: jest nim rozmowa z

Piotrem Wojcieszkiem,

wówczas stażystą ze Szpitala Miejskiego nr 1 w Zabrzu

, będą-

ca rodzajem połączenia wypowiedzi Mistrzów z dopiero zaczy-

nającym stawiać w medycynie pierwsze kroki młodym lekarzem.

Co zostaje z wyobrażeń o swoim zawodzie w zderzeniu z rzeczy-

wistością? Postanowiłam po dziewięciu latach zapytać o to dok-

tora Wojcieszka.

Grażyna Ogrodowska

by mi umarł na rękach

” – to się już zda-

rzyło?

Większość pacjentów onkologicznych

jest leczona ambulatoryjnie, dlatego

nawet kiedy odchodzą, nie dzieje się

to na moich oczach. Tu chylę czoła przed

wszystkimi lekarzami opieki hospicyjnej

i paliatywnej. Oczywiście zetknąłem się

ze śmiercią w mojej praktyce, ale zwykle

nie byli to moi pacjenci. W CO-I w Gliwi-

cach codziennie pojawiają się tysiące pa-

cjentów, dlatego ryzyko stanów nagłych

jest podobne, jak w centrum handlowym

czy na lotnisku. Nie musi koniecznie ozna-

czać, że spotka to osobę leczoną w Insty-

tucie, ale na przykład kogoś z rodziny.

Pięknie mówił Pan w książce o różnicy

między odwagą lekarza, a jego brawu-

rą. Wtedy odwagą stażysty było zszycie

łuku brwiowego – co jest nią dla Pana

dziś?

Dziś odwagą jest zebranie moich danych,

napisanie streszczenia i wygłoszenie

prezentacji ustnej po angielsku na przy-

kład. w Nowym Orleanie, patrząc w oczy

lekarzom, których nazwiska znam z naj-

ważniejszych dla mnie publikacji.

Co mogłoby być dziś dla doświadczo-

nego lekarza porażką? Jako staży-

sta przeżywał Pan niezdany egzamin

z okulistyki...

Niski impact factor publikacji, ale cały

czas z koleżankami i kolegami nad tym

pracujemy...

„W tym zawodzie ważny jest wizerunek –

buduje się go latami, jestem na to przy-

gotowany.”

– To było możliwe? To przy-

gotowanie się? Czego nie wiedział Pan

wtedy o swoim zawodzie?

Od dawna uważam, że droga do tworze-

nia sztuki, na przykład medycznej, wie-

dzie przez doskonałe rzemiosło. Na całe

moje szczęście uprawiałem żeglarstwo,

gdzie panuje system feudalny, to jest

kapitan, pierwszy oficer, drugi, trzeci,

bosman itd. Dlatego zawsze rozumiałem,

że, aby być„pierwszym po Bogu”, czyli po-

nosić odpowiedzialność za swoją załogę,

trzeba poznać wszystko od podszewki.

To jest ciężka praca, ale uczy pokory i cier-

pliwości.

„Wszystko jest na razie kruche – cienka

czerwona linia, wiem jednak, że chcę

to robić. Czy to powołanie?”

– Po czte-

rech miesiącach stażu wiedział Pan,

że „chce to robić” – ta wiara jest nadal

mocna?

Wiara jest potrzebna, ale gdzie byśmy te-

raz byli, gdyby nie wątpliwości?

Co dziś najbardziej przeszkadza w re-

alizowaniu idealistycznych założeń

z młodości?

Zrozumiałem kilka rzeczy. Po pierwsze,

lekarz „żyje z ludzkiej krzywdy”, bo gdy-

by nie choroby, lekarze byliby niepo-

trzebni. Ale jako jedyna grupa interesu

Dr n. med. Piotr Wojcieszek – specja-

lista radioterapii onkologicznej, pra-

cownik Centrum Onkologii – Instytut

im. Marii Skłodowskiej-Curie, Oddział

w Gliwicach. Obecnie zajmuje się bra-

chyterapią oraz prowadzi działalność

naukową.